M. Karnowski o „Zerwanym kłosie”: to już jest sukces, a może być jeszcze większy

Nie milkną echa po premierze filmu „Zerwany kłos”, która odbyła się 14 listopada w Warszawie. Produkcja studentów i absolwentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej zbiera pozytywne oceny. Refleksjami w rozmowie z TV Trwam dzieli się Michał Karnowski, dziennikarz i publicysta m.in. tygodnika „wSieci”.

***

Karolina Mrowińska: Jakie są pierwsze emocje i wrażenia Pana redaktora po obejrzeniu premiery filmu „Zerwany kłos”?

Michał Karnowski: Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak dobre, aż tak mocne, aż tak wielkie przeżycie. To jest film artystycznie bardzo dopracowany i naprawdę nie widać tego, o czym mówią twórcy: niewielkiego budżetu czy zupełnie pierwszych początków przemysłu filmowego Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Ma się wrażenie, że jest to dojrzały film dojrzałych twórców, ale przede wszystkim, co mnie najbardziej uderzyło – to jest film, po obejrzeniu którego jesteśmy lepsi, chcemy być lepsi, chcemy być bardziej utwierdzeni w naszej wierze.

Poznajemy też nieznany aspekt historii Polski, bo przypomina nam się, że ta wielka wojna, pierwsza wojna światowa, to dla terenów polskich było ogromne cierpienie. Zresztą w roku Sienkiewiczowskim warto pamiętać, bo Henryk Sienkiewicz pięknie mówił o tym, jak Polska cierpi „pod butami” rozmaitych armii, które się przewalają z lewa w prawo.

Po obejrzeniu filmu i wyjściu z kina chyba nikt nie będzie rozczarowany. Jeżeli ktoś szuka dobra w kinie, jeżeli ktoś szuka przeżycia czegoś ważnego dla nas, dla Polski, naszej wiary, dla chrześcijan, dla Polaków – to naprawdę zostanie usatysfakcjonowany.

Nie pozostaje nic innego, jak tylko pogratulować twórcom i zaprosić wszystkich do kin. Warto na ten film pójść całymi parafiami, całymi szkołami, całymi rodzinami. Nawet byłem z 11-letnim synem trochę ryzykując. Ten film ma mocne momenty, ale wiem, że to pokolenie bardzo często – nawet, jeżeli nie chcemy tego jako rodzice – natrafia na różne sceny, ponieważ te bariery się przesuwają, nie zawsze są dla nich odpowiednie. Ten film rzeczywiście jest trudny, jest mocny, jednak wiemy po co i to nas czegoś uczy. To zostawia w nas bardzo ważny ślad.

Jestem również pod wrażeniem głównych ról, scenografii, scenariusza, który nie ma dłużyzn. To jest film jednocześnie bardzo trzymający w napięciu, ale i poetycki z przepięknymi kadrami, ujęciami i scenami. Ja oczywiście nie mówię tego jako znawca filmu, bo trudno mi o profesjonalną recenzję, ale jako człowiek, który trochę filmów widział i mam poczucie, że to już jest sukces, a może być jeszcze większy.

KM: W dzisiejszym kinie na próżno można szukać filmów, w których najbrutalniejsze sceny przemocy, jak np. gwałty – są pomijane. W „Zerwanym kłosie” nie ma jednak brutalizacji obrazu.

MK: Powiem szczerze, że kilka razy się bałem, gdyż może mam ten próg ustawiony na innym poziomie. Myślę, że filmy, które wnoszą czystą przemoc czy za dużo przemocy – niszczą naszą psychikę, więc ja tego nie oglądam. Trudno jest mi to porównać z taką współczesną średnią. Jasne, chcąc nie chcąc trafiamy na takie obrazy, nasi bliscy, nasze dzieci również na nie trafiają. Staramy się ich przed tym chronić. W jakiś sposób jednak trzeba było zbliżyć się do granicy życia i śmierci, gdyż ten film tego dotyka; pokazać, co znaczyło żołdactwo rosyjskie, śmierć i cierpienie bliskich oraz jak torturowano błogosławioną Karolinę – to autorzy zrobili.

Na pewno to zło nas nie przytłacza. Dobro nad tym góruje, a piękne sceny raczej nam zostają. Jest to jednak zwycięstwo życia nad śmiercią, wiary nad wulgarną profanacją i dobrej pamięci nad tym co złe. Jest to zwycięstwo życia. Film w pełni chrześcijański, naprawdę poruszający, więc nie straszyłbym tu nikogo jakimiś scenami. To jest film mocny, prawdziwy, dotyka rzeczy istotnych i naprawdę mocno go przeżywamy.

Dziś świat współczesny tęskni za autentyzmem. Nie za brutalnością tylko dla brutalności, ale za jakąś prawdziwą historią. To jest najprawdziwsza z możliwych historii. Historia świadectwa życia, oddania życia za wiarę, ale też wielu innych postaw. W „Zerwanym kłosie” bardzo mocno pojawia się pytanie, jak my reagujemy na grzesznika, jak jako rodzice i bliscy potrafimy zmierzyć się ze śmiercią naszych najbliższych. Miałem poczucie, że zupełnie fundamentalne pytania ten film stawia i naprawdę nas wszystkich umacnia.

KM: Film jest historią młodej dziewczyny reprezentującą wartości takie jak czystość czy świętość, które nie są dzisiaj popularne. Czy warto tworzyć ekranizacje uwypuklające takie postawy?

MK: Te wartości nie są popularne pewnie w tym, co nazwalibyśmy głównym nurtem mediów. On jest główny dlatego, że jest stworzony przemocą instytucjonalną, finansową, prawną. Ktoś dostał koncesję, pieniądze, ktoś ukradł pieniądze, ktoś zrobił jedną, drugą, trzecią, piątą telewizję i ktoś ma dzisiaj koncern medialny. Czy wszyscy tego chcą? Na pewno nie, więc to, jak spojrzymy na 11 listopada, na obchody Święta Niepodległości to też nagle dziwimy się, że tylu nas jest -Polaków, patriotów, młodych ludzi, którzy tęsknią za czymś wyższym, za czymś piękniejszym.

Może sami, czasami błądząc w życiu, nie zawsze dorastamy do ideału, który sobie postawimy, ale dążymy do tego ideału. W gruncie rzeczy ludzie są dobrzy i ten film to pokazuje. W gruncie rzeczy są zdolni do świętości. Każdy z nas jest zdolny do świętości. Mam poczucie, że ten film jest bardzo komercyjny.  Przepraszam, że tak powiem, ale na dzisiejsze czasy jest towarem unikalnym. „Zerwany kłos” wypełnia pewną niszę, pewną lukę. Ludzie szukają prawdy. To jest film o prawdziwym przeżyciu, o prawdziwej historii. Film, który zostawia w nas autentyczne wzruszenie. Mam poczucie, że on naprawdę powinien spotkać się z powszechnym odbiorem. Myślę, że twórcy nie będą narzekali na brak widzów.

KM: Czy to dobrze, że za tworzenie tego typu filmów zabierają się studenci?

MK: Nie rozważałbym tego, ponieważ gdyby to była produkcja na poziomie studenckim, to bym mówił, że fajnie, bo próbują i tak dalej. Natomiast to jest profesjonalny film o naprawdę wysokich walorach artystycznych, absolutnie nadający się do szerokiego rozpowszechniania oraz godny polecenia każdemu i zaistnienia w poważnym krwiobiegu kulturalnym.

W związku z czym, to jest duma dla studentów, że tylu ich zaangażowało się w taki sposób. Jest to duma dla twórców, że w sumie bez wielkich budżetów czy nieporównywalnych z innymi ten film stworzono, ale nie mówmy o tym. Nie mówmy o tym, bo robimy temu filmowi krzywdę. Mówmy o nim jako o skończonej, pełnej, wartościowej produkcji filmowej, o czymś ważnym i prawdziwym dla naszego życia kulturalnego, dla naszej wiary, dla naszej tożsamości narodowej. I na tym się skupmy. Jak za często zaczniemy powtarzać, że to studenciaki zrobili, to przykleimy taką łatkę, której nie chcemy, a nadamy pieczątkę.

To nie jest przedstawienie teatralne WSKSiM, które kiedyś widziałem – i zrobiło na mnie duże oraz dobre wrażenie – ale było przedstawieniem studenckim, teatralnym. To jest profesjonalna produkcja. Widać tu profesjonalną rękę i tak o tym opowiadajmy. Chwałę zostawmy studentom, jak już podsumujemy tę produkcję za rok czy dwa lata. Moim zdaniem na razie nie ma potrzeby o tym mówić.

Obejrzałem film „Zerwany Kłos” i polecam go każdemu. To jest film zrobiony profesjonalnie. Dynamiczny, choć jednocześnie piękny, artystyczny. Jednak przede wszystkim jest to film autentyczny, prawdziwy. Opowiada wzruszającą, poruszającą historię, porusza bardzo wiele ważnych dla nas wszystkich tematów. Siedzimy w kinie i nie nudzimy się ani minuty, a po wyjściu mamy głowę pełną przemyśleń. Mamy ochotę zaprosić na ten film naszych bliskich i pokazać go całej Polsce, bo powstało coś ważnego, coś wyjątkowego. Bardzo serdecznie Państwu ten film polecam. To jest coś, co zostanie, bo bardzo wiele głośnych medialnie promowanych produkcji pewnie przeminie, gdyż są takimi „hitami”, które mają  ściągnąć wyłącznie widzów. Ten zostanie, ponieważ jest ważny i prawdziwy.

RIRM

drukuj