fot. Tomasz Strąg

J. Brudziński dla wPolityce.pl: Premier ma obowiązek dyscyplinować ministrów

Premier Beata Szydło ma prawo, a nawet obowiązek dyscyplinować ministrów, kiedy uważa, że zachodzi taka potrzeba. Problemem jest tutaj koordynacja i dyscyplina, aby przekaz był ujednolicony – powiedział w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński.

W opublikowanej dziś rozmowie Joachim Brudziński zaznaczył, że ostatnie sondaże, w których PO uzyskało większe poparcie niż PiS, odbierane są w sposób roztropny.

Musimy wyciągać wnioski z własnych błędów. Jeżeli zachodzi konieczność, to musimy przeprosić Polaków, nie mamy przed tym żadnych oporów. Wiemy i pamiętamy o tym, że naszym pracodawcą są Polacy, którzy nam zaufali i wymagają od nas uczciwości” – mówił wicemarszałek i dodał, że jedyne, co może pogrążyć PiS, to pycha i arogancja, które „towarzyszyły poprzedniej ekipie rządzącej”.

Odnosząc się do czwartkowego spotkania premier Beaty Szydło z ministrami i wiceministrami, Brudziński podkreślił, że szefowa rządu „ma prawo, a nawet obowiązek dyscyplinować ministrów, kiedy uważa, że zachodzi taka potrzeba”. Wyraził przy tym pogląd, że PiS mógłby w lepszy, niż obecnie, sposób informować o swych sukcesach.

I dokładamy do tego wszelkich starań. Osoby odpowiedzialne za zarządzanie informacją ciężko pracują i wykonują kawał dobrej roboty” – ocenił wicemarszałek Sejmu.

Według niego, problemem jest jednak koordynacja.

I jak sądzę o tym właśnie mówiła swoim ministrom premier Beata Szydło. Koordynacja i dyscyplina, aby przekaz był ujednolicony, aby można było odpowiadać na zmasowane ataki ze strony totalnej opozycji, którą wspierają osoby oponujące za sankcjami na Polskę tylko dlatego, że polska gospodarka rośnie w siłę” – podkreślił Brudziński.

Polityk został też zapytany, jak odebrał czwartkowe słowa kandydata na prezydenta Francji Manuela Macrona, który opowiedział się za objęciem Polski sankcjami za naruszanie zasad UE. Wicemarszałek Sejmu uznał wypowiedź francuskiego polityka za „niemądrą”.

Mam nadzieję, że były to jedynie słowa, które wynikają z niekontrolowania emocji wywołanych kampanią wyborczą, co jednak w przypadku polityka mającego sprawować tę rangę jest dużym uchybieniem. Są to z całą pewnością słowa niemądre” – powiedział Joachim Brudziński.

Polityk PiS uczestniczył w piątek w uroczystości podpisania umowy na dofinansowanie z funduszy unijnych budowy tunelu pod cieśniną Świna, czyli między wyspami Wolin i Uznam. W rozmowie z wPolityce.pl podkreślił, że mieszkańcy Świnoujścia czekali na ten tunel od zakończenia II wojny światowej.

Dopiero, kiedy w 2005 r. władzę w kraju objęło Prawo i Sprawiedliwość, sprawa tunelu w Świnoujściu ruszyła. Niestety, przegrane wybory w 2007 r. spowodowały, że koalicja PO-PSL uznała inwestycję za fanaberię. Środki przeznaczone na budowę tunelu zostały przesunięte arbitralną decyzją Donalda Tuska do Trójmiasta” – powiedział polityk.

Joachim Brudziński podkreślił znaczenie roli władz samorządowych, które zabiegały o tę inwestycję, wspominając również o wysiłku obecnego ministra infrastruktury i budownictwa Andrzeja Adamczyka, który – jak mówił – „będąc jeszcze w opozycji przyjeżdżał do Świnoujścia wspierając rady samorządowe w przygotowywaniu projektu”. Przypomniał o tym, że o potrzebie kontynuacji prac w Świnoujściu mówiła w swoim expose premier Beata Szydło.

Jak podał, koszt budowy tunelu wyniesie 912 mln zł, z czego 775 mln zł to dofinansowanie unijne.

W budżecie mamy jednak zarezerwowane pieniądze na całość inwestycji, gdyby okazało się, że budowa tunelu jest opóźniania, ponieważ może się okazać, że jest solą w oku dla osób, które nie są zainteresowane tym, aby Pomorze Zachodnie rosło w siłę„- zapewnił Joachim Brudziński.

PAP/RIRM

drukuj