fot. flickr.com

Izrael dokonywał ataków na Syrię po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu

Izrael dokonywał nalotów na terytorium Syrii już po omyłkowym zestrzeleniu rosyjskiego samolotu Ił-20 przez syryjską obronę przeciwlotniczą, do którego doszło 17 września – podała w poniedziałek agencja Reutera.

Agencja powołuje się na wysoko postawionego członka izraelskich władz, który dodał, że koordynacja między Izraelem i Rosją w tym zakresie jest kontynuowana na takich samych zasadach, jakie obowiązywały przed zestrzeleniem rosyjskiej maszyny.

17 września syryjska obrona przeciwlotnicza omyłkowo zestrzeliła rosyjski samolot zwiadowczy, w wyniku czego zginęło 15 rosyjskich wojskowych. Rosja początkowo obarczyła Izrael odpowiedzialnością za ten incydent, zarzucając mu brak koordynacji ataku ze stroną rosyjską oraz wykorzystanie rosyjskiej maszyny jako tarczy. Rosyjski prezydent Władimir Putin zbagatelizował jednak to zdarzenie, stwierdzając, że był to wypadek. Wkrótce potem Rosjanie zainstalowali w Syrii system obrony przeciwlotniczej S-300.

Natomiast były szef izraelskiej Narodowej Rady Bezpieczeństwa gen. Uzi Dajan powiedział w rozmowie z rosyjskimi mediami, że Izrael nie zamierza atakować instalacji S-300 w Syrii, o ile będą one używane w sposób nie stanowiący zagrożenia dla bezpieczeństwa Izraela. Uzi Dajan podkreślił jednak, że jeśli Syria „zrobi zły użytek” z systemu S-300 i spróbuje stworzyć zagrożenie dla izraelskich samolotów wojskowych, to Izrael będzie musiał zareagować „w stosowny sposób”.

Tymczasem „Wall Street Journal” podał w poniedziałek, że amerykańscy wojskowi są zaniepokojeni atakami Izraela na pozycje irańskie w Syrii. Powołując się na wysokiej rangi amerykańskiego dowódcę, gazeta podała, że USA mają się obawiać, że ataki izraelskie narażą życie stacjonujących w Syrii i Iraku amerykańskich żołnierzy, prowokując ataki odwetowe ze strony Iranu i wspieranych przez to państwo milicji szyickich.

PAP/RIRM

drukuj