fot. flickr.com

Hodowcy zwierząt futerkowych stracą pracę?

Do Sejmu trafiły dwa projekty nowelizacji ustawy o ochronie praw zwierząt, autorstwa Prawa i Sprawiedliwości oraz opozycji. Zawierają niemal te same założenia mówiące m.in. o zakazie chowu i hodowli zwierząt na futra. Różnią się tylko czasem wejścia w życie i regulacjami dotyczącymi uboju rytualnego. Hodowcy zwierząt futerkowych zapowiadają na grudzień duży protest przed Sejmem w obronie ferm.

Projekt złożony przez posłów PiS oraz drugi autorstwa Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej są niemal identyczne i dla hodowców zwierząt futerkowych oznaczają klęskę i koniec ich branży. Chodzi o zakaz chowu i hodowli zwierząt na futra.

– Trzeba po pierwsze pomyśleć o tym, czy jest zgodne z rozwojem cywilizacji, to żebyśmy hodowali zwierzęta na futra, skoro są futra sztuczne – uważa Krzysztof Czabański, członek Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.

– Chodzi tylko o to, żeby dbać o warunki tej hodowli, żeby zwierzęta nie cierpiały, żeby miały na tyle, na ile to możliwe dobre warunki w czasie hodowli – dodaje poseł PiS.

Projekty różnią się jedynie dwoma zapisami. Opozycja proponuje dłuższe vacatio legis na przepis zakazujący hodowli zwierząt futerkowych w celu – jak to argumentuje – szans na ewentualne przebranżowienie. W projekcie opozycji nie ma także zapisu dotyczącego tzw. uboju rytualnego.

– Dla mnie, jako przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, najlepszym rozwiązaniem jest zakazanie produkcji skór z norek, chociaż ta branża jest jedną z większych, mocniejszych, jeśli chodzi o samą norkę – mówi przedstawiciel wnioskodawców Paweł Suski, poseł PO.

Z kolei poseł PiS Marek Suski dodaje, że projekty będą jeszcze dyskutowane na posiedzeniach komisji.

– Ponieważ w tym zespole są osoby, które bardzo kochają zwierzęta i chciałyby je niemalże zrównać, ich prawa, z prawami człowieka. Być może ten projekt jest trochę za daleko idący. W pracach komisji będzie poszukiwanie złotego środka – akcentuje poseł PiS. 

Oba projekty bezpośrednio uderzają w hodowców zwierząt futerkowych. I to oni mogą stracić dorobek swojego życia. Niestety, pomysłodawcy zakazu hodowli nie chcą z nimi rozmawiać. Pytań jest wiele – podkreśla prezes Instytutu Gospodarki Rolnej i hodowca norek Szczepan Wójcik.

– Czy zdają sobie sprawę z kim współpracują, czy wiedzą, że organizacje ekologiczne, które manipulują ewidentnie opinią publiczną, to są organizacje, które na godzinę zarabiają 5 100 zł, w przeliczeniu. I to są tylko oficjalne dane. Dysponują one ogromnymi pieniędzmi. Czy Pan Czabański ma alternatywę dla osób, które stracą pracę? Czy spłaci za nich kredyty? Co ma do zaoferowania tym wszystkim ludziom? – pyta Szczepan Wójcik.

Pomysły o zakazie chowu i hodowli zwierząt futerkowych uderzają nie tylko w hodowców, ale również w polską gospodarkę – dodaje dr Marian Szołucha,  ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

– To są projekty antyrynkowe, antygospodarcze, wreszcie antypolskie, ponieważ na realizacji zakazu skorzysta tylko zagranica. Zagraniczna konkurencja bezpośrednio, a więc hodowcy zwierząt futerkowych z innych państw, oraz konkurencja pośrednia w postaci firm utylizacyjnych – wskazuje dr Marian Szołucha.

Hodowcy norek nie zamierzają milczeć. Już niedługo planują dużą manifestację przed Sejmem.

– W grudniu planujemy zrobić dużą manifestację przed Sejmem. Będzie to kilka tysięcy osób, które już nie pozwolą, żeby więcej ich oczerniano. To są osoby, którym faktycznie zależy na tym, żeby dojść do kompromisu, żeby nie zamykano dorobku ich całego życia. Wiele tysięcy osób z całej Polski niebawem przyjedzie przed Sejm– akcentuje Szczepan Wójcik.

Projekt ustawy Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt ma jeszcze jeden kontrowersyjny zapis: zakaz trzymania psów na łańcuchach. Trzymanie psa na łańcuchu traktowane będzie jako znęcanie się nad zwierzęciem i za to będzie grozić kara nawet do trzech lat więzienia.

TV Trwam News/RIRM

drukuj