fot. PAP/EPA

Hiszpania: w Barcelonie manifestowali przeciwnicy niepodległości Katalonii

Na ulice Barcelony wyszło w niedzielę ok. 15 tys. przeciwników oderwania się Katalonii od Hiszpanii; wielu niosło flagi fikcyjnego regionu nazwanego „Tabarnią”, którego niepodległościowe ambicje mają służyć ośmieszeniu ideologii zwolenników secesji regionu.

Niosąc flagi Hiszpanii i fikcyjnej „Tabarnii” protestujący przeszli przez centrum miasta, aż do siedziby lokalnego rządu. „Jesteśmy tutaj, ponieważ mamy dość, dość tego procesu niepodległościowego i tego, że mniejszość prowadzi nas do zguby” – powiedział jeden z uczestników marszu, cytowany przez AFP.

Pomysł na ośmieszanie idei uniezależnienia się Katalonii poprzez ambicje niepodległościowe fikcyjnej „Tabarnii” zrodził się tuż po wyborach regionalnych z 21 grudnia, w którym zwolennicy secesji odnieśli zwycięstwo i otrzymali 47,5 proc. głosów.

Marsze przeciw planom oderwania Katalonii popierają między innymi dwie partie: liberalna Ciudadanos oraz Partia Ludowa premiera Hiszpanii Mariano Rajoya.

W styczniu przeciwnicy niepodległości regionu mianowali katalońskiego dramaturga i satyryka Alberta Boadellę „prezydentem Tabarnii na uchodźstwie”, co jest odniesieniem do byłego premiera Katalonii Carlesa Puigdemonta, który przebywa w Brukseli, gdzie schronił się przed hiszpańskim wymiarem sprawiedliwości.

„To żart, który ma sprawić, że zwolennicy niepodległości uzmysłowią sobie, że ich argumenty są śmieszne, a cały proces (secesji) jest absurdalny” – powiedział AFP jeden z uczestników niedzielnego protestu.

W Katalonii panuje polityczny chaos w związku z próbami sformowania regionalnego rządu. Przebywający w Brukseli Puigdemont zrezygnował w czwartek z kandydowania na szefa rządu, aby powołać rodzaj parlamentu na uchodźstwie i bronić idei separatystycznych.

Problemem stało się więc wskazanie ewentualnego następcy Puigdemonta, ponieważ popierany przez niego inny kandydat na premiera Jordi Sanchez, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Katalonii (ANC), również ma niewielkie szanse. Musiałby bowiem uzyskać zwolnienie z madryckiego aresztu, w którym został umieszczony przed czterema miesiącami wraz z grupą innych katalońskich liderów za „nawoływanie do buntu”.

PAP/RIRM

drukuj