fot. PAP

Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostaje na stanowisku

Referendum w Warszawie jest nieważne – podała miejska komisja ds. referendum. Frekwencja nie przekroczyła progu 29,1 proc. była więc zbyt niska, aby odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz ze stanowiska prezydent Warszawy.

– Liczba osób, które wzięły udział w głosowaniu, tj. liczba kart ważnych, wyniosła 343732. Frekwencja wyniosła 25,66 proc. Liczba głosów ważnych wyniosła 339482, liczba głosów za odwołaniem organu 322017. Komisja w związku z powyższym stwierdza, że: referendum jest nieważne, gdyż wzięło w nim udział mniej, niż 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze odwołanego organu. Prezydent miasta stołecznego warszawy nie został odwołany – poinformowała miejska komisja ds. referendum.

Zdaniem posła Zbigniewa Ziobro, skrajne upolitycznienie kampanii przed warszawskim referendum przez PiS spowodowało zniechęcenie części wyborców, którzy z motywacji obywatelskich chcieli odwołać prezydent Warszawy.

Lider SP powiedział, że pewne zwycięstwo w referendum, widoczne we wszystkich sondażach przed ciszą wyborczą PiS zmieniło w porażkę; było to „W”- jak wywrotka.

Każda z partii politycznych, która krytycznie oceniała działanie pani Gronkiewicz Waltz i PO w Warszawie, powinna w najlepiej pojętnym interesie Warszawy, ale też i własnym interesie, odsunąć się nieco na bok i pozwolić, aby cała kampania referendalna miała charakter obywatelski, ponadpartyjny. Tak było mniej więcej do dwóch tygodni, przed finałem tej kampanii. Również sondaże o których wspominam wskazywały, że ta formuła prowadzenia kampanii referendalnej przyniesie pozytywny efekt. niestety dążenie do zbicia kapitału partyjnego przez PiS, wprowadzenie godz. W i symboliki powstania warszawskiego spowodowało to co widzimy, spowodowało porażkę – akcentował poseł Zbigniew Ziobro.

Lider SP stwierdził, że niewiele wskórał prezydent Bronisław Komorowski, gdy nawoływał do bojkotu, bo kolejne sondaże po jego skandalicznych wypowiedziach wskazywały, że warszawiacy pójdą na referendum. Niewiele pomógł też apel o bojkot premiera Donalda Tuska – zaznaczył poseł Zbigniew Ziobro. Dodał jednak, że upartyjnienie kampanii zrobiło swoje i PiS powinno wziąć odpowiedzialność za porażkę referendum.

Wprowadzenie do tej kampanii symboliki powstania warszawskiego, świętej symboliki dla warszawiaków, zrobiło swoje – i dziś zamiast zwycięstwa jest porażka, kolejna porażka PiS; jeśli traktować serio słowa Jarosława Kaczyńskiego o tym, że bierze odpowiedzialność za ten wynik, bo przecież tak mówił przed referendum, kiedy PiS chciało zawłaszczyć cały przekaz referendalny. Krótko mówiąc zamiast się cieszyć, mamy dziś smutne refleksje pokazujące jak zachłanność w polityce prowadzi do fatalnych konsekwencji, jak upartyjnienie staje się głównym wrogiem obywatelskości – zaznaczał poseł.

Przedstawiciel komisji wyborczej nie odpowiedział na pytanie, dlaczego tak długo trwało liczenie głosów. Oficjalne wyniki głosowania poznaliśmy dopiero po godz. 11.

PiS oskarża PO o złamanie zasady konstytucji i standardów europejskich. Po ogłoszeniu pierwszych wyników sondażowych przewodniczący warszawskich struktur PiS poseł Mariusz Kamiński wyjaśnił, że podczas kampanii – PO, nawołując do bojkotu sprawiła, że głosowanie stało się de facto jawne.

– Sam akt udziału w tym referendum oznaczał, że osoba, która bierze w nim udział jest przeciwko rządowi i przeciwko władzy. Podeptano zasady konstytucyjne – podkreślam – zasady, standardy europejskie. Otóż jak państwo wiecie, Rada Europy wydała swego czasu Kodeks Praktyk Referendalnych i podstawową zasadą, która musi obowiązywać w państwach europejskich, przy przeprowadzeniu referendów lokalnych jest to, że władze innych szczebli, innych instancji, zachowują całkowitą neutralność. W Polsce Donald Tusk, Bronisław Komorowski podeptali tą fundamentalną zasadę, bezpośrednio ingerując i wzywając do określonych zachowań referendalnych, wzywając do tego, żeby mieszkańcy Warszawy nie uczestniczyli w referendum –zaznaczał poseł PiS.

W sposób decydujący mogło to zaważyć na wyniku referendalnym – mówił poseł Mariusz Kamiński.

– Warszawa jest miastem w dużej mierze urzędniczym. Nie chodzi tylko o administrację samorządową, która tu jest tak rozbudowana przez panią Gronkiewicz-Waltz, ale również o administrację rządową, spółki Skarbu Państwa, o spółki komunalne, jeżeli chodzi o pracowników, o nauczycieli, pracowników administracji sektora publicznego, mówimy tu naprawdę o dziesiątkach tysięcy osób. Te osoby w sposób skuteczny zostały de facto w sposób skuteczny pozbawione swobodnego wyrażenia swojej opinii na temat władz Warszawy, bo przez sam fakt udziału w referendum, określiłyby się jako przeciwnicy obecnego rządu. To jest sytuacja niedopuszczalna, to są standardy, które w Polsce nie mogą obowiązywać. To są standardy mówiąc wprost „Białoruskie” – stwierdza poseł Mariusz Kamiński.

RIRM

drukuj