fot. pl.wikipedia.org

H. Kowalczyk: Porozumienie paryskie jest historyczną szansą na zrównoważony, pokojowy rozwój świata

Polska uważa, że Porozumienie paryskie jest historyczną szansą na zrównoważony, pokojowy rozwój świata zgodnie z suwerennie określonymi celami, wykorzystaniem różnorodnych instrumentów i mechanizmów współpracy międzynarodowej – mówił we wtorek podczas COP24 minister środowiska Henryk Kowalczyk.

We wtorek po południu rozpoczął się kolejny etap obrad wysokiego szczebla, podczas których przedstawiciele stron-państw przedstawiali swoje oczekiwania wobec szczytu w Katowicach, a także wobec globalnej polityki klimatycznej.

Henryk Kowalczyk wygłaszając przemówienie w imieniu Polski, podkreślił, że nasz kraj uważa, że Porozumienie paryskie „jest historyczną szansą na zrównoważony, pokojowy rozwój świata, zgodnie z suwerennie określonymi celami, z wykorzystaniem różnorodnych instrumentów i mechanizmów współpracy międzynarodowej”.

Minister przypomniał, że nasz kraj jako jeden z pierwszych przystąpił do Porozumienia i znalazł się w gronie tych państw, które jako pierwsze je ratyfikowały. Według niego, w 2015 r. w stolicy Francji kraje stanęły na wysokości zadania, ponieważ wtedy zdecydowano, iż od 2020 roku zacznie obowiązywać pierwsza globalna umowa klimatyczna, zgodnie z którą wszystkie państwa podejmą działania na rzecz klimatu.

Henryk Kowalczyk przypomniał jednak, że to w Katowicach ma zostać wypracowana mapa drogowa wdrożenia tej globalnej umowy klimatycznej.

„Świat potrzebuje pakietu z Katowic, aby skutecznie zahamować wzrost temperatury i zbudować neutralny klimatycznie świat, zgodnie z wizją porozumienia paryskiego” – zaznaczył minister.

Szef resortu środowiska ocenił, że pierwszy tydzień negocjacji pokazał, że strony mają wolę osiągnięcia kompromisu; są już też pierwsze efekty, których nie wolno zmarnować. Jego zdaniem wymagana jest nadal pełna mobilizacja i dodatkowy wysiłek, by osiągnąć sukces.

Minister w wystąpieniu zapewnił strony, że transformacja energetyczna naszego kraju jest w toku, „będzie dawała kolejne ważne dla ochrony klimatu efekty” oraz zapewniała nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Henryk Kowalczyk wyliczał, że w Polsce inwestujemy w OZE, poprawę efektywności energetycznej, w poprawę jakości powietrza, zwiększa się też areał lasów. Przypomniał, że Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przez 25 lat swojej działalności wydał ponad 15 mld euro na inwestycje prośrodowiskowe. Dodał, że na walkę ze smogiem przez najbliższe 10 lat zagwarantowano ok. 28 mld dolarów.

Sekretarz wykonawcza UNFCCC (konwencji klimatycznej – PAP) Patricia Espinosa podczas swojego wystąpienia przypomniała słowa prezydenta COP24 Michała Kurtyki, że bez sukcesu w Katowicach nie będzie sukcesu Paryża.

„Po 10 dniach szczytu wierzę, że tak będzie” – dodała.

Patricia Espinosa zwróciła jednak uwagę, że wiele spraw nie zostało jeszcze ostatecznie ustalonych. Odniosła się do kwestii finansowania działań na rzecz klimatu, szczególnie w państwach rozwijających się. Zgodnie z globalnymi ustaleniami, od 2020 roku ma być to 100 mld dolarów rocznie.

„W tej kwestii musi pojawić się większy ruch i zaangażowanie, wsparcie dla tych cierpiących” – zaznaczyła.

Szef Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) Petteri Taalas alarmował z kolei, że globalna emisja dwutlenku węgla wciąż rośnie.

Przytoczył dane, którymi – jak mówił – uzasadniane jest pilne wdrożenie porozumienia paryskiego, czyli pierwszej globalnej umowy na rzecz klimatu. Z podanych przez niego danych WMO wynika m.in., że wobec wartości z XIX w., obecne stężenie dwutlenku węgla w atmosferze jest wyższe o 136 proc., metanu wyższe o 257 proc., a tlenków azotu – wyższe o 122 procent.

„Główne wyzwanie dla nas wiąże się z dwutlenkiem węgla, który odpowiada za dwie trzecie obecnego ocieplenia atmosfery” – zastrzegł Petteri Taalas.

Podkreślił przy tym, że globalne emisje CO2 rosną – przyszłoroczny wzrost szacowany jest tu na 4 procent.

„To zła wiadomość, jeśli poważnie podchodzimy do wdrażania porozumienia paryskiego. W ciągu ostatnich kilku lat zobaczyliśmy spadek emisji tylko w Unii Europejskiej” – zaznaczył.

Dodał, że ze względu na właściwości CO2 spadek emisji nie przełoży się od razu na poprawę sytuacji.

Petteri Taalas zwrócił uwagę, że rok 2018 będzie czwartym najcieplejszym rokiem od lat 50. ubiegłego wieku. Wskazał też na niespotykane wcześniej zjawiska pogodowe, wpływające na gospodarki wielu krajów. Są one szczególnie dotkliwe m.in. na Karaibach, ale odczuwane też przez szereg gospodarek północnej półkuli.

„Nasze wyzwanie polega na tym, aby łagodzić tę zmianę klimatu – i to nie jest łatwe zadanie” – wskazał sekretarz generalny WMO.

Nawiązał tym m.in. do protestów społecznych we Francji, zainicjowanych propozycją zwiększenia opodatkowania paliw.

Petteri Taalas zaznaczył, że kraje stoją obecnie przed pytaniem, czy powinny poświęcić „kilka wygodnych, komfortowych rozwiązań na rzecz dobrostanu moich dzieci i wnuków”.

„Wydaje się, że komunikat z naszego szczytu powinien brzmieć, że powinniśmy poświęcić tych kilka wygodnych rzeczy” – ocenił.

Występujący podczas obrad wysokiego szczebla przewodniczący działającego przy ONZ Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) Hoesung Lee nie pozostawił żadnych wątpliwości, naukowcy mówią jasno – globalne ocieplenie na świecie występuje. Teraz od państw zależy, jak na to zjawisko zareagujemy.

W październiku br. IPCC opublikowała głośny raport, gdzie jednoznacznie potwierdzono negatywne skutki zmian klimatu, dowodząc, że ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5 stopnia w porównaniu z epoką przedindustrialną jest jeszcze możliwe i daje szansę na uniknięcie tragicznych konsekwencji zmian klimatu.

„Już dziś żyjemy w świecie, w którym działania człowieka spowodowały ok. 1 stopnia globalnego ocieplenia i przy obecnym tempie ocieplania wkrótce wejdziemy w świat cieplejszy o 1,5 stopnia” – przypomniał Hoesung Lee.

Zgodnie z główną konkluzją raportu, wzrost średniej globalnej temperatury o 1,5 stopnia do końca wieku będzie miał znacznie poważniejsze skutki, niż wcześniej sądzono. Tę wielkość należy więc traktować jako ostatni próg bezpieczeństwa, poza którym zmiany klimatyczne mogą stać się nieodwracalne. Wcześniej, m.in. w globalnym porozumieniu klimatycznym z Paryża z 2015 r., wskazywano jako granicę bezpieczeństwa 2 stopnie Celsjusza.

Hoesung  Lee we wtorek akcentował, że ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5 stopnia w porównaniu z epoką przedindustrialną „nie jest fizycznie niemożliwe, ale wymagałoby niezwykłych zmian we wszystkich aspektach społeczeństwa”.

„Okno do ograniczenia ocieplenia jest wąskie. (…) Wydźwięk naszego raportu jest taki, że każdy drobny element wpływający na ocieplenie ma znaczenie, każdy rok ma znaczenie, każdy wybór ma znaczenie. (…) Przesłanie naukowe w raporcie jest jasne. Teraz od was, rządów, zależy działanie” – podkreślił szef IPCC.

PAP/RIRM

drukuj