fot. wikipedia

Geopolityczna gra Kremla

Na Krymie wciąż niespokojnie. Misja Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie ponownie nie została wpuszczona na Krym, Polska zamyka swój konsulat w tym rejonie, a nasi rodacy pikietując wyrażają wsparcie dla Ukraińców.

Grupa międzynarodowych obserwatorów próbowała po raz trzeci dostać się na Krym, tym razem od północy, ale została zatrzymana przez uzbrojonych mężczyzn, którzy oddawali w powietrze strzały ostrzegawcze.

Napastnicy powiedzieli obserwatorom, że nie mają pozwolenia na wjazd na półwysep. Wiceszef rosyjskiej dyplomacji spotkał się w Moskwie z ambasadorem Ukrainy w Rosji – poinformowało rosyjskie MSZ. Było to pierwsze spotkanie wyższych przedstawicieli Rosji i Ukrainy od wybuchu kryzysu na Krymie. Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Deszczyca, zapewnił że Ukraina nie odda nikomu Krymu. Minister dodał, że Kijów zrobi wszystko co możliwe, by w pokojowy sposób rozwiązać kryzys na półwyspie.

Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski poinformował, że polski konsulat w Sewastopolu na Krymie został ewakuowany. Powodem są utrzymujące się  niepokoje  ze strony rosyjskich sił. MSZ wezwał też ponownie Polaków, przebywających na Półwyspie Krymskim, do jego opuszczenia.

Dr Leszek Pietrzak, były pracownik biura Bezpieczeństwa Narodowego, mówi że sytuacja na Krymie jest elementem geopolitycznej gry Kremla.

– W mojej ocenie ta gra jest próbą, szansą na ostateczną odbudowę rosyjskiego imperium. Putin gra na krawędzi wojny. Nie sądzę jednak żeby doszło do regularnej wojny między Rosją, a Ukrainą. Obecna sytuacja będzie się utrzymywała jeszcze przez wiele tygodni. Myślę, że Putinowi chodzi o utrzymanie niestabilnej Ukrainy, wewnętrznie rozdartej i podzielonej – powiedział Pietrzak.

Leszek Pietrzak dodał, że wcześniej czy później zainteresowanie Kremla może zostać skierowane ku Polsce. Tymczasem Związkowcy NSZZ „Solidarność” pikietowali ambasadę Rosji w Warszawie. Demonstracja miała zwrócić uwagę na sytuację na Ukrainie, jest też wyrazem solidarności z tym krajem.

„Strzelano do obywateli demokratycznej Ukrainy, potem prezydent Putin udzielił azylu człowiekowi, który ma na rękach krew niewinnych ludzi, nie można w obliczu krzywdy milczeć” – powiedział Tadeusz Majchrowicz, wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność”.

– Z jednej strony jest to wyrażenie poparcia dla narodu ukraińskiego, który dąży do tego by żyć w wolnym suwerennym kraju. Z drugiej strony jest to wyraz potępienia dla Wladimira Putina, który po kolei chce wyrywać „kawałki”. Najpierw obserwowaliśmy to, co się działo w Gruzji i innych krajach, teraz sięga po Ukrainę; tylko czekać kiedy po Litwę , Łotwę, Estonię, czy Polskę. Pomimo tego, że jako „Solidarność” jesteśmy powołani do obrony interesów pracowniczych w tego typu sprawach również musimy zabierać głos i zabieramy w dniu dzisiejszym – powiedział Tadeusz Majchrowicz.

Solidarność od początku prowadzi akcję pomocy materialnej dla Ukrainy. Wysyła leki, materiały opatrunkowe, środki do odkażania ran, środki do dezynfekcji i czystości; związkowcy oddają krew.

 

RIRM

 

drukuj