Genderowy pakiet

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie ludobójstwa ze względu na płeć (ang. Gendercide: the missing women?). Dokument zawiera wiele wytycznych i postulatów dotyczących możliwości przeciwdziałania praktykom selekcji płci, takim jak dzieciobójstwo czy dokonywanie selektywnej aborcji, zarówno dobrowolnej, jak i wymuszonej. Jednakże część rozwiązań przewidzianych w rezolucji afirmuje tzw. prawa reprodukcyjne forsowane przez skrajnie feministyczne środowiska, wpisujące się wyraźnie w politykę gender mainstreaming.

Na uwagę zasługuje fakt, że szereg poprawek zgłoszonych do rezolucji, a dotyczących w szczególności prawa do sprzeciwu sumienia, poszanowania orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE w zakresie ochrony ludzkiego embrionu oraz odnoszące się do Deklaracji ONZ o Prawach Dziecka, w której wyraźnie stwierdzono, że podlegają one ochronie zarówno po urodzeniu, jak i przed nim, zostały odrzucone przez parlamentarzystów.

Prenatalna selekcja

Pojęcie ludobójstwa ze względu na płeć ma być, jak zapewnia pkt A rezolucji, „płciowo neutralnym określeniem służącym do opisania procederu systematycznego, celowego i uwarunkowanego płciowo masowego zabijania ludzi o określonej płci”. Prima facie mogłoby się wydawać, że zjawisko to jest obce kontynentowi europejskiemu i demokratycznym państwom prawa. Jednakże doświadczenia państw obcych prowadzą jednoznacznie do wniosku, że kwestia prenatalnej selekcji płci – jak zresztą zauważa się w rezolucji – „stanowi coraz bardziej palący problem w wielu krajach”. Dowodem na to są sprawy opisywane niedawno przez Christian Concern.

Ostatnio zainteresowanie angielskiej opinii publicznej skupiło się na debacie zorganizowanej w Izbie Gmin, a dotyczącej odmowy ścigania przez prokuraturę dwóch lekarzy oferujących w swoich „usługach” aborcję ze względu na płeć. Prokuratura, broniąc swojej decyzji, stwierdziła, że jest ona zasadna w świetle braku interesu publicznego w tym zakresie. W ocenie prokuratora generalnego, ingerencja w postanowienie prokuratury byłaby „niewłaściwa”, również dlatego na lekarzach spoczywał „ciężar odpowiedzialności za wpływ odmowy dokonania selektywnej aborcji na psychikę kobiety”. Odnosząc się do przedstawionych faktów, członek Izby Gmin D. Burrowes uznał działania prokuratury za niedopełnienie obowiązków, potwierdzające od dawna żywione podejrzenie, że unormowania prawne ograniczające dostęp do aborcji są rutynowo ignorowane lub poddawane pokrętnej wykładni pozwalającej na tolerowanie prenatalnej selekcji płci i innych działań o charakterze dyskryminującym dziecko w łonie matki. Inna sprawa dotyczyła australijskiego lekarza, który – powołując się na klauzulę sumienia – odmówił skierowania pacjentki na aborcję. W ocenie lekarza, nie było żadnych medycznych wskazań do przeprowadzenia aborcji, a jedynym powodem, dla którego matka chciała jej dokonać, była płeć dziecka. Matka i ojciec dziecka nie wnieśli skargi na działanie lekarza. Sprawą zainteresowała się natomiast Medical Board of Victoria, która wszczęła postępowanie przeciwko lekarzowi z uwagi na fakt, że „sprawił zawód swoim pacjentom”.

W ocenie Parlamentu Europejskiego, naciski wywierane na kobietę przez rodzinę lub społeczeństwo w celu przeprowadzenia aborcji ze względu na płeć stanowią przypadki przemocy fizycznej i psychicznej. W celu wyeliminowania tych praktyk rezolucja rekomenduje m.in. wdrażanie kampanii informacyjnych i społecznych dotyczących negatywnych skutków praktyk selekcji płci, jak również tworzenie mechanizmów pomocy dla kobiet poddanych presji. Oczywiście razić musi posługiwanie się przez konwencję pojęciem „płodów płci żeńskiej”, podobnie jak inne elementy feministycznej semantyki. Jednak już sam fakt, że w tak wyraźnie naznaczonym przez feministyczną ideologię dokumencie wyraźnie potępia się aborcję, nawet jeśli tylko aborcję będącą narzędziem selekcji płciowej, wskazuje dobitnie bezzasadność pokutujących wciąż przesądów o rzekomo czysto religijnym charakterze sprzeciwu wobec aborcji.

Pseudoprawo

Dostrzegając zasadność przedstawionych wyżej wytycznych w zakresie zapobiegania selektywnej aborcji i prenatalnej selekcji płci, należy jednocześnie zauważyć, że w treści rezolucji zostało zawartych wiele kwestii realizujących postulaty ruchów skrajnie feministycznych, bazujących na założeniu o istnieniu naturalnego konfliktu między mężczyzną i kobietą. Konsekwencją przyjęcia tej optyki jest przypisywanie winy za przypadki przemocy wobec kobiet rzekomemu istnieniu kultury patriarchalnej i dominacji mężczyzn. To ideologiczne założenie pozwala feministkom łączyć dwie sprzeczności: potępienie selektywnej aborcji i dzieciobójstwa dziewcząt z propagowaniem w skali globalnej aborcji, o ile odbywa się bez względu na płeć.

Niepokój budzi w szczególności twierdzenie, w którym tzw. prawa reprodukcyjne uznaje się za prawa człowieka o charakterze podstawowym. W ocenie posłów Parlamentu Europejskiego, należy je „promować, szanować i wykonywać”, przy czym jednocześnie podkreśla się, że zdolność kobiet do korzystania z przysługujących im praw łączy się nierozerwalnie z ich zdolnością do indywidualnego podejmowania decyzji z pominięciem ich małżonków (emancypacja z patriarchalnych struktur), co obejmuje m.in. swobodny dostęp do antykoncepcji. Tymczasem wolne od ideologicznej ekwilibrystyki spojrzenie pozwala jasno stwierdzić, że tzw. prawa reprodukcyjne – wbrew postanowieniom rezolucji – nie tylko nie stanowią praw człowieka, ale wręcz mają antyreprodukcyjny charakter. Co prawda w dokumentach międzynarodowych spotkać można pojęcie „zdrowia reprodukcyjnego”, jednak – jak zauważa S. Yoshihara – nie zaakceptowano normatywnych konsekwencji, które usiłuje się z niego wyprowadzać. Samo pojęcie zdrowia reprodukcyjnego nie ma ustalonej jednolitej, niebudzącej wątpliwości treści. Jeszcze w trakcie debaty nad kształtem Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych z 2006 r., w której po raz pierwszy wskazano explicite na pojęcie zdrowia reprodukcyjnego, pojawiły się liczne kontrowersje. Dowodem na to jest fakt, że aż dwadzieścia trzy państwa sprzeciwiły się zamieszczeniu w tej konwencji pojęcia zdrowia reprodukcyjnego. Po tym jak zostało ono z oporami włączone do traktatu, piętnaście państw wystosowało oświadczenia przypominające orędownikom zdrowia reprodukcyjnego to, o czym zapewniano ich przez cały proces negocjacji, a mianowicie, że pojęcie zdrowia reprodukcyjnego nie obejmuje aborcji i nie tworzy żadnego nowego prawa.

Wątpliwości dotyczą także postulatów włączenia problematyki płci w znaczeniu kulturowym w główny nurt życia społeczno-politycznego (gender mainstreaming) oraz wspierania rozwoju takiego otoczenia edukacyjnego i społecznego, w którym obie płcie byłyby szanowane i traktowane na równi. Zalecające to fragmenty rezolucji dążą do uznania pakietu genderowego za podstawowy cel polityki we wszystkich jej wymiarach. Pod pozorami realizacji celów niedyskryminacji i równouprawnienia forsuje się rozwiązania uderzające w rodzinę i podstawowe wartości, stanowiące podstawę życia społecznego. W konsekwencji każdej sferze życia – zarówno prywatnego, jak i publicznego – narzuca się odgórnie unormowania służące inżynierii społecznej.

Feministyczna agenda

Należy jednoznacznie negatywnie ocenić fakt, że w trakcie debaty nad rezolucją nie przyjęto wielu poprawek, podkreślających przyrodzoną i niezbywalną godność człowieka. Chodzi tu w szczególności o fakt, że posłowie Parlamentu Europejskiego nie w pełni uszanowali zastrzeżenia dotyczące tzw. zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego oraz aborcji wyrażone przez państwa w międzynarodowych traktatach, konwencjach i programach. Odrzucono m.in. poprawkę wskazującą na rozwiązania normatywne Konwencji ONZ o prawach dziecka, zgodnie z którymi każde dziecko – niezależnie od płci – ma prawo do odpowiedniej ochrony prawnej zarówno przed, jak i po urodzeniu. Podobnie nie uwzględniono postanowień Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Brüstle przeciwko Greenpeace. W ocenie TSUE, każdą ludzką komórkę jajową po zapłodnieniu należy traktować jako człowieka na wczesnym etapie jego rozwoju. Tym samym zapłodnienie musi być uznane za początek życia ludzkiego, a człowiek w fazie prenatalnej powinien podlegać ochronie, zwłaszcza w aspekcie jego godności oraz integralności. Ponadto posłowie Parlamentu Europejskiego nie przyjęli poprawki odnoszącej się do podstawowego prawa człowieka do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem.

Jedyna poprawka, jaka została przyjęta na forum PE, odnosi się do kwestii budżetowych. Zgodnie z pkt. 41 rezolucji pomoc Unii nie może zostać udzielona żadnemu organowi, organizacji lub programowi, który wspiera lub uczestniczy w zarządzaniu wszelkimi działaniami, w ramach których dochodzi do naruszenia praw człowieka, takiego jak przymusowa aborcja, wymuszona sterylizacja kobiet i mężczyzn, określanie płci dziecka w celu dokonania selekcji prenatalnej lub dzieciobójstwa.

Zaproponowane poprawki do rezolucji, które nie zostały zaakceptowane przez posłów Parlamentu Europejskiego, w znaczący sposób wzmacniałyby ochronę życia ludzkiego w fazie prenatalnej i wpisywałyby się w postulaty działań zmierzających do zapobiegania i penalizacji zjawiska ludobójstwa ze względu na płeć (gendericide). W związku z tym odrzucenie przedmiotowych rozwiązań na forum Parlamentu Europejskiego uzasadnia wątpliwość, czy intencją twórców Rezolucji była faktycznie pełna ochrona przed eksterminacją dziewczynek. Jest to w szczególności zastanawiające w kontekście przedstawionych przypadków selektywnej aborcji w demokratycznych państwach Europy. Fakt istnienia praktykowania selekcji płci oraz ich tolerowanie przez organy państwowe powinien stanowić przedmiot zdecydowanych działań na szczeblu administracji unijnej w tym zakresie. Tymczasem treść rezolucji z jednej strony podnosi konieczność ochrony przed selektywną aborcją i prenatalną selekcją płci, z drugiej jednak wpisuje się w feministyczną strategię zmierzającą do stworzenia na poziomie globalnym „prawa do aborcji” i to w dodatku jako prawa podstawowego.

Dr Joanna Banasiuk Uniwersytet w Białymstoku

Autorka jest wiceprezesem zarządu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

drukuj