fot. youtube/Muzeum Emigracji

Gdynia: Muzeum Emigracji zebrało wspomnienia polskich sierot-uchodźców

Gdyńskie Muzeum Emigracji zebrało wspomnienia polskich dzieci, które – jako sieroty wojenne – w 1944 roku trafiły do Nowej Zelandii. 733 dzieci zostało objętych opieką tamtejszego rządu – były pierwszymi uchodźcami w tym kraju, większość z nich osiadła tam na stałe.

Muzeum Emigracji dotarło do relacji ośmiorga Polaków, którzy jako dzieci trafili do Pahiatua w Nowej Zelandii. Ich wspomnienia – w formie pisemnych lub zarejestrowanych kamerą opowieści – zostały zamieszczone w serwisie internetowym placówki prowadzonym pod nazwą Archiwum Emigranta – archiwumemigranta.pl. W serwisie znalazły się także skany dokumentów związanych z historią dzieci oraz liczne zdjęcia.

Jak powiedziała PAP Barbara Majchrowska z Muzeum Emigracji, inspiracją do dotarcia do wspomnień polskich dzieci, którymi zaopiekowała się Nowa Zelandia, był wywiad jaki pracownicy gdyńskiej placówki przeprowadzili z pochodzącym spod Lwowa polskim rodzeństwem. Po wybuchu II wojny światowej i zajęciu Lwowa i okolic przez Armię Czerwoną, zostało ono zesłane na wschód Związku Radzieckiego i – po długiej tułaczce – znalazło schronienie w Indiach w osiedlu dla polskich sierot wybudowanym przez maharadżę Jam Saheb Digvijaysinhji w Balachadi.

Barbara Majchrowska wyjaśniła, że po tym wywiadzie muzealnicy postanowili dotrzeć do innych dzieci, które spotkał podobny los.

„Szczęśliwym trafem w tym czasie zgłosił się do Muzeum pan Marek Lechowicz, który kręcił film dokumentalny w Nowej Zelandii właśnie o polskich dzieciach z Pahiatua. Przy okazji przygotowywania filmu przeprowadził on kilka pogłębionych wywiadów z bohaterami tego dokumentu i szukał miejsca, w którym mógłby wyeksponować te materiały. Nie ma lepszego miejsca niż właśnie Archiwum Emigranta działające w Muzeum Emigracji” – powiedziała PAP Barbara Majchrowska.

Wyjaśniła, że Muzeum przejęło część wywiadów, a pracownicy placówki rozpoczęli sami poszukiwania kolejnych dzieci z Pahiatua. Dotarli m.in. do Jolanty Jarmołowicz, która przekazała placówce pamiętnik swojej matki Heleny Wenckiewicz, która przyjechała do Pahiatua z dwójką swoich córek, a ponieważ z zawodu była nauczycielką, Nowozelandczycy zatrudnili ją jako jednego z pedagogów uczących polskie dzieci.

Jak powiedziała PAP Majchrowska, Muzeum Emigracji chciałoby przeprowadzić wywiady z kolejnymi dziećmi z Pahiatua.

„Ale także z innymi polskimi dziećmi, które w czasie II wojny światowej, głównie jako sieroty wojenne, trafiły do różnych miejsc na świecie, w tym choćby Indii, Libanu, Meksyku czy Afryki Wschodniej. Byłoby świetnie, gdybyśmy mogli przeprowadzić i umieścić w Archiwum Emigranta wywiady z kilkoma osobami z każdej z tych grup” – powiedziała.

Kolekcję wspomnień „dzieci z Pahiatua” uzupełnia w Archiwum Emigranta elektroniczna wersja publikacji pt. „Dwie ojczyzny. Polskie dzieci w Nowej Zelandii. Tułacze wspomnienia”. Książkę zawierającą ponad sto wspomnień byłych polskich dzieci, ich potomków, a także Nowozelandczyków, którzy zetknęli się z tymi dziećmi w pierwszych latach ich pobytu w tym kraju, wydało kilkanaście lat temu nowozelandzkie stowarzyszenie założone przez „dzieci z Pahiatua”.

Barbara Majchrowska poinformowała PAP, że Muzeum Emigracji, przy wsparciu Fundacji PZU oraz PKO Banku Polskiego, wznowiło niedawno tę książkę w kilku tysiącach egzemplarzy i rozesłało do polskich bibliotek.

31 października 1944 roku do portu Wellington w Nowej Zelandii przypłynął statek, na którego pokładzie znajdowało się 733 polskich dzieci oraz ponad stu opiekunów. Wszyscy trafili do przygotowanego przez stronę nowozelandzką Obozu Polskich Dzieci zlokalizowanego pod miasteczkiem Pahiatua (w języku Maorysów nazwa oznacza „miejsce spoczynku bogów”) położonego około 160 km na północ od stolicy Nowej Zelandii.

Polacy przybyli do Nowej Zelandii na zaproszenie tamtejszego rządu. Większość dzieci była sierotami pochodzącymi z polskich rodzin zesłanych przez Sowietów na Wschód.

„Po ewakuacji Armii Andersa i kilkudziesięciotysięcznej grupy cywilów z ZSRR trafiły do Iranu. Rząd Polski w Londynie zaapelował do krajów Ligii Narodów o pomoc w znalezieniu schronienia dla sierot. Na wezwanie odpowiedziała tylko Nowa Zelandia” – informuje Muzeum Emigranta przypominając, że polskie dzieci i ich opiekunowie byli pierwszymi uchodźcami w tym kraju.

Obóz pod Pahiatua funkcjonował do 1949 roku.

„W obozie mówiono po polsku, czytano polską literaturę, śpiewano polskie pieśni, serwowano polską kuchnię, nawet znaki uliczne były po polsku. Latem dzieci jechały na okoliczne farmy i spędzały czas tak, jak ich nowozelandzcy rówieśnicy” – podaje Muzeum Emigracji dodając, że – poza szkołą – w obozie działał kościół i polskie harcerstwo. Dzieci uczono też języka angielskiego.

Po zamknięciu obozu dzieci wysyłano do szkół z internatem. Większość z nich została w Nowej Zelandii na stałe, część wróciła do Polski lub wyjechała do innych krajów.

PAP/RIRM

drukuj