fot. MON

Gdańska tragedia z ’95 roku zaplanowaną akcją UOP?

Tragiczny wybuch gazu w gdańskiej kamienicy sprzed 21 lat mógł być efektem pracy Urzędu Ochrony Państwa. Miało chodzić o przejęcie dokumentów kompromitujących Lecha Wałęsę. Sprawę ujawnił Sławomir Cenckiewicz, członek kolegium Instytutu Pamięci Narodowej i dyrektor Wojskowego Biura Historycznego.         

Z informacji zebranych przez naukowca wynika, że oficerowie UOP-u chcieli dostać się do mieszkania płk Adama Hodysza. Byłego funkcjonariusza SB, a później UOP-u, podejrzewano o przetrzymywanie dokumentów agenta ,,Bolka”.

Może to potwierdzić dokument, do którego dotarł Sławomir Cenckiewicz. Chodzi o Wniosek dowodowy funkcjonariusza UOP Zbigniewa Grzegorowskiego, w którym wspomina on, że w mieszkaniu Hodysza odnaleziono w czasie tragedii dokumenty byłej SB.

Krzysztof Wyszkowski, współtwórca Wolnych Związków Zawodowych, w rozmowie z naszą redakcją ocenia, że sprawą powinny zająć się organy ścigania.

– Prokuratura powinna jak najpoważniej potraktować ten dokument i jeszcze raz przyjrzeć się całej sprawie, ponieważ wygląda ona naprawdę poważnie. To nie jest żadna tania sensacja. To jest nowy element sprawy dotyczącej podtrzymywania pozycji Lecha Wałęsy przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy potrafili kontrolować Urząd Ochrony Państwa już w III RP – mówi Krzysztof Wyszkowski.

17 kwietnia 1995 roku doszło do wybuchu kamienicy przy ul. Wojska Polskiego w Gdańsku. Zginęły wówczas 22 osoby.

 

RIRM

drukuj