fot. Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik

Gdańsk: kończy się proces cywilny ws. mowy nienawiści wobec Polaków

Ku końcowi zbliża się proces przeciwko niemieckiemu przedsiębiorcy Hansowi G. o naruszenie dóbr osobistych. Jedna z pracownic zarzuca mu wielokrotne obrażanie Polaków. Sąd Okręgowy w Gdańsku wyznaczył na październik ostatnie posiedzenie w tej sprawie.

Proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych wytoczyła niemieckiemu przedsiębiorcy, współwłaścicielowi firmy Pos System z Kosakowa (Pomorskie), była pracownica Natalia Nitek (dziś Nitek-Płażyńska – zgodziła się na podawanie nazwiska). Powódka zarządzała projektami w firmie Hansa G. od czerwca 2015 r. do stycznia 2016 r. Proces w tej sprawie rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku pod koniec stycznia ub.r. Powódka domaga się od Hansa G. przeprosin i 150 tys. zł zadośćuczynienia.

W piątek na kolejnej rozprawie w tym postępowaniu miało zeznawać kilku świadków powołanych przez obronę, głównie pracowników firmy współnależącej do G. Świadkowie się jednak nie stawili. Troje było bezskutecznie wzywanych przez sąd już kolejny raz. Sąd zdecydował więc o ich przymusowym doprowadzeniu na rozprawę zaplanowaną na 28 września. Zostali też ukarani grzywnami po 600 zł.

Sąd poinformował też, że 5 października chce przesłuchać strony i tego dnia zakończyć postępowanie.

W piątek zeznawał jeden ze świadków wezwanych przez obronę Hansa G. – Andrzej E. z firmy współpracującej ze spółką niemieckiego przedsiębiorcy. Powiedział, że wobec niego G. nigdy nie zachowywał się w naganny sposób, choć spotykali się wielokrotnie. Współpracę z Niemcem świadek ocenił jako dobrą, przebiegającą bez żadnych sporów i kłopotów. E. stwierdził, że nigdy nie zauważył u G. zachowań nieprzychylnych Polakom.

Hansa G., podobnie jak podczas poprzednich rozpraw, nie było w piątek w sądzie, reprezentował go adwokat Piotr Malach.

Powódkę wspiera prawnie fundacja Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom.

Sprawę nagłośniono w programie pt. „Otwartym tekstem” w Telewizji Republika, wyemitowanym 17 marca 2016 r. W audycji zaprezentowano wykonane przez Nitek-Płażyńską z ukrycia nagrania, na których (w tłumaczeniu dokonanym przez telewizję) niemiecki przedsiębiorca mówi m.in. „Nienawidzę Polaków, nie to, że ich nie lubię, nienawidzę ich. Oni wszyscy są cwelami i idiotami. Lepiej jest w Afryce. Jesteście gównem”. „Tak, jestem! Jestem hitlerowcem! To wina tego kraju (Polski), że taki jestem” – miał też mówić biznesmen. „Zabiłbym wszystkich Polaków. Nie miałbym z tym problemu” – słychać też na nagraniu.

W styczniu br. przed Sądem Rejonowym w Wejherowie ruszył proces karny, w którym niemiecki przedsiębiorca jest oskarżony o pięć przestępstw z art. 216 kodeksu karnego, zagrożonych karą od grzywny do ograniczenia wolności, dotyczącego „znieważenia słowami powszechnie uznanymi za obelżywe”. Według prokuratury, Hans G. używał wobec pracowników zwrotów: „jesteście idioci”, „Polaczki”, „Scheisse Polaken”.

Niemiecki biznesmen odpowiada też za to, że groził Nitek-Płażyńskiej (kobieta jest oskarżycielem posiłkowym w procesie przed wejherowskim sądem) „popełnieniem przestępstwa przeciwko życiu, przy czym groźba ta wzbudziła u pokrzywdzonej uzasadnioną obawę jej spełnienia”. Czyn ten jest zagrożony karą do dwóch lat więzienia.

Według Prokuratury Gdańsk-Śródmieście, do czynów, o które oskarżono Niemca, dochodziło od czerwca 2015 r. do stycznia 2016 r. w Dębogórzu (Pomorskie) w siedzibie jego firmy.

Początkowo śledztwo prokuratury dotyczyło „publicznego propagowania ustroju faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa albo nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych”, a także przestępstwa z art. 257 k.k. związanego z „publicznym znieważaniem grupy ludności lub pojedynczych osób z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej”. Ostatecznie prokuratura nie postawiła jednak Hansowi G. takiego zarzutu, ponieważ do czynów, o które jest oskarżany, nie dochodziło w miejscu publicznym.

Hans G. nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia podczas śledztwa.

PAP/RIRM

drukuj