fot. youtube.pl

W. Gadowski: Nie będą nami zamiatać sowieckie pachołki

Polska musi się sama bronić przed prowokatorami i ludźmi opłacanymi przez obcych. Trudno uwierzyć w to, że dziś gromada tajniaków jest tak zbulwersowana tym, że im obniżono emerytury – wskazał red. Witold Gadowski w „Komentarzu Tygodnia” odnosząc się do puczu przygotowywanego przez gen. Marka Dukaczewskiego. Nie będą nami zamiatać takie sowieckie pachołki – mówił. Dziennikarz omówił także kwestię spotkania szefa MSZ Polski ze swoim niemieckim odpowiednikiem i podsumował kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 

Witold Gadowski zaznaczył, że gen. Marek Dukaczewski, ostatni dowódca Wojskowych Służb Informacyjnych, „stracił nadzieję na przewrót dokonany przez opozycję w postaci Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej”, więc zaczął działać na własną rękę.

– Pan gen. Dukaczewski stracił już zimną krew i nadzieję, zatem – co zrobił? Sam zaczął objeżdżać garnizony (był już w Legionowie), spotyka się z kadrą oficerską i buntuje oficerów przeciwko legalnemu rządowi, legalnym władzom i legalnemu parlamentowi. Został nauczony na kursach sowieckich, że sam stanowi władzę i nie może pogodzić się z tym, że władza w Polsce pochodzi z demokratycznych wyborów – powiedział dziennikarz.

Redaktor mówił też, iż jest zdziwiony bezczynnością polskich służb specjalnych.

– Polska musi się sama bronić przed prowokatorami i ludźmi opłacanymi przez obcych. Trudno uwierzyć w to, że dziś ta gromada tajniaków jest tak zbulwersowana tym, że im obniżono emerytury. Przecież te emerytury to oni mieli na zapałki i papieroski, a zarabiali zupełnie gdzie indziej (…). Nie bójmy się byłych oficerów WSI. Co prawda, sporo jeszcze mogą zrobić, mają spore środki, ale my, Polacy, jesteśmy od nich silniejsi. Musimy wreszcie uwierzyć w to, że nie będą nami zamiatać takie sowieckie pachołki – wskazał publicysta.

Kilka dni temu odbyło się pierwsze spotkanie nowego ministra spraw zagranicznych Polski prof. Jacka Czaputowicza z szefem ministerstwa spraw zagranicznych Niemiec Sigmarem Gabrielem. Jacek Czaputowicz to bardzo zadziwiająca zmiana na stanowisku szefa MSZ – podkreślił Witold Gadowski.

– Pan Jacek Czaputowicz „zaczyna palić, ale jeszcze się nie zaciąga”. Już poleciał do Berlina, już na jednym kolanku, ale nieznacznie, i co? Nie wiemy, o czym rozmawiali, ale komunikat po spotkaniu brzmi: „kwestia reparacji nie będzie kładła się cieniem na stosunkach pomiędzy Polską a Republiką Federalną Niemiec”. To tyle w języku dyplomacji, a jak to można naprawdę zrozumieć? Jest to deklaracja pana Czaputowicza mówiąca: „Zrobię wszystko, aby utrupić sprawę reparacji. Nie bójcie się Niemiaszki, ja tu jestem na miejscu i zrobię wszystko, żeby Polacy nie domagali się tego, co im się słusznie należy”. Co na to władze PiS-u i Arkadiusz Mularczyk? – pytał dziennikarz.

Dziennikarz odniósł się również do 26. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka.

Jednym z efektów tej „przepełnionej miłością akcji, przepełnionego miłością Jerzego Owsiaka” była tabliczka na drzwiach pewnego lekarza, który stwierdził, że wyborcom PiS – zakaz wstępu. Im nie udziela się porad i pomocy, bo w gabinecie jest sprzęt zakupiony przez WOŚP. A co z przysięgą Hipokratesa? (…). Każdy niech wspiera taką dobroczynność, do której jest mu bliżej. Nie obrzucajmy się epitetami, że: ty jesteś debilem, a ty jesteś bez serca. Dziś sytuacja wygląda tak, że możemy wspierać różne cele, ale koniecznie musimy wspierać Jerzego Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, bo „ten, który nie wspiera WOŚP to świnia, cham, nieczulec, Ebenezer Scrooge” itd. – powiedział Witold Gadowski.  

 

RIRM

drukuj