fot. PAP/EPA

Francja: „Żółte kamizelki” protestowały 21. raz

Uczestnicy ruchu „żółtych kamizelek” w sobotę po raz 21 protestowali na ulicach Paryża i innych francuskich miast przeciwko polityce gospodarczej prezydenta Emmanuela Macrona. Tym razem demonstracje przebiegały spokojnie.

Sobotnia manifestacja była pierwszą po uchyleniu w czwartek przez francuski Trybunał Konstytucyjny przepisu umożliwiającego zakazanie demonstracji każdemu, kto „stanowi szczególne zagrożenie dla porządku publicznego”. Ustawa wprowadzająca taki przepis przyjęta została w odpowiedzi na zamieszki towarzyszące cotygodniowym manifestacjom „żółtych kamizelek”.

W efekcie według danych ministerstwa spraw wewnętrznych sobotnie protesty były liczniejsze niż przed tygodniem – o godz. 14.00 w całej Francji demonstrowało ok. 6300 osób, z czego prawie połowa w Paryżu, podczas gdy w poprzednią sobotę liczbę uczestników szacowano na 5800, w tym w stolicy – ok. 1800. Niezależnie od tego, że zdaniem przedstawicieli „żółtych kamizelek” władze za każdym razem zaniżają frekwencję podczas protestów, to i tak są one znacznie skromniejsze niż w pierwszych tygodniach. W sobotę 17 listopada manifestowały – według władz – 282 tysiące osób.

Jak co tydzień uczestnicy domagali się rezygnacji prezydenta Macrona, a także ministra spraw wewnętrznych Christophe’a Castanera, którego obarczają winą za zbytnią brutalność policji podczas poprzednich manifestacji.

W przyszłym tygodniu francuski rząd ma przedstawić wnioski z „wielkiej debaty narodowej”, którą prezydent Macron ogłosił w reakcji na protesty „żółtych kamizelek”. W jej ramach odbyło się w całej Francji ok. 10 tysięcy spotkań przedstawicieli władz z mieszkańcami, którzy mieli okazję powiedzieć o trapiących ich problemach. Podsumowanie tej debaty liczy ok. 1500 stron.

Jednak według opublikowanego w czwartek sondażu ośrodka Elabe Francuzi nie mają wielkich nadziei w związku z tą debatą – 68 proc. ankietowanych uważa, że wyrażone przez nich opinie nie zostaną wzięte pod uwagę, a 79 proc. – że debata nie rozwiąże problemów społecznych w kraju.

PAP/RIRM

drukuj