fot. PAP/EPA

Francja ustępuje protestującym?

Francja poszukuje politycznego wyjścia z kryzysu „żółtych kamizelek”. Dziś premier tego kraju Edouard Philippe ma ogłosić moratorium na planowaną na 1 stycznia podwyżkę akcyzy na paliwo. Ze źródeł we francuskim rządzie wynika, że ma ono uspokoić ruch protestacyjny.

O rozwiązaniach, jakie przedstawi premier Philippe, zdecydowano wczoraj wieczorem w Pałacu Elizejskim. Szef francuskiego rządu spotkał się tam z liderami licznych partii politycznych, aby omówić możliwe wyjścia z sytuacji.

Obecnie – jak twierdzą zarówno politycy, jak i obserwatorzy – Francja jest w kryzysie, który według mediów przybiera nigdy przedtem niewidziane kształty. Według politolog Lucyny Kulińskiej mamy tam teraz stan przedrewolucyjny.

Protestują ludzie, którzy utrzymują w tej chwili Francję. Jest to ludność mieszkająca głównie na przedmieściach, która musi dojeżdżać, której warunki życia w przeciągu ostatnich kilku lat radykalnie zaczęły się zmieniać na gorsze. Jest tak dlatego, ponieważ świadczenia socjalne, które trzeba wypłacać na bardzo dużą rzeszę niepracujących zarówno migrantów, jak i osób, które przybyły do Francji – jest to grubo ponad 10 mln osób – spowodowały, że na stosunkowo wąską grupę ludzi spadł obowiązek utrzymywania całej gospodarki w ruchu – powiedziała Lucyna Kulińska.

Protesty „żółtych kamizelek” przeciw podwyżce akcyzy na paliwo trwają we Francji od 17 listopada. Wczoraj do strajkujących dołączyli licealiści sprzeciwiający się reformie oświaty. Żądania wysuwają też m.in. policjanci.

Władze Paryża szacują szkody po sobotnich rozruchach na blisko 4 miliony euro. Ekonomiści ostrzegają natomiast, że protesty „żółtych kamizelek” mogą kosztować francuską gospodarkę nawet miliardy euro.

RIRM

drukuj