fot. flickr.com

Francja: W niektórych więzieniach protesty strażników

W części francuskich zakładów karnych rozpoczęły się w poniedziałek protesty, do których wezwały związki zawodowe strażników więziennych. Protestujący żądają zwiększenia bezpieczeństwa pracy po tym, jak osadzony dżihadysta zaatakował trzech strażników.

Strajk polega na spowolnieniu pracy – powiedział AFP członek związku zawodowego pracowników wymiaru sprawiedliwości i służb więziennych UFAP-UNSA Justice, Jean-Francois Forget.

Protesty są następstwem ataku, do którego doszło w czwartek w więzieniu w Vendin-le-Vieil w okolicy Lille, na północy Francji Trzech strażników zostało ranionych ostrym narzędziem przez islamistę, Niemca polskiego pochodzenia Christiana Ganczarskiego, więzionego za rolę w zamachu na synagogę w Tunezji w 2002 roku, gdzie zginęło 21 osób. Pierwsze akcje protestacyjne związane z atakiem Ganczarskiego na strażników miały miejsce już w piątek. Związki zawodowe krytykują m.in. niedawną decyzję o złagodzeniu dżihadyście warunków odbywania kary.

W więzieniu w Vendin-le-Vieil, w którym doszło do ataku, strajkuje około setki strażników. W innych placówkach protestujący zbudowali barykady wokół budynków. W Marsylii strażnicy blokują wejście tym, którzy chcą podjąć pracę. Zablokowanych jest też wiele więzień w rejonie Paryża – podają źródła AFP.

Więzienie w Vendin-le-Veil to zakład karny o zaostrzonym rygorze. Ma przyjąć Salaha Abdeslama, jednego z terrorystów, którzy 13 listopada 2015 r. brali udział w zamachach w Paryżu. W atakach tych zginęło 130 osób.

Ganczarski, który przeszedł na islam w latach 80., przez pewien czas przebywał w Afganistanie. Przypuszcza się, że był doradcą przywódcy Al-Kaidy Osamy bin Ladena. Został aresztowany we Francji w 2003 roku. W 2009 roku skazano go na karę więzienia jako jednego z organizatorów terrorystycznego ataku na Dżerbie, w którym zginęło 21 osób.

Gdyby nie atak na strażników, to pobyt Ganczarskiego w więzieniu zakończyłby się w lutym. USA domagały się jego ekstradycji, jako współpracownika bin Ladena.

PAP/RIRM

drukuj