PAP/EPA

Francja: Milionowe straty po protestach „Żółtych kamizelek”

Straty po sobotniej manifestacji „Żółtych kamizelek” na ulicach Paryża liczone są w milionach euro. Prezydent Emmanuel Macron nie wyklucza wprowadzenia stanu wyjątkowego. W sprawie protestów wciąż nie ma reakcji Unii Europejskiej.

Napisy z żądaniem dymisji Emmanuela Macrona pojawiły się na Łuku Triumfalnym. Jeszcze wczoraj wieczorem w tym miejscu pojawił się prezydent Francji i nie wykluczył wprowadzenia stanu wyjątkowego. To realny scenariusz, co potwierdzają słowa rzecznika francuskiego rządu.

– Wszystkie opcje należy rozważyć, aby utrzymać porządek publiczny i bezpieczeństwo – powiedział Benjamin Griveaux.

Protesty trwają, a „Żółte kamizelki” nie tracą na popularności. Policja próbowała utrzymać porządek na ulicach Paryża, co spotkało się z wdzięcznością prezydenta. Ale ta sama policja coraz mniej przychylnym okiem patrzy na działania Emmanuela Macrona. Zdjęte hełmy to symbol solidarności z protestującymi. „Żółte kamizelki” rosną w siłę.

– Kto protestuje? Protestują ludzie, którzy utrzymują w tej chwili Francję – skomentowała dr Lucyna Kulińska, politolog.

To właśnie tych ludzi, którzy wyszli na ulice, najwięcej kosztują rządy Emmanuela Macrona. Bo to z ich pieniędzy wypłacane są wysokie świadczenia socjalne imigrantom i bezrobotnym.

– W dosyć bezmyślny sposób młody prezydent pozwolił sobie na zlekceważenie tej grupy społecznej, która Francję utrzymuje – wskazała dr Kulińska.

Rząd próbuje studzić nastroje społeczne poprzez kolejne deklaracje.

– Mniej wydatków publicznych i niższe podatki. To jest warunek, aby przywrócić Francję na właściwą drogę. To warunek dobrobytu wszystkich Francuzów – wskazał Bruno Le Maire, minister gospodarki i finansów Francji.

Ale ten scenariusz w praktyce nie jest realizowany. Bo we Francji rośnie rozwarstwienie społeczne – zwrócił uwagę prof. Krzysztof Kubiak.

– My mówimy o gigantycznej niewspółmierności dochodów, co oczywiście sprzyja odrywaniu się ludzi, którym udało się wedrzeć do ścisłego establishmentu od problemów – właśnie – tych szeroko rozumianych pracowników – powiedział prof. Kubiak.

Paryż szacuje straty po sobotniej manifestacji. To miliony euro. Pola Elizejskie stały w ogniu. Ale wciąż w całej sprawie nie interweniuje Unia Europejska.

– Jesteśmy pewni, że sytuacja we Francji uspokoi się w najbliższej przyszłości – to słowa niemieckiego ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa.

Ale już europoseł Jacek Saryusz-Wolski nie ma wątpliwości. O sytuacji we Francji powinien debatować Parlament Europejski.

TV Trwam News/RIRM

drukuj