fot. PAP/Krzysztof Świderski

Festiwal w Opolu areną gier politycznych

Od kilku dni trwa spore zamieszanie wokół corocznego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Po raz pierwszy odbędzie się on w innym mieście. Władze miasta wypowiedziały Telewizji Publicznej umowę na organizację tego  muzycznego wydarzenia.

Burza wokół festiwalu w Opolu rozpoczęła się po tym, jak niektóre z mediów zaczęły informować, że na festiwalu zabroniono śpiewać Kayah. Okazało się to kłamstwem. Jak napisała piosenkarka, nikt jej nie zabronił śpiewać, tylko sama podjęła decyzję, że nie chce wystąpić. W tym czasie jednak, po mediach zdążyła się już rozejść nieprawdziwa informacja, jakoby Telewizja Publiczna wykluczyła ją z festiwalu. Wtedy inni artyści zaczęli rezygnować z występów w Opolu. Od tego czasu szef TVP Jacek Kurski jest cały czas atakowany.

Do sprawy odniósł się dziś w radiowej Trójce wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński.

– To wygląda na zorganizowaną akcję. Szkoda, że tak to się stało i że wyszła z tego kolejna akcja z bardzo negatywnymi emocjami, która niszczy ten festiwal. Ktoś chyba chciał to zrobić, żeby podnieść temperaturę sporu politycznego – mówił wicepremier.

W poniedziałek władze Opola wypowiedziały Telewizji Publicznej umowę na organizację tego muzycznego wydarzenia. Powodem – jak podano – jest niewywiązywanie się TVP z zapisów umowy.

– Wiem, że tam pan prezydent Opola dołożył swoje. To jest decyzja polityczna ze szkodą dla Opola i jego mieszkańców. Najprawdopodobniej najlepszym wyjściem jest zorganizowanie festiwalu w innym miejscu. Nie powinniśmy się dać zastraszyć jakimś politycznym prowokacjom –  apelował wicepremier Piotr Gliński.

Festiwal odbędzie, ale w innym terminie, a także w innym mieście – powiedział prezes TVP. Jacek Kurski zapowiedział również, że wystąpi z pozwem o wielomilionowe odszkodowanie, dlatego że przeniesienie lokalizacji festiwalu –  w tak krótkim czasie – ponosi za sobą olbrzymie konsekwencje finansowe. W jego ocenie prezydent Opola naraził miasto na wielomilionowe odszkodowanie. A za to najprawdopodobniej zapłacą mieszkańcy.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj