fot. Open Doors Polska

Exodus chrześcijan

Syria, Irak, Egipt, Autonomia Palestyńska to kolejne odsłony wielkiego dramatu wyznawców Chrystusa. Kto zatrzyma exodus? W mediach zachodnich temu tematowi nie poświęca się żadnej uwagi. Nie po raz pierwszy zresztą.

Kiedy w latach 2003-2013 w wyniku krwawego konfliktu religijnego chrześcijanie z Iraku byli wysiedlani z domów i zmuszani do ucieczki, z ponadmilionowej wspólnoty w Iraku pozostało mniej niż 300 tys. wyznawców Chrystusa, ten największy exodus XXI wieku nie został nawet zauważony. Dlaczego? Ponieważ dotyczył chrześcijan. Proces zanikania chrześcijaństwa na jego rodzimych terenach trwa.

Kurdystan wciąż bezpieczny dla chrześcijan?

Autonomia tworzona przez Kurdów w północnym Iraku była dotychczas względnie bezpiecznym schronieniem dla chrześcijan. To tutaj w wyniku rzezi religijnej w latach 2003-2013 chrześcijanie Iraku znajdowali miejsce ucieczki. Czy tak jest jednak nadal?

Już na początku grudnia 2011 r. doszło do gwałtownych ataków na chrześcijan w Kurdystanie. W mieście Zakho proislamska partia polityczna we współudziale z duchownym muzułmańskim sprowokowała zamieszki. Po kazaniu mułły Mala Ismaila Osmana Sindiego, w którym stwierdził, że moralne zepsucie szerzy się w salonach masażu w północnej części miasta Zakho, po modlitwie w meczecie grupa młodych mężczyzn ruszyła na dzielnicę chrześcijańską. Zapłonęły domy, sklepy i firmy należące do wyznawców Chrystusa, którzy w tym regionie próbowali ułożyć sobie życie na nowo.

Były to pierwsze przypadki niszczenia firm chrześcijańskich w regionie kurdyjskim. Układanie życia od samego początku było dla chrześcijan trudne. Bariery różnic kulturowych, począwszy od języka, dla chrześcijańskich Arabów były niemal nie do przekroczenia, także w świecie Kurdów stanowiły ogromną trudność. Jednak sobie poradzili. Przy pomocy z zewnątrz, dzięki solidarności Kościoła powszechnego i różnych dzieł chrześcijańskich, mieli szansę na podniesienie się z nieszczęścia.

Trauma wojenna była leczona przy wsparciu psychologów, rząd lokalny zagwarantował im miejsca w obozach dla uchodźców, budował też osiedla. Chrześcijanie zaczęli stawać na nogi. Kredyty i pożyczki, jakie otrzymali z zagranicy, pomogły im zainwestować w nowe sklepy i firmy.

Trzeba dodać, że chrześcijanie z tego regionu są bardzo przedsiębiorczy. Przed wojną w Iraku, zamieszkami w Egipcie, wojną domową w Syrii nie byli wcale obywatelami drugiej kategorii, można nawet powiedzieć, że zdecydowana większość z nich miała zabezpieczony byt egzystencjalny dzięki swojej wytrwałości, uczciwości, przestrzeganiu zasad etycznych, pracowitości. Oprócz tego cieszyli się względną wolnością religijną.

Po intensyfikacji ataków skierowanych przeciwko nim w ostatnich miesiącach chrześcijanie czują się zagrożeni na tym obszarze. Teraz zostaje im ucieczka za granicę. W rozmowie z międzynarodowym dziełem chrześcijańskim Open Doors młoda chrześcijanka Samar zapytała: „Co przyniesie nam przyszłość?”. Od niedawna żyje w mieście Irbil po przeprowadzce z mężem, dzieckiem i teściami z Bagdadu. Jej rodzina jest jedną z wielu, która przybyła tu, aby zacząć życie od nowa.

Nasilające się ataki

Niedawno celem samobójczego zamachu w Rafiday stał się chrześcijański polityk Emad Yuhann. W pobliżu jego domu eksplodował samochód, 19 osób zostało rannych. Czworo z nich jest w stanie ciężkim, rannych jest także troje dzieci polityka. Jego dom i kilka innych budynków w sąsiedztwie zostało mocno uszkodzonych. Wskazuje to na konkretny przekaz od fanatyków: „Nie jesteście tu mile widziani. Nie chcemy waszej obecności. Nie angażujcie się w politykę”.

Na to krwawe ostrzeżenie chrześcijanie nie mogą pozostać obojętni. Przemoc będzie się nasilać, tym bardziej że o władze w regionie walczą Kurdowie, Turcy, Arabowie, Asyryjczycy, konflikt zaś obejmuje dziś nie tylko zwaśnione denominacje islamu – sunnitów i szyitów, ale także przenika liczne grupy etniczne i narodowościowe, pogłębiając zamęt.

Polityka władz

Władze zaczęły także utrudniać życie chrześcijanom i celowo działają przeciwko nim. Na przykład w wiosce Desztakh doszło do starcia policji z grupą młodzieży chrześcijańskiej po tym, jak funkcjonariusze zażądali od nich opuszczenia publicznego placu. Trzydziestu policjantów zaczęło grozić młodym ludziom. Jak relacjonują świadkowie, „grozili, że będą do nas strzelać, i powiedzieli, że my, chrześcijanie, nie jesteśmy częścią Iraku. Irak to w końcu muzułmański kraj”.

Takie sytuacje sprawiają, że pojawia się ogromne zniechęcenie, rozczarowanie, żal, a przede wszystkim chęć natychmiastowego opuszczenia ojczyzny, która przeżywa powszechną degrengoladę, demoralizację i zanurza się w chaosie.

Syria krwawi

W rozmowie z agencją Fides katolicko-armeński arcybiskup Aleppo Butrus Marayati powiedział, że w ubiegłych tygodniach 17 krajów otworzyło swoje drzwi dla syryjskich uchodźców.

Chrześcijanie są zachęcani do opuszczenia ojczyzny, wielu majętnych, dobrze sytuowanych chrześcijan już dawno wyjechało z ogarniętej krwawym konfliktem Syrii. Żywność jest droga, w wielu częściach miast nie ma wody ani prądu, potrzeb jest coraz więcej i Kościół nie nadąża w obdarowywaniu wszystkich potrzebujących rodzin. Na obrzeżach miast w niektórych dzielnicach dochodzi do eksplozji bomb, strzelanin, zamachów, tak się nie da żyć.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przebywający na zaproszenie międzynarodowego dzieła katolickiego Pomoc Kościołowi w Potrzebie greckokatolicki patriarcha Syrii Grzegorz III Laham powiedział, że przed wojną domową nie dochodziło do zamachów na chrześcijan, na kościoły. Reżim był świecki i zapewniał prawo chrześcijanom do wyznawania wiary w Chrystusa. Mieli zapewnioną wolność religijną.

Dziś 450 tys. chrześcijan zostało wysiedlonych, tuła się po kraju, szukając schronienia, są poddawani presji, są celem ataków, porwań, gwałtów i morderstw ze strony islamistów.

Kierunek – Zachód

Nie dotyczy to wyłącznie chrześcijan z Syrii czy Iraku. Także Koptowie uciekają z Egiptu, który przestał być dla nich miejscem przyjaznym. Choć właściwie można zadać pytanie, czy kiedykolwiek nim był od czasów najazdu muzułmanów. Wprawdzie najgorzej było za reżimu prezydenta Mursiego, gdy 100 tys. Koptów uciekło na Zachód, jednak fala agresji i pogromów, jaka przetoczyła się po obaleniu jego rządu w lipcu br., sprawiła, że Koptowie znów szykują się do drogi.

W Autonomii Palestyńskiej w ciągu kolejnych dekad, licząc od 1948 r., gdy powstało państwo Izrael, liczba chrześcijan w Ziemi Świętej drastycznie spadła. Mowa jest nawet o trzech czwartych całej populacji, dziś to mniej niż 2 proc. mieszkańców. Do najważniejszych przyczyn emigracji należą: tragiczna sytuacja egzystencjalna, liczne przypadki dyskryminacji, akty przemocy, jakich doświadczają na co dzień w Autonomii Palestyńskiej, zarówno w Strefie Gazy, gdzie jest im najciężej, jak i na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Jeżeli sytuacja dalej będzie się tak rozwijać w arabskim świecie islamu, to kto wie, czy za kilka dekad na ziemi Chrystusa, w miejscach bezpośrednio związanych z Jego narodzeniem, ucieczką przed Herodem, działalnością, śmiercią, zmartwychwstaniem, powołaniem, wreszcie rozwojem Kościoła, kolebkę chrześcijaństwa będą nadal reprezentować w tym miejscu wyznawcy Chrystusa. W Turcji, gdzie działał św. Paweł, gdzie odbywały się pierwsze sobory Kościoła powszechnego, już ich właściwie nie ma. W wyniku ludobójstwa Ormian, Asyryjczyków i Greków pontyjskich w latach 1915-1917 zamordowano 1,5 mln chrześcijan i kwestia chrześcijaństwa zniknęła. Na skutek wojny religijnej zniknęli też chrześcijanie z Babilonii. Czy to samo czeka teraz Syryjczyków, Palestyńczyków i Egipcjan?

Autor jest socjologiem, publicystą, ekspertem ds. zjawiska prześladowań chrześcijan.

 

DR Tomasz M. Korczyński

drukuj