fot. Tomasz Strąg

EWANGELIA: Poniedziałek Pierwszego Tygodnia Adwentu

Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: «Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi». Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go».

Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: „idź!” – a idzie; drugiemu: „Przyjdź!” – a przychodzi; a słudze: „zrób to!” – a robi».

Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: «Zaprawdę, powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i z Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim».

(Mt 8, 5-11)

***

Rozpoczęliśmy czas Adwentu, po raz kolejny w naszym życiu rozpoczynamy czas oczekiwania. Czym jest dla mnie Adwent? Zjadaniem codziennie jednej czekoladki z kalendarza? Porannym wstawaniem na roraty, a po nich raczeniem się kakao i drożdżówką w salce parafialnej? Czasem ćwiczeniem silnej woli w niejedzeniu słodyczy, niepaleniu papierosów lub odmawianiem konkretnej modlitwy co dzień? Ciężko znaleźć coś nowego, co mogłoby urozmaicić ten czas, z którym chyba ostatnimi laty sobie do końca nie radzimy.

Dzisiejsze słowo z Ewangelii pokazuje nam przepięknie, czym jest początek Adwentu. Jest czekaniem na uzdrowienie, na przyjście Jezusa pod mój dach i dokonany przez Niego cud. Jako katolicy współcześni, żyjący często pod dyktat mód i komercji, mamy nie lada problem z przeżywaniem Adwentu jako czasu czekania. Zalewająca nas gwiazdkowa fala bibelotów i rozmaitych ozdób, które tańczą, świecą i wygrywają świąteczne melodie, wręcz przytłacza nas już od połowy listopada, nie pozwalając nam przeżyć w skupieniu czasu radosnego bądź co bądź, ale jednak czasu oczekiwania i rozmyślania nad samym sobą i tajemnicą niezwykłej miłości Boga do człowieka. Adwent ma nam pomóc spostrzec, co w nas wymaga uzdrowienia, gdzie w moim sercu są miejsca, w których jeszcze światło Chrystusa nie rozbłysło, co potrzebuje Jego kojącej obecności i miłości. Mamy z wiarą czekać na moment, gdy Jezus powie do nas: Przyjdę i uzdrowię go.

Bo Jezus chce do nas przychodzić. W Ewangelii wielokrotnie czytamy o tym, że Jezus odwiedzał domy różnych ludzi. Swoich przyjaciół Łazarza, Marty i Marii, ucznia Piotra, celników, faryzeuszy itd. Jezus chce zamieszkać z nami, chce nawiedzać nas tam, gdzie my żyjemy, w miejscu, gdzie jest nasz dom, gdzie jest nasze serce – tam dom twój, gdzie serce twoje. Setnik wzbraniał się przed odwiedzinami Jezusa z pokory, a nie z niechęci czy ze wstydu, że mieszka ubogo lub ma nieposprzątane. To, że Jezus finalnie uzdrowił sługę na odległość, nie oznacza wcale, że nie zamieszkał w jego domu.

Jezus dziś wpadł w podziw pod wpływem wiary poganina, setnika. Powiedział, że nie jest godzien przyjąć w swoim domu Mistrza z Nazaretu. Słowa, które powtarzamy podczas każdej Eucharystii, są prawdą, nikt z nas nie jest godny, aby Jezus wszedł do naszego serca. Czy stajnia była odpowiednim miejscem dla narodzin Zbawiciela świata? Problem w tym, że to nie my ustalamy Panu Bogu, co jest godne, a co nie. On tu decyduje, On pragnie przyjść do naszych serc, abyśmy my mogli doświadczyć uzdrowienia i umocnienia. Cały problem w tym, że do tego potrzeba zaangażowania z naszej strony, wyciszenia, wiary. Nie uda nam się to, gdy nie pozwolimy sobie na Adwent, na czas oczekiwania, skupienia i wyciszenia. Nie pozwólmy, by został on zagłuszony przez gwiazdkowy szał okraszony magią świąt, bo niestety coraz ciężej mówić tu o Bożym Narodzeniu.

Autor: o. Wacław Zyskowski CSsR

Źródło: slowo.redemptor.pl

drukuj