fot. episkopat.pl

Ewangelia na piątek

Żydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?” Odpowiedzieli Mu Żydzi: „Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga”. Odpowiedział im Jezus: „Czyż nie napisano w waszym Prawie: „Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

(J 10, 31-42)

Jezus ponownie jest atakowany przez Żydów i oskarżany o bluźnierstwo. Jest jak sługa Boży opisany w pierwszym czytaniu z księgi Jeremiasza: ze względu na wierność Bogu jest prześladowany, ale w tej sytuacji znajduje oparcie w Bogu. Jezus spotyka się z zacietrzewieniem Żydów, do których nie przemawiają argumenty zaczerpnięte z Bożego słowa.

Jest coś przerażającego, gdy człowiek staje się zaślepiony w jakiejś idei. Jest w stanie zniszczyć wszystko, co stanie na drodze realizacji jego zamysłu. Światło rozumu blednie, a przeważać zaczynają emocje. Te, połączone zaś z elementami religijnymi, mogą stać się istną „bombą zegarową”. Ktokolwiek, gdy próbuje argumentować inaczej, jest natychmiast postrzegany jako wróg i zagrożenie.

Zbyt często chyba, w większym czy mniejszym stopniu, padamy wszyscy ofiarami emocji. Tracą na tym nasze relacje, gdy nie potrafimy słuchać siebie nawzajem, spokojnie argumentować swych racji oraz pozwalać bliźniemu posiadać własne zdanie.

Na płaszczyźnie zaś wiary, chrześcijanin, podobnie jak Chrystus, będzie doświadczał odrzucenia ze względu na wierność Bogu. Jest to wpisane w jego posłannictwo. Nie chodzi tutaj o szukanie cierpienia niejako „na siłę”, lecz o pewną prawdę, potwierdzoną przez słowo Boże oraz tradycję Kościoła, że zawsze tam, gdzie głoszony jest Chrystus, objawiają się przeciwności. Ten pewien dramat jest również oczyszczający, gdyż właśnie głoszone słowo z mocą i bez kompromisu ze złem sprawia, że spadają maski i ujawniają się zamysły serc. Tego wszystkiego doświadczył Pan. On sam stał się pewną prowokacją, wobec której nie można było zostać obojętnym. I istotnie, tak też się stało. Wielu z tych, którzy go ubóstwiali, w momencie decydującym odwróciło się od niego.

Zaczerpnijmy siły z męki naszego Pana, aby móc nie ustawać na drodze. Aby przeciwności, które napotykamy wzbudzały w nas jeszcze głębsze pragnienie trwania przy Panu.

o. Sylwester Pactwa CSsR

drukuj