EWANGELIA

XXVIII niedziela zwykła

Stało się, że Jezus, zmierzając do Jerozolimy, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

Łk 17, 11-19

Wiara, nie kalkulacja

Obraz dziesięciu trędowatych, którzy zostali uzdrowieni przez Jezusa, ich zachowanie po ewidentnym doświadczeniu cudu, prowadzi do smutnych refleksji. Przyzwyczajony do statystyk umysł w pierwszym odruchu skłonny jest do wyliczeń: jeden z dziesięciu to 10 procent. Mało to czy dużo? A co z 90 procentami? Jaki odsetek stanowili ci, w których tkwiło przekonanie, iż w gruncie rzeczy nic wielkiego się nie stało, bo przecież uzdrowienie im się należy? Wiedzieli, do kogo się zwracali, ich uprzednie wołanie: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”, nie pozostawia złudzeń. A jednak nie zrozumieli istoty wydarzenia. Dla dziewięciu z nich stało się „zwykłym darem”, tylko dla jednego – początkiem nowego życia.

Niestety, sposób przeżywania naszej relacji z Bogiem ma wiele wspólnego z wydarzeniem opisanym przez ewangelistę. Otrzymując dar, zarazem nie dostrzegamy Obdarowującego. Relacja, która ma być przede wszystkim spotkaniem osób, zaczyna ograniczać się do prezentowania listy żądań i ewentualnie pretensji i dąsów, gdy Bóg nie spełni oczekiwań. Nie potrafiąc dostrzec Jego zbawczej obecności, zamieniamy się w „braczy”, wiara zaś – w wymianę handlową. Pan Bóg wciśnięty w ciasny gorset oczekiwań nie wystarcza. Nie potrafimy (nie chcemy?) pozbyć się maniery wymagania od Niego logiki myślenia „na ludzki obraz i podobieństwo”, nawyku stawiania „dobrej nowiny” oferowanej przez świat ponad Ewangelię.

Smutny, sfrustrowany, niemy chrześcijanin nie rozumie miłości Ojca. Będzie czekał, narzekał, oczekiwał cudów. Ale ich nie będzie. Bo do tego, by ich doświadczyć, potrzebna jest wiara, nie kalkulacja.

 Ks. Paweł Siedlanowski

drukuj