fot. PAP/EPA

Elektorzy wybiorą dziś prezydenta USA

Dziś Kolegium pięciuset trzydziestu ośmiu elektorów wybierze prezydenta Stanów Zjednoczonych. Według oczekiwań mają oni potwierdzić wyborczą wygraną kandydata republikanów – Donalda Trumpa.

Zgodnie z konstytucją USA, 8 listopada Amerykanie głosowali nie na kandydatów startujących w wyborach, ale na wyłanianych przez partie elektorów.

Do zapewnienia sobie prezydentury trzeba było otrzymać poparcie większości, czyli 270 głosów elektorskich. Donald Trump wygrał w stanach, które w sumie mają ich 306. Jeżeli jednak część elektorów nie poprze Trumpa, to nie zostanie on wybrany.

Prof. Mieczysław Ryba, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego podkreśla, że gdyby taki scenariusz się ziścił, to mielibyśmy do czynienia z precedensem i konfliktem wewnętrznym w państwie.

– Pamiętajmy o tym, że emocje podczas kampanii były rozgrzane do czerwoności, a unieważnienie wyborów – inna wola wyborców, inna elektorów – sprowadziłoby gigantyczny konflikt, że moim zdaniem, mógłby zdecydować się na to tylko szaleniec. Czasem szaleństwo zwycięża, ale nie przypuszczam, by zdecydowano się na to, zwłaszcza, że Hillary Clinton uznała wynik wyborów. Zasadniczo Barack Obama też to uczynił, gratulował, więc być może coś tam się licytuje, by wynegocjować od Donalda Trumpa jakieś koncesje dla odchodzącej ekipy. Nie sądzę jednak, aby zdecydowano się aż na takie szaleństwo – oznajmia Mieczysław Ryba.

Do zablokowania wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA przez Kolegium Elektorskie potrzeba 37 republikańskich „nielojalnych elektorów”. Dotychczas w historii Stanów Zjednoczonych było ich 157. Zaledwie dziewięciu zachowało się tak po roku 1900r.

RIRM

drukuj