Dziennikarz powinien kierować się Dekalogiem

Z red. Anną Pietraszek, rozmawia Tomasz Burza.

Anna Teresa Pietraszek od 1977 r. pracuje jako filmowiec i dokumentalista, od 2009 była doradcą prezesa TVP i pełnomocnikiem zarządu TVP ds. nadzoru produkcji zewnętrznej. Przepracowała w polskich mediach ponad 30 lat, realizując około 190 filmów dokumentalnych i reportaży. Z pracy dla telewizji zrezygnowała z powodu osobistej niezgody na polityczną ingerencję, jaka krępuje dziennikarską, twórczą wolność. Nadal realizuje filmy. Jest członkiem Fundacji Golgota Wschodu oraz wiceprezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Audio MP3
Pobierz

Tomasz Burza: Jak wygląda obecna kondycja mediów w Polsce? Czy zgodziłaby się Pani z tezą, że media w Polsce są kontrolowane przez postkomunistyczny establishment biznesowy? Mamy przykład przyznawanych koncesji przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, opanowaną przez PO, PSL, czy SLD?

Anna Pietraszek: Establishment to jest ładne, eleganckie słowo, powiedziałabym nawet arystokratyczne, ale media w Polsce są opanowane przez absolutnie zaplanowane i kontrolowane grupy nacisku. Grupy te rządzą się prawami lekko podobnymi do praw mafijnych choć może nie używają jeszcze ostatecznych instrumentów znanych z filmów o mafiach sycylijskich (karabiny, ostra broń, itd.). Na szczęście nie! W Polsce natomiast coraz częściej stosowana jest metoda wykańczania  się nawzajem przy pomocy dyskryminowania osoby, likwidacji możliwości działania danej osoby. Grupy nacisku funkcjonują u nas regularnie od 1990 roku.

Tomasz Burza: Jak odbiera Pani ostatnie ataki na dziennikarzy? Mieliśmy przykład Pana Cezarego Gmyza, sytuację tygodnika „Uważam Rze”. Czy wpisuje się to w działanie, o którym Pani powiedziała przed chwilą?

Anna Pietraszek: Myślę, że tej klasy dziennikarze jak Cezary Gmyz, czy naczelni „Uważam Rze” i dziennikarze współpracujący z „Uważam Rze” przewidywali i liczyli się z tak drastycznymi metodami na rynku medialnym. Mogli to brać pod uwagę, ale jednak zaryzykowali pisanie prawdy – tak jak Cezary Gmyz, który zaryzykował i „poszedł na całość”. Wiedział, że to jest ten moment, kiedy należy prawdę objawić. Myślę, że tak samo powstawał tygodnik „Uważam Rze”, po prostu desperacji w geście. Należy póki co wykorzystać każde pięć minut na pisanie prawdy. Jednak metody – zwalczania tych prawicowych, czy prawych dziennikarzy, a nawet zespołów redakcyjnych – były zaplanowane wcześniej. Miało nigdy nie dojść do uwolnienia mediów w Polsce. Wszystko miało być kontrolowane. To są metody; strategia metodycznie wprowadzana w realia.

Tomasz Burza: Czy biorąc pod uwagę kondycję mediów w Polsce, powinniśmy zaliczyć prawdę do tworów deficytowych?

Anna Pietraszek: W chwili obecnej w mediach istnieje prawda na niskich poziomach informacyjnych. O prostych rzeczach możemy informować zgodnie z rzeczywistością: że się tramwaj przewrócił, że rura pękła – o tym możemy mówić. Ewentualnie, można też napisać, że gdzieś w dalekiej prowincji ktoś w samorządzie nie mógł wytrzymać i przyjął łapówkę, a sąsiedzi się ogromnie cieszą bo go na tym złapali. Ale prawda wysokiego rzędu, która dotyczy całego Narodu, a wręcz całego, szeroko rozumianego bezpieczeństwa narodowego praktycznie jest w tej chwili prawdą kontrolowaną i traktowaną instrumentalnie, wykorzystywaną do interesów politycznych grup nacisku.

Tomasz Burza: Jest wiele wydarzeń, które media – szczególnie publiczne, co jest bardzo niepokojące – przemilczają. Można wymienić chociażby Światowe Dni Młodzieży, czy wczorajszą profanację Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Jak Pani Redaktor odbiera ten fakt? Czego jest przejawem?

Anna Pietraszek: To jest wzorcowa manipulacja. Manipulacja nie polega tylko na tym, że źle informujemy o jakiś faktach. Manipulacja polega również na tym, że informujemy tylko o pewnym wycinku rzeczywistości, a o pewnych zdarzeniach nie. Jakby tej drugiej rzeczywistości w ogóle nie było. W ten sposób zachowywała się propaganda komunistyczna. Przez całe pół wieku totalitaryzmu komunistycznego w Polsce żadne media nie informowały o Kościele, a jeżeli to tylko o tzw. duchownych patriotach, księżach którzy służyli partii i interesom partyjnym.

Natomiast nigdy nie pisano np. o Prymasie Wyszyńskim. Nigdy nie można było znaleźć żadnego jego kazania, ani nawet jednej myśli z tego, co wypowiadał, a wypowiadał średnio dwa kazania dziennie, czyli powyżej pięciuset kazań rocznie. Jego mediami były te kazania. W tej chwili praktyka jest bardzo zbliżona do tego, co przetrenowano na nas przez pół wieku – po prostu nie informować. A jeśli informować, to o potknięciach, o tym, że ksiądz spowodował wypadek drogowy. Robi się z tego wielka sensacje, umieszcza się na pierwszym miejscu jakby to była nadzwyczajna sprawa. Natomiast sprawy, które rzeczywiście należą się narodowi – dla budowania jego mentalności narodowej, informowania w celu rozwoju, jego konsolidacji nie mają racji bytu.

Tomasz Burza: Jaką rolę odgrywają dziś media katolickie w Polsce? Jak Radio Maryja i Telewizja Trwam wypadają na tle innych mediów, kiedy mówimy o kondycji mediów w Polsce? Czym one są?

Anna Pietraszek: To jest zupełnie oczywiste, że Telewizja Trwam jest w tej chwili ostoją prawdy informacyjnej, prawdy wizualnej w Polsce. Jest właściwie jedynym takim medium. Oczywiście możemy szukać różnych niedostatków artystycznych, technicznych. Każdy może się czepiać wszystkiego, czego chce. Tak naprawdę jest rzetelnym przekaźnikiem prawdziwej informacji o prawdziwych realiach bytu codziennego Polaków w Polsce i za granicą. Tak samo Radio Maryja. To są nasze jedyne w tej chwili media, gwarantujące prawdziwość informacji i przekazu. Z perspektywy swoich 30. lat pracy z kamerą, 25. lat pracy w telewizji publicznej, z której świadomie w zeszłym roku odeszłam – dlatego, że już nie byłam w stanie realizować programów, które nie godziłyby w moje własne sumienie, sumienie reżysera – powiem publicznie, że dla mnie jedyną nadzieją na to, że kiedyś odzyskamy prawdziwie wolne media w Polsce. Przykładem takich mediów są Telewizja Trwam i Radia Maryja.

Tomasz Burza: Czego wyrazem jest dyskryminacja Telewizji Trwam, nieprzyznanie jej miejsca na cyfrowym multipleksie. Przypomnijmy, że spełniła wszystkie warunki ku temu, żeby je otrzymać?

Anna Pietraszek: W zawłaszczonym przez postkomunistyczną grupę nacisku rynku medialnym i politycznym Telewizja Trwam informująca do bólu prawdziwie i szczerze mówiące Radio są po prostu solą w oku układu ogólnonarodowego, wymierzonego w interesy narodowe. Każdemu konstytucyjnie należy się prawo do dobrej, rzetelnej, prawdziwej informacji. Po to są media publiczne. To nie są media komercyjne, te mogą stawać na głowie. Media publiczne mają misyjny obowiązek narzucony ustawami i przewidziany konstytucyjnie, że nasz Naród ma prawo do godnej, rzetelnej, prawdziwej informacji. Ale właśnie tam stosuje się manipulację dezawuowania osiągnięć w dziedzinach przez ludzi, którzy psują tą całą globalną politykę zawłaszczania mediów w Polsce.

Tomasz Burza: Czy kiedy mówimy o dyskryminacji Telewizji Trwam możemy powiedzieć, że jest to także dyskryminacja katolików? Niektórzy twierdzą, że nie.  

Anna Pietraszek: Kiedy oglądamy Telewizje  Trwam możemy czuć się spokojnie – katolicy, polscy chrześcijanie – że będziemy dostawać spokojną,  głęboką, rzetelną wiedzę o rzeczywistości ale jednocześnie znajdziemy tam programy rozwijające naszą wrażliwość religijną, naszą wiedzę religijną. Tego mamy prawo oczekiwać, szukać na antenach telewizji w Polsce. Jest w Telewizji Polskiej, publicznej telewizji redakcja programów katolickich, ale ona już jest tak okrojona i tak zepchnięta gdzieś na margines funkcjonowania w telewizji – dostaje najgorsze czasy antenowe – że właściwie to jest zupełny ślad, jakby odhaczanie tego obowiązku konstytucyjnego. Natomiast tu, w TV Trwam, czy w Radiu Maryja, możemy rozwijać – jak już wspomniałam – swoją wiedzę religijną, swoją wrażliwość religijną, nadążać za rozwojem, za drogami Kościoła w świecie.

Tomasz Burza: Kiedy mówimy o dyskryminacji Telewizji Trwam nie sposób nie wspomnieć o marszach w obronie tego medium. Odbyło się ich już ponad 130 . Dodatkowo przesyłane są kopie protestów przeciw decyzji KRRiT, jest ich prawie 2,5 mln. Czego przejawem jest ta wielka społeczna akcja?

Anna Pietraszek: To jest poparcie do tego, o czym tutaj rozmawiamy, że telewizja katolicka otwarta na ludzi, na ich dobro, służąca widzowi, posługująca widzowi, jest bardzo potrzebna. Władza w Polsce nie liczy się z nami. Lekceważenie obywateli to powrót do ponad pięćdziesięciu lat komuny, która panowała w Polsce. Wtedy lekceważono, nie szanowano naszych praw, mieliśmy być wyłącznie robotnikami – nawet gorzej: robolami, którzy mają wykonywać swoje zadania i stać godzinami w kolejce, żeby móc zapewnić byt rodzinie. Byliśmy lekceważeni, nasze prawa były ignorowane. W tej chwili wracamy do tamtych czasów.

Tomasz Burza: Pani Redaktor, podsumowując – teraz, kiedy spoglądamy na kondycję mediów w Polsce, jakie zadanie mają katoliccy dziennikarze?

Anna Pietraszek: Przede wszystkim być sobą i żyć zgodnie z własnym sumieniem, sumieniem katolika, a nasze sumienie ma być cały czas podporządkowane Dekalogowi. To jest nasza wskazówka na całą drogę życiową, również posługę dziennikarską. Dziennikarstwo nie jest niczym innym jak powołaniem, misją, służeniem drugiemu człowiekowi. To my mamy się narażać, zdobywać informacje, docierać do niezbadanych rejonów i przywozić widzowi, czy słuchaczowi prawdę o świecie. Mamy go rozwijać i pociągać za sobą. Dawać mu ze swoją gwarancją – swojego nazwiska, imienia – wiedzę, która jest rzetelna i prawdziwa. To przede wszystkim rola dziennikarzy katolickich. Jeśli jestem dziennikarzem, a jestem katolikiem, to mnie obowiązuje w tym okresie czasie w dziejach Polski, znacznie więcej niż każdego innego dziennikarza. Mamy od siebie bardzo wymagać i przede wszystkim kierować się Dekalogiem.

Tomasz Burza: Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

 

drukuj