Dziecko z in vitro domaga się szacunku

Z JE ks. bp. Stanisławem Stefankiem TChr, członkiem Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, o zagadnieniach etycznych związanych z manipulowaniem ludzkim życiem, o ustawie in vitro i adopcji prenatalnej, rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk

Księże Biskupie, dlaczego Kościół jest przeciwny zapłodnieniu in vitro i sztucznej inseminacji?
– Przede wszystkim dlatego, że metoda ta w sposób istotny narusza godność osoby ludzkiej, i to w momencie jej powstania. Moment ten przecież programuje całe życie. Jest to głęboki uraz zadany istocie ludzkiej na samym początku jej życia, a polega on na zmianie środowiska, do jakiego człowiek ma prawo w chwili poczęcia. Jest to podwójnie ważne środowisko dla poczęcia dziecka. Po pierwsze dlatego, że poczęcie następuje w miłosnym akcie jedności rodziców, a po drugie, łono kobiety od strony fizjologicznej jest najwłaściwszym środowiskiem dla rozwoju dziecka. Wyniesienie tego początku – nawet przy zgodzie czy wręcz pragnieniu rodziców – na teren techniki laboratoryjnej i zapoczątkowanie ludzkiego życia za pośrednictwem sprzętu technicznego sprowadza człowieka do poziomu rzeczy wytwarzanych na zamówienie. Z punktu widzenia teologicznego ten sam niegodziwy akt jest zaprzeczeniem woli Stwórcy, czyli sprzeciwia się Bożej miłości, z której każdy z nas pochodzi i do której każdy z nas ma prawo.

Jakie stanowisko proponuje Kościół w dyskusji na temat ustawy o in vitro?
– Na początku szeroką informację, czyli bardzo dokładne zapoznanie społeczeństwa ze szczegółami skutków stosowania tej metody i przekazanie właściwej oceny, czyli absolutny sprzeciw ze strony Kościoła, który stoi na straży prawa natury. Kościół przejął ten mandat od Boga w autorytecie natchnionego tekstu, jakim jest Dekalog. Pełni ten mandat z całą odpowiedzialnością w imię nakazu Chrystusa, który każe strzec, aby „ani jedna jota, ani jedna kreska” nie została pominięta z tego, co Bóg dla człowieka postanowił (por. Mt 5,18).

Czy stanowisko Kościoła w kwestii zapłodnienia pozaustrojowego obowiązuje tylko katolików?
– To nie jest problem konfesyjny, a więc rozpatrywany wewnątrz Kościoła katolickiego. To jest prawda ogólnoludzka. Apostołowie otrzymali polecenie, by iść na cały świat i głosić naukę wszelkiemu stworzeniu (por. Hbr 16, 15). Zarówno głos Kościoła w sprawie granic eksperymentów w dziedzinie genetyki i fizjologii rozrodu, jak i etyczna ocena tychże odpowiedzialnych działań ludzkich jest głosem uniwersalnym, głosem każdego człowieka, który chce odnieść się z szacunkiem do siebie i do każdego mieszkańca globu. Jest to nauka, którą Kościół przekazuje zawsze w sposób oficjalny, jawny; nigdy nie rezerwuje tych prawd jako wiedzy dla wtajemniczonych.

Czym powinni się kierować parlamentarzyści przygotowujący ustawy dotyczące in vitro?
– Przede wszystkim powinni zapoznać się z całą prawdą o metodzie pozaustrojowego zapłodnienia, czyli pozyskać konieczną wiedzę. Powinni sięgnąć także po bardzo jasne oceny moralne tejże metody i w oparciu o pozyskaną wiedzę przystąpić do przygotowywania ustaw, a w późniejszym czasie – do parlamentarnego procedowania. W tym miejscu spotykamy zasadniczą trudność. Z istoty rzeczy akty prawne parlamentu rodzą się z liczenia głosów, a nie z ważenia argumentów. A więc na teren stanowienia prawa wchodzą argumenty pozamerytoryczne. Nazywamy je politycznymi. To jest największa słabość systemu demokratycznego i to odbiera temuż systemowi kompetencję zabierania głosu i stanowienia takich praw, które naruszają prawa podstawowe, czyli naturalne. Stanowienie takiego prawa jak warunki poczęcia człowieka absolutnie nie należy do kompetencji parlamentów. Posłowie powinni zajmować się problemami bioetycznymi. Tych problemów jest bardzo dużo, zwłaszcza jeśli bierzemy pod uwagę transplantologię. W odniesieniu do istniejącej w tej chwili procedury zapłodnienia in vitro stanowisko powinno być jasne, bardzo zdecydowana odpowiedź „nie”. Podobnie zakazane są inne, chociaż praktykowane, czyny ludzkie, jak zabójstwa czy kradzieże. Parlament nigdy nie uzyska takich kompetencji, żeby w określonych warunkach zaaprobował naruszenie ładu podstawowego, jakim jest prawo natury.

Podczas toczącej się dyskusji na temat ustaw o in vitro mówi się o rozwiązaniach zmniejszających inwazyjność tej metody, a polegających na ograniczeniu liczby wszczepianych zarodków. Czy wybór tzw. mniejszego zła w takim wypadku jest uzasadniony? Doświadczenia innych krajów zdają się pokazywać, że pozostawienie jakiejkolwiek furtki otwiera ją szeroko na szereg manipulacji ludzkim życiem.
– To doświadczenie jest również łatwe do przestudiowania na terenie Polski. Przykładem może być szczegółowe badanie skutków ustawy chroniącej życie ludzkie od poczęcia z tymi wyjątkami, które w polskim ustawodawstwie zostały przyjęte. Wyjątki te to nie tylko pozostawiona wąska furtka, to bardzo szeroki gościniec, na którym ludzkiemu życiu zagraża niebezpieczeństwo. Często jest to proceder dosyć swobodnego zabijania przy nowoczesnych metodach obchodzenia paragrafów prawa. A więc otwieranie jakiejkolwiek furtki oznacza przekreślenie samej zasady. I tu nie ma zastosowania reguła mniejszego zła, bo prawodawca nie ma żadnego przymusu, żeby ustanawiać takie wyjątki. Pod żadnym pozorem nie można uznać za godziwy czynu, który z natury rzeczy jest niegodziwy.

Podczas in vitro powstają zarodki, które poddaje się zamrożeniu. Czy jest jakieś rozwiązanie tego problemu? Co radzić matkom, których dzieci pozostają zamrożone w fazie embrionalnej w klinikach in vitro?
– Mamy tu sytuację zła zastanego, z którego nie ma dobrego wyjścia, bo jeżeli jakiś czyn jest zły, to do końca zły pozostaje. Skutkiem tego czynu jest zamrożony człowiek. Embrion to istota ludzka, której należy się traktowanie z maksymalnym poszanowaniem. Natomiast nie ma możliwości zmiany kwalifikacji tego czynu; złego czynu nie przemieni na dobry żaden paragraf prawa stanowionego; zły czyn zawsze będzie zły. Istoty ludzkie zostały na samym początku istnienia pokrzywdzone i w tej chwili moralnie dobrego rozwiązania nie ma. Istnieje tylko możliwość wyboru postępowania wyrażającego troskę o szacunek dla drugiego człowieka. A skoro tak, to nie ma też rady, która byłaby radą dobrą, wykluczającą jakiekolwiek zło. W instrukcji Kongregacji Nauki Wiary o godności osoby ludzkiej czytamy: „Tysiące porzuconych embrionów stwarzają sytuację niesprawiedliwości nie do naprawienia” (n. 19). Stąd nie ma w tej sytuacji prostych rozwiązań.

Czy utrzymywanie zarodków w stanie zamrożenia jest sztucznym podtrzymywaniem ich przy życiu, któremu przeciwstawia się „Evangelium vitae”? Jak należy postąpić?
– Jest to bardzo złożony problem, także od strony klinicznej. Można przecież bardzo łatwo stwierdzić, że przechowując tzw. materiał genetyczny czy wręcz embriony w stanie zamrożenia, nie mamy precyzyjnej wiedzy o ich kondycji. Stan życia i los tych ludzi w takich nieludzkich warunkach trudny jest do określenia nawet przez pracowników laboratoriów, a cóż dopiero mówić o kimś z zewnątrz, kto nie prowadzi tak szczegółowego monitoringu. Na pewno nie można przyspieszać śmierci tych istot ludzkich w sposób aktywny, ale też nie ma innej metody jak czekać, aż odejdą one w warunkach godnych, tzn. w sposób naturalny, chociaż nienaturalnie skazano je na życie w nieludzkich warunkach.

Słyszy się głosy na temat adopcji prenatalnej. Czy jest to rzeczywiście dobre rozwiązanie?
– To nie jest moralnie dobre rozwiązanie z dwóch powodów. Po pierwsze, adopcja prenatalna zakłada godziwość zapłodnienia in vitro, a tej metody nie możemy nigdy zaaprobować; po drugie, adopcja prenatalna musiałaby odbywać się na zasadzie daru ze strony rzeczywistych rodziców w stosunku do rodziców przysposobienia. Takie decyzje w samej intencji wydają się dobre, ale rodzą wiele problemów. Otwierają rynek usług nawet przy naturalnym poczęciu, rynek usług, który głęboko ubliżałby godności ludzkiej i relacji małżeńskiej, a w istocie niszczyłby więź rodzinną i obciążał piętnem „zdobywane” w ten sposób dzieci.

Słyszy się też głosy, by zarodkom w embrionalnej fazie rozwoju pozwolić na godną śmierć, tj. warunkowy chrzest i pogrzeb. Co Ksiądz Biskup o tym sądzi?
– O warunkowym chrzcie w tym wypadku mówić nie można. Trzeba natomiast pomyśleć o godnym złożeniu w przeznaczonym do tego miejscu rozpoznanych jako obumarłe, zamrożonych w fazie embrionalnej istot ludzkich.

Gdzie szukać pomocy, ocalenia przed manipulacjami takimi jak in vitro?
– Potrzebna jest bardzo szeroka działalność oświatowa. Nie mówię ewangelizacyjna, chociaż w ramach ewangelizacji jest miejsce na taką oświatę. Trzeba to ująć szerzej. To nie tylko nauka wiary. To szeroka działalność oświatowa na rzecz człowieka, na rzecz godności osoby ludzkiej. W programie tym można wykorzystać solidnie przygotowaną edukację szkolną. Zasadniczą pomoc przynoszą nam kolejne, wydawane w ostatnich latach, dokumenty kościelne. Począwszy od encyklik papieskich: „Humanae vitae” i „Evangelium vitae”, przez adhortację „Familiaris consortio”, po Instrukcję „Dignitas personae”. Jest wreszcie bardzo jasna, krótka synteza całej nauki Kościoła w dokumencie Konferencji Episkopatu Polski „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie”. Oświatowe działanie powinno być podstawowym, obowiązkowym zadaniem szkoły średniej, a także studiów, i to nie tylko studiów medycznych.

Czy te dokumenty są zrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego? Co możemy zrobić, by upowszechnić tę naukę? Jak Kościół zamierza dotrzeć z prawdą o rodzinie do wiernych?
– Łatwy do zrozumienia jest w dziewięćdziesięciu procentach każdy dokument nauczania Kościoła, a tekst Konferencji Episkopatu Polski „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie” – w stu procentach. Dlaczego o kościelnych dokumentach mówię, że zrozumie je w dziewięćdziesięciu procentach przeciętny Kowalski? Ponieważ występuje w nich terminologia ściśle teologiczna albo filozoficzno-teologiczna i słownictwo to wymaga pewnego wyjaśnienia. Natomiast tekst ogłoszony przez Episkopat Polski jest na tyle jasny, że do jego zrozumienia niepotrzebne są ani studia, ani tym bardziej specjalny wykładowca; wymagana jest natomiast choć odrobina zainteresowania. Trzeba po prostu chcieć wiedzieć i znaleźć chwilę czasu na refleksję. Obserwuję, w jaki sposób reagują czytelnicy wchodzący na stronę internetową, na której zamieszczony jest tekst ostatniego dokumentu Episkopatu. Widzę niekiedy takie zniecierpliwienie: pierwsze słowo czy pierwsze zdanie odrzucam, więc dalej nie czytam, bo akurat to słowo czy to zdanie nie dotarło do mojej świadomości. Odrobinę cierpliwości i głębszego zainteresowania, a na pewno teksty będą zrozumiałe. Ze strony Kościoła konieczne jest bardzo aktywne wykorzystanie wszystkich form nauczania: od anteny po fora internetowe.

Zmienia się klimat społeczny dotyczący przyzwolenia na różnorakie manipulacje ludzkim życiem. W toczącej się dyskusji dowiadujemy się, czym jest in vitro, z czym się wiąże, a z drugiej strony zauważalne jest coraz szersze przyzwolenie na zapłodnienie pozaustrojowe.
– Obserwujemy znane zjawisko: dyskusje, nawet bardzo głęboko różniące poszczególne grupy społeczne, w ostatecznym rozliczeniu przynoszą dobro, tzn. ludzie postronni, a tym bardziej zainteresowani tematem, docierają do prawdy. Dzieje się tak już od wielu lat, kiedy to dyskutujemy nad prawną ochroną życia poczętego. Na temat dziecka poczętego, czyli fazy embrionalnej życia człowieka, dowiadujemy się coraz więcej i jest to wiedza coraz szersza i bardziej obiektywna. Mam tu na myśli rozumienie faktu, że istota ludzka od poczęcia jest osobą i należy się jej godność i szacunek. Oczywiście katolicy dodadzą jeszcze, że jest dzieckiem Bożym, dziełem miłości stwórczej i że należy się jej miłość. Myślę, że w tym kierunku trzeba iść, prezentując wszystkie problemy związane z zapłodnieniem in vitro. Trzeba rozjaśnić szczególnie ten skrót, którym ludzie najczęściej się posługują: chcą mieć dziecko, a Kościół przeszkadza im w realizacji tego pragnienia. To skrót myślowy i potrzebna jest tu oświata. Co znaczy zdanie: chcą mieć dziecko? Jak daleko moje „chcę” może sięgać po wszelakie środki, ażeby to „chcę” realizować? Różnych rzeczy mogę chcieć, ale niekoniecznie będą to pragnienia godziwe. A poza tym trzeba pokazać, za jaką cenę to moje „chcę” będę realizować. W tym zakresie działalność oświatowa jest niezwykle potrzebna.

Rozwija się naprotechnologia – mówi o niej dokument „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie”. Wydaje się, że jest ona nadzieją, nie tylko dla medycyny…
– Nowa gałąź medycyny – naprotechnologia, to nie tylko nadzieja dla medycyny, ale przede wszystkim wielka pomoc w trosce o zdrowie prokreacyjne, czyli w misji rodzicielskiej małżeństwa. To nie jest tylko ratunek w wypadku niepłodności, czyli leczenie niepłodności. To jest pogłębianie metod diagnostycznych, które każdemu małżeństwu, zwłaszcza młodym parom przygotowującym się do misji rodzicielskiej, powinno się przysłużyć. To głębsze poznanie fizjologii rozrodu, genetyki, a przede wszystkim rozpoznanie tej przestrzeni, która dzisiaj jest niezmiernie ważna: cywilizacyjne zagrożenia, choroby, niebezpieczeństwa związane z klimatem, pożywieniem czy sposobem życia. Cała ekologia społeczna woła o podejście do życia ludzkiego w sposób pogłębiony, a temu zadaniu z pewnością przysłuży się wiedza, którą niesie nam nowa gałąź medycyny – naprotechnologia.

Ekscelencjo, bardzo dziękuję za rozmowę.

drukuj