„Dla Pana Boga nie ma kryzysu. To ludzie mają kryzys”

Ziemia francuska jest jak ziemia po pożarze – gdy się na niej sieje, może być dobry urodzaj – mówi w rozmowie z portalem Radia Maryja ks. Grzegorz Herman, polski misjonarz posługujący we Francji.

Dlaczego Francja? To Europa Zachodnia, kraj bardzo wysoko rozwinięty. Czy rzeczywiście jest tam potrzebna ewangelizacja?

Ja czasami sam się zastanawiam: dlaczego Francja? Od 2004 roku Pan Bóg tak zdziałał, że pracuję tutaj, w diecezji francuskiej, bo ksiądz biskup z Polski wysłał mnie tutaj, gdyż otrzymał prośbę, aby księża z Polski – którzy są bardzo liczni – przyjechali do pracy we Francji. W mojej aktualnej diecezji od 10 lat nie było święceń kapłańskich, dlatego mój biskup w Polsce zgodził się, żebym pojechał i wsparł ekipę księży francuskich w ich diecezji. Rzeczywiście w ciągu tych 12 lat, od których tutaj jestem, widzę, że teren francuski stał się terenem misyjnym. Tutaj jest potrzeba głoszenia dobrej nowiny, jest dobre pole do nowej ewangelizacji.

Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła, to była ignorancja. Totalna ignorancja. Są takie miejsca, w których nie ma nawet proboszcza. Jest grupa ludzi świeckich, którzy opiekują się parafią, a ksiądz, często z domu starców, przyjeżdża tylko na sakramenty – na chrzest, na Eucharystię niedzielną. Czasami nawet w niedzielę nie ma Eucharystii, jest liturgia słowa Bożego prowadzona przez ludzi świeckich. Myślę, że to pokazuje, jakie są tutaj potrzeby we Francji. Moja obecność tu jest odpowiedzią na to, że brakuje tutaj księży.

Na czym polega misja Ewangelizacyjna we Francji? Czym różni się od misji np. w Afryce czy choćby od pracy w Polsce?

Po święceniach pracowałem w Polsce przez 3 lata, a od 12 lat jestem tutaj. Widzę pewne różnice. Po pierwsze, katecheza. W Polsce katecheza jest w szkole, czyli młodzież ma kontakt z księdzem, z siostrą zakonną, z katechetą. Tutaj katecheza jest przy parafii. To nie jest obowiązkowe, katecheza jest dla dzieci, które chcą cos poznać. Biorąc pod uwagę statystykę, po chrzcie świętym, około 30 proc. rodziców chce, żeby ich dzieci poszły na katechezę.

Poza tym nie ma kontaktu z księdzem. I księża są starsi. Średnia wieku księży w mojej diecezji to 65 lat. Księża mają po kilka parafii – ja sam mam 17 parafii (18 kościołów). Sama dyspozycja do tego, żeby być dla wszystkich, jest niemożliwa. Tak samo w przypadku pogrzebu. W przypadku kiedy nie mogę odprawić pogrzebu, jest grupa ludzi, którzy, co prawda bez Eucharystii, „odprawiają” pogrzeb, czyli jest to taka liturgia słowa Bożego.

Czy podobna sytuacja dotyczy całej Francji?

Kiedyś rozmawiałem z pewnym diakonem francuskim, który powiedział mi, że nasz region Szampania, to region bardzo ubogi duchowo, gdzie nie ma powołań kapłańskich. Ostatnio, będąc na sesji dla księży, rozmawiałem z księżmi innych diecezji i oni przyznali, że nie jest tutaj tak jak w Polsce – że w każdej parafii jest ksiądz. Można powiedzieć, że dużo powołań jest w większych skupiskach ludzi, czyli: Paryż, Bordeaux, Marsylia, Tulon. Tam są powołania i regularnie biskup święci księży. Ostatnio rozmawiałem z kolegą z archidiecezji Dijon. On jest Proboszczem na 30 parafiach, tak że „pobił mnie”. W każdej diecezji jest brak księży i w każdej diecezji pracują księża z zagranicy. Są to często księża z Afryki albo, tak jak w mojej diecezji, są też księża z Wietnamu.

Czy to nie jest paradoks? Misjonarze z „trzeciego świata” przyjeżdżają nauczać do Europy Zachodniej? Zdawałoby się, że jest zgoła odwrotnie…

W mojej poprzedniej parafii był kolega z Burkina Faso i on kiedyś powiedział na kazaniu: „popatrzcie co się stało z Francją”. Dlatego, że kiedyś misjonarze z Francji wyjeżdżali, żeby ewangelizować Afrykę, a dzisiaj misjonarze z Afryki przyjeżdżają ewangelizować Francję. Owszem, jest w tym pewien paradoks.

Jak wielu Polaków posługuje we Francji  jako misjonarze? Jacy to ludzie?

Trzeba tu podzielić księży. Są księża z Polskiej Misji Katolickiej (bo jest w całej Francji struktura dla Polaków) i tych księży jest tu ponad 100. Oni opiekują się parafiami polskimi, są dla duszpasterstwa polskiego. Ja sam pracowałem przez rok w Paryżu, w parafii polskiej. Ale ci księża często mają też podwójną misje, bo są zarówno dla Polaków jak i Francuzów. Jeżeli na terenie danej parafii francuskiej jest jakaś kaplica, w której raz w miesiącu gromadzą się Polacy na wspólną modlitwę, to wówczas diecezja francuska proponuje, by taki ksiądz, jeżeli zna język, też opiekował się tą parafią francuską.

Z drugiej strony, są księża tacy jak ja – którzy zostali posłani typowo do parafii francuskiej, na prośbę konkretnego biskupa. A ilu ich jest w całej Francji? Naprawdę trudno mi powiedzieć.

Może istotniejszym pytaniem jest: „Ilu jest jeszcze potrzebnych”?

Mój poprzedni biskup za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, pytał:  „Czy znasz jakiegoś księdza z Polski, który mógłby przyjechać do nas i pracować?”. Ja odpowiadałem, że znam, ale nie jest tak łatwo wyjechać do Francji. Oczywiście, potrzeby są – Biskupi z otwartymi rękami przyjmują nowych księży, choć jest warunek – trzeba znać język. Tutejsi biskupi znają kościół w Polsce, wiedzą, że jest on dynamiczny, jest kościołem żywym, dlatego chcą, żeby księża z Polski opiekowali się parafiami francuskimi. Zaznaczam, nie można zaszczepić duszpasterstwa polskiego w duszpasterstwo francuskie – trzeba znaleźć taki punkt, w którym będzie wzajemne ubogacanie się.

Jak wygląda dzień kapłana we Francji?

To zależy od dnia. Na przykład Czwartki tutaj mam poświęcone na więzienie – spędzam tam prawie cały dzień, chodzę po celach i spotykam się z więźniami. A poza tym każdego dnia są przygotowania do ślubu, do chrztu, jest spotkanie z radą parafialną. A że – jak powiedziałem – mam 17 kościołów, trzeba to czasami pomnożyć przez kilka spotkań. Wiadomo, jeśli się przytrafi pogrzeb, to tak samo.

Poza tym ja – jako młody ksiądz – kładę nacisk na młodzież. Do młodzieży po prostu trzeba wyjść i jej poszukać, bo oni sami nie przyjdą, – oni nie mają kontaktu z księdzem. Na terenie mojej parafii nie ma szkoły katolickiej, żadnego liceum, ale przez rok w mojej byłej parafii, byłem takim księdzem obecnym w duszpasterstwie w szkole katolickiej – wraz z pewną siostrą zakonną. Tam były różne spotkania biblijne, były osoby, które przygotowywały się do chrztu świętego, tak że to były spotkania.

To przekłada się na prasę parafialną. Wiadomo, że w okresie przed Wielkanocą  jest tych prac trochę więcej. W wielkim tygodniu mamy dodatkowy dyżur spowiedzi. Ludzie wiedzą w jakich godzinach jestem dyspozycyjny. Oczywiście codziennie jest Eucharystia. Mogę powiedzieć, że to taka nowość, ponieważ wcześniej w tej parafii nie było codziennej Eucharystii, ja ją wprowadziłem. Tłumów nie ma, ale nigdy samotnie Mszy świętej nie odprawiam. Mam też wizyty u chorych – 8 osób do, których jeżdżę z Panem Jezusem. Są to więc takie obowiązki typowo kapłańskie.

Która historia związana z posługą we Francji zapadła księdzu najbardziej w pamięć?

Mam nawet kilka takich sytuacji. Nie tak dawno, rok temu, miałem chrzest trzech osób dorosłych. To była dla mnie naprawdę wielka radość i takie potwierdzenie, że jest głód Pana Boga i że ludzie szukają jakiejś duchowości. Przygotowanie do Chrztu Świętego dorosłych trwa tutaj dwa lata, więc przez dwa lata z tymi osobami pracowałem, miałem powołaną specjalną grupę. I właśnie rok temu te osoby się ochrzciły. Poza tym w parafii, w której jestem, regularnie mam osoby dorosłe przystępujące do Pierwszej Komunii Świętej, do bierzmowania. To są ludzie, którzy na nowo odkrywają, co to jest modlitwa, krótko mówiąc – kto to jest Pan Bóg, jak trzeba żyć z Panem Bogiem. I to daje taką radość, gdy się widzi jak ta osoba później funkcjonuje, jaka jest radosna. To dla mnie taki mały owoc, który mobilizuje do tego, żeby jeszcze więcej zrobić.

Kiedyś pewna mama podziękowała mi za to, że jej córka pięć lat temu – w wieku 21 lat – przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej i do bierzmowania. Podziękowała mi za to, że jej córka odkryła wiarę. To był dla niej najlepszy prezent, jaki matka mogła otrzymać. To było miłe.

Mówił Ksiądz głównie o osobach młodych. Czy zdarza się również ewangelizacja osób starszych?

– Tak, jest kontakt z różnymi osobami. W przypadku osób starszych trudno tu mówić od początku o ewangelizacji – to jest raczej rozmowa, dlatego że oni znają Kościół – Kościół francuski z lat świetności, kiedy było bardzo wielu księży, a świątynie były pełne. Od pewnego momentu te kościoły są puste. I oni również poszli za tym negatywnym duchem czasu i również te kościoły opuścili. Dla nich taka rozmowa jest często odświeżeniem ich wiary. To są często ludzie, którzy byli w szkołach katolickich. Oni otrzymali pełną edukację religijną. Ale w pewnym momencie (sam się nad tym zastanawiam: dlaczego?) oni opuścili kościół. Często taka rozmowa – niekoniecznie w kościele czy na plebanii, ale przy okazji jakiegoś święta państwowego – daje im możliwość zadania pytań, na które chcą szukać odpowiedzi.

Drugim momentem, który jest ewangelizacją dla wszystkich to są Msze święte. Ja mówię na przykładzie mojej parafii. Dlatego, gdy są Msze św. z okazji Bożego Narodzenia albo Wielkiej Nocy, staram się, aby były one radosne, dynamiczne – takie, jakich oni dotąd nie znali. Często słyszałem: „Uczestnicząc w takiej Mszy św. mamy ochotę wrócić do Kościoła”.  Długo księdza na parafii było i przez to, Msza była bardzo rzadko. I kiedy widzą, że wiara może być radością, że można razem modlić się śpiewając i tańcząc z akompaniamentem instrumentów, to coś co ich mobilizuje. Tyle że następny krok należy już do nich.

Wspomniał ksiądz o latach świetności Kościoła we Francji. Dlaczego sytuacja tak drastycznie się zmieniła? Co jest  „receptą”, aby przywrócić wcześniejszy stan?

– Recepty na pewno nie mam. Ale interesuję się nieco historią i widzę takie trzy daty, które – jak myślę – sprowokowały to, że dzisiaj kościoły są puste. W skrócie, płacimy dziś za to, co stało się w historii. Pierwszą rzeczą była rewolucja francuska (myślę, że do dziś są tego konsekwencje), kolejno rok 1905 i rozdział państwa od kościołów. I trzecią datą był rok 1968 – to była taka rewolucja społeczna, która czasowo przebiegała podobnie co Sobór Watykański II. Wydaje mi się że te trzy wydarzenia sprawiły, że dzisiaj w społeczeństwie francuskim religia jest na drugim albo nawet i ostatnim miejscu. Szczególnie istotny był ‘68 rok. To zbiegło się z Soborem Watykańskim II i duchowieństwo francuskie wszystkie postanowienia soborowe wprowadziło szybko, powiedział bym: za szybko. Od razu zdjęli sutannę, zaczęli chodzić w garniturach, w krawatach – nie było znaku widzialnego osoby duchownej. Bardzo spłycono też spowiedź. Myślę, że do dzisiaj płacimy za to.

Widzę natomiast, że ziemia francuska jest jak ziemia po pożarze. Gdy się na niej sieje, może być dobry urodzaj. Sam widzę w swojej parafii pewne owoce, ale również takim argumentem konkretnym może być cała Francja. Dlatego, że od ładnych kilku lat, co roku w wigilię paschalną 3 tys. dorosłych przyjmuje chrzest święty. Dla mnie to niesamowite, że są ludzie którzy szukają, idą do końca i chcą żyć w tej relacji z Panem Jezusem.

O co chciałby Ksiądz poprosić czytelników portalu i słuchaczy Radia Maryja?

Przede wszystkim chciałbym prosić o modlitwę, o powołania za to, żeby tutaj nie zabrakło księży, którzy będą głosić dobrą nowinę, księży francuskich, myślę właśnie o nich – żeby młodzi odpowiadali na apel Pana Boga. Choć ostatnio udzielałem wywiadu do gazety i powiedziałem, że nie ma kryzysu powołań, ponieważ dla Pana Boga nie ma kryzysu – to ludzie mają kryzys, dlatego, że nie odpowiadają na apel Boga, wciąż aktualny. Dlatego trzeba się modlić, by młodzi ludzie na ten apel odpowiadali.

Bardzo proszę o modlitwę za mnie, w intencji mojej parafii, w intencji mojej misji w więzieniu. Wsparcie modlitewne to jest siła. Zawsze, kiedy ktoś mi mówi że będzie się za mnie modlił albo dostaję SMS-a: „Pamiętam o Tobie w modlitwie” – to gdy idę później do pracy, wiem że nie jestem sam, że Pan Bóg działa razem ze mną. Tak więc bardzo proszę o modlitwę za wszystkich misjonarzy, we Francji i na całym świecie.

Dziękuję za rozmowę, Bóg zapłać.

Rozmawiał Mateusz Wójtowicz

RIRM

drukuj