fot. PAP/EPA

Dla ludzi w Betlejem wizyta Papieża to „źródło nadziei”

Plac Żłóbka przed Bazyliką Grobu Pańskiego w Betlejem wypełnił się od rana w niedzielę tysiącami wiernych czekających w radosnej, świątecznej atmosferze na Papieża Franciszka.

Mieszkańcy udekorowali miasto powitalnymi banerami zasłaniającymi całe budynki. Papież wylądował w Betlejem w niedzielę rano. Palestyńczycy witali go wzdłuż trasy przejazdu z siedziby władz Autonomii Palestyńskiej na Plac Żłóbka. Szczególny aplauz wywołał przystanek papieża pod izraelskim murem odgradzającym od północy Zachodni Brzeg od Jerozolimy.

Niektórzy mieszkańcy Betlejem, mimo radosnej atmosfery, nie kryją rozczarowania. Na Placu Żłóbka mieści się nie więcej niż 10 tysięcy osób. Wejdą tylko ci, którzy dostali w parafiach bilety. Na pięć tysięcy katolików w betlejemskim okręgu tylko 700 osób dostało zaproszenie na mszę odprawianą przez papieża.

W rodzinnym sklepie na rogu Placu Żłóbka 66-letnia Arlette Harb wspomina w rozmowie wizyty poprzednich Papieży. „Z Pawłem VI, którego pielgrzymkę dziś upamiętnia Franciszek, spotkałam się osobiście, jako uczennica w szkole. Gdy przyjechał tu św. Jan Paweł II, byliśmy niesamowicie poruszeni. Wszyscy tu go bardzo kochają, z głębi serca” – mówi ze łzami w oczach. „Ale ta wizyta jest wyjątkowa” – dodaje.

„Nasza sytuacja jako mniejszości jest tragiczna, jesteśmy zdesperowani. Moje dzieci wyjechały na studia do USA i nie sądzę, żeby chciały tu wracać, mają dosyć okupacji. Jeśli nic się nie zmieni, nas, strażników chrześcijańskiej tradycji w Betlejem i Jerozolimie, za jakiś czas nie będzie” – zauważa.

Podkreśla, że właśnie ze względu na desperację palestyńskich chrześcijan ta papieska wizyta ma dla wszystkich tak ogromne znaczenie, bo „ludzie potrzebują źródła nadziei”.

Część wejściówek trafiła do chrześcijan z Izraela oraz nielicznych turystów. Wśród nich jest 60-osobowa grupa polskich pielgrzymów z Torunia, o bilety na papieską mszę starali się od miesięcy. „Przeszliśmy przez pół Betlejem śpiewając, ciesząc się. Ludzie byli bardzo życzliwi, oklaskiwali nas. Atmosfera jest fantastyczna” – mówi pani Jolanta Zdrojewska.

Na placu i wzdłuż trasy przejazdu Papieża są też setki azjatyckich imigrantów zarobkowych, którzy na co dzień pracują w Izraelu, głównie w Tel Awiwie. „Południowy Tel Awiw być może jest dziś najbardziej chrześcijańskim miejscem w całym Izraelu; dziesiątki tysięcy migrantów z Azji i Afryki to chrześcijanie, katolicy i prawosławni” – mówi ojciec David Neuhaus, opiekun imigrantów-katolików.

„Wśród obywateli izraelskich są 24 tysiące rzymskich katolików, większość to Arabowie. Wśród imigrantów to 60-70 tysięcy osób. Różnica polega na tym, że arabscy chrześcijanie byli tu od zawsze – ich przodkowie są stąd. Mają tu szkoły, szpitale, instytucje, domy. Imigranci, choć jest ich prawie trzy razy więcej, nie mają prawie nic” – dodaje duchowny.

Na placu jest m.in. Filipinka Beatriz Tabuso, która pracuje w administracji kościoła, gdzie przychodzą imigranci, w ubogiej, południowej dzielnicy Tel Awiwu. Po latach opiekowania się starszymi ludźmi dziś ma swój biznes – mały sklep z torebkami. „Papież Franciszek jest skromnym człowiekiem, ma wiele empatii dla uciskanych, dla imigrantów – dlatego to dla nas takie ważne, żeby być na jego Mszy św.” – mówi Tabuso.

PAP

drukuj