fot. PAP/EPA

D. Trump zakończył wizytę w Japonii i odleciał do Korei Płd., gdzie wystąpi w parlamencie

Prezydent USA Donald Trump odleciał we wtorek z Japonii do Korei Płd., która jest drugim krajem na trasie jego pierwszej azjatyckiej podróży. W Seulu Trump spotka się z południowokoreańskimi przywódcami i wygłosi przemówienie w tamtejszym parlamencie.

Prezydencki samolot Air Force One wystartował z amerykańskiej bazy Yokota, na przedmieściach Tokio, kilka minut po godz. 10.00 czasu lokalnego (2.00 w nocy w Polsce). Po półtoragodzinnym locie wyląduje w bazie Osan, niedaleko Seulu.

Zgodnie z oczekiwaniami, zakończoną wizytę prezydenta USA w Japonii zdominowały rozmowy na temat zagrożenia ze strony reżimu północnokoreańskiego, który mimo presji społeczności międzynarodowej rozwija swój program zbrojeń rakietowych i nuklearnych.

Amerykański prezydent spotkał się w Tokio m.in. z japońskim premierem Shinzo Abem, cesarzem Akihito oraz rodzinami Japończyków uprowadzonych przez agentów Pjongjangu w latach 70. i 80. Ub. wieku.

Trump podkreślił „potężny i trwały sojusz amerykańsko-japoński” przeciwko reżimowi w Pjongjangu i zapewnił, że wojska USA będą broniły bezpieczeństwa i suwerenności „obu naszych krajów”. Abe zgodził się z amerykańskim prezydentem, że by zmusić Koreę Płn. do zaprzestania zbrojeń mogą być zastosowane wszelkie metody.

Tego rodzaju jasnych deklaracji oczekuje się od Donalda Trumpa również w Korei Południowej, która podobnie jak Japonia jest sojusznikiem USA. Z drugiej strony część południowokoreańskich polityków i społeczeństwa obawia się, że ewentualne groźby pod adresem Pjongjangu, jakie prezydent Trump może wygłosić w parlamencie w Seulu w środę rano, mogą dodatkowo zaostrzyć napięcia na Półwyspie Koreańskim.

Jeszcze we wtorek Donald Trump spotka się z południowokoreańskim prezydentem Mun Dze Inem. W przeciwieństwie do wszystkich swoich poprzedników od czasu Ronalda Reagana, Donald Trump nie uda się do strefy zdemilitaryzowanej, która oddziela Koreę Południową od jej komunistycznego sąsiada.

W ramach swojej pierwszej podróży do Azji prezydent Trump odwiedzi również Chiny, Wietnam i Filipiny. Jak sam powiedział, spodziewa się też spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, od którego oczekuje pomocy w rozwiązaniu kryzysu północnokoreańskiego. Do spotkania przywódców USA i Rosji może dojść w Wietnamie, gdzie obaj wezmą udział w szczycie Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC).

Obserwatorzy w Azji liczą, że w czasie obecnej podróży Donald Trump jasno sformułuje zasady swojej polityki wobec tego regionu. Do tej pory prezydent Trump lansował izolacjonistyczne hasło „America First”, co sugerowało mniejsze od jego poprzedników zaangażowanie w sprawy zagraniczne i wywoływało niepewność azjatyckich sojuszników USA, m.in. w kontekście coraz bardziej asertywnego stanowiska Chin i ich roszczeń terytorialnych na otaczających je morzach.

Biały Dom sygnalizował, że jednym z celów wizyty prezydenta Trumpa w Azji jest promocja interesów gospodarczych USA w tym regionie. Donald Trump chce m.in. zmniejszyć deficyt USA w handlu z Japonią, Koreą Płd. i Chinami.

PAP/RIRM

drukuj