(fot.PAP)

„Czterej śpiący” poczekają

Relikt komunizmu, nazywany zwyczajowo przez mieszkańców pomnikiem „czterech śpiących”, został kilka miesięcy temu rozebrany w związku z budową drugiej linii metra i poddany renowacji. Prezydent stolicy uznała, że przedstawiciele wspólnot mieszkaniowych nieruchomości znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu, który ma zostać przeniesiony na północną część placu Wileńskiego, nie są stroną w sporze o jego lokalizację. Jak się jednak okazuje, wojewoda mazowiecki uchylił decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz w tej sprawie.

– Postępowanie administracyjne będzie się toczyło od początku, a budowa została wstrzymana. Podjęto decyzję, nie biorąc w ogóle pod uwagę naszego zdania w tej sprawie – mówi Janina Łukasiewicz z zarządu wspólnoty mieszkaniowej Targowa 81. – O tym, że tutaj planuje się tę lokalizację, dowiedzieliśmy się, gdy zaczęto stawiać fundamenty pod oknami – dodaje. Ogromny monument ma sięgać szóstego piętra, a od okien i balkonów mieszkańców dzieliłoby go zaledwie 20 metrów. Inwestor tak się spieszył, że wyciął już dwa stare klony rosnące pod blokiem przy ul. Targowej. Zdaniem Krzysztofa Jopa, prawnika występującego w imieniu wspólnoty mieszkaniowej Targowa 81, decyzja nie jest motywowana zmianą intencji, ale jedynie błędami proceduralnymi, jakie władze stolicy mogły popełnić przy wydawaniu decyzji o nowej lokalizacji. – Organ pierwszej instancji nie przeprowadził należycie postępowania dowodowego. Dlatego sprawa została przekazana do ponownego rozpoznania. Kwestia merytoryczna w ogóle nie była brana pod uwagę – tłumaczy Jop. W jego ocenie, powrót „czterech śpiących” na plac Wileński zostaje na razie odroczony o kilka miesięcy.

Decyzja prezydent stolicy o ponownym zainstalowaniu i renowacji za blisko 2 mln zł okupacyjnego pomnika wywołuje oburzenie również wielu mieszkańców innych dzielnic. Już rok temu oprotestowali jego ponowną instalację. W ocenie prezydent, pomnik sowieckich okupantów chroni polsko-rosyjska umowa o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji z 1994 roku. Jednak jak wskazują eksperci, formalnie reguluje ona jedynie współpracę Polski i Rosji w ustalaniu, rejestracji, urządzaniu, zachowaniu i należytym utrzymaniu miejsc pamięci i spoczynku – polskich w Federacji Rosyjskiej i rosyjskich w Rzeczypospolitej Polskiej – żołnierzy i osób cywilnych poległych, pomordowanych i zamęczonych w wyniku wojen i represji, zwanych w regulacji „miejscami pamięci i spoczynku”. Przy czym strona rosyjska traktuje zapisy porozumienia bardzo szeroko, uznając, jakoby takimi miejscami były także pomniki „wdzięczności” armii sowieckiej.

– Strona rosyjska uważa, że ten pomnik jest chroniony tą umową. Jednak jest pytanie, do czego nas ta umowa zobowiązuje. Czy tylko do informowania o jakichś planach i zamierzeniach, czy też uzyskiwania zgody drugiej strony? My uważamy, że jest to tylko zobowiązanie do informowania – wyjaśnia Adam Siwek, naczelnik Wydziału Krajowego Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa. Podobnie o statusie niechcianej w Warszawie bryły wypowiada się prof. Jan Żaryn, zdaniem którego intencją ówczesnego sekretarza ROPWiM Andrzeja Przewoźnika (zginął w katastrofie smoleńskiej) nie była ochrona tego rodzaju pomników, ale jedynie miejsc pochówku. – Chodziło o wzajemność w poszanowaniu norm cywilizacji zachodniej związanej z poszanowaniem, dbaniem i honorowaniem cmentarzy. W tym miejsc tajnego pochówku, które wtedy dopiero odkrywaliśmy na terenie Rosji – wyjaśnia prof. Jan Żaryn.

W ocenie naczelnika Siwka, istnieje możliwość przeniesienia pomnika np. na Cmentarz Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Tym bardziej że władze miasta wstrzymują się z decyzją o ponownej instalacji pomnika na placu Wileńskim i „analizują scenariusz alternatywny”. – Jeżeli dostaniemy prośbę o zaopiniowanie wniosku o przeniesienie pomnika do mauzoleum, przychylimy się do niej – deklaruje w imieniu ROPWiM Adam Siwek.

Jednocześnie swoją działalność kontynuuje komitet „NIE dla czterech śpiących”, prowadząc zbiórkę podpisów pod projektem uchwały, która domaga się usunięcia obelisku z placu Wileńskiego. Jego członkowie chcą zebrać 15 tys. podpisów zameldowanych mieszkańców Warszawy.

 

Maciej Walaszczyk

drukuj