fot. PAP/Andrzej Grygiel

Czesi upamiętnili ofiary katastrofy w kopalni w Karwinie

W całych Czechach przez dwie minuty zawyły syreny. W ten sposób Czesi  upamiętnili ofiary katastrofy, do której doszło w czwartek w kopalni węgla w Karwinie.

W wyniku wybuchu metanu zginęło 13 górników. Dwunastu z nich to Polacy. Hospitalizowanych jest nadal dwóch naszych rodaków. Jeden z nich jest w stanie ciężkim.

Jednocześnie ratownicy podejmują działania, aby dotrzeć do 12 górników. Na razie jest to niemożliwe ze względu na podziemny pożar. Pracownicy służb budują tamy, które mają uszczelnić długi na trzy kilometry chodnik. Przy użyciu azotu chcą ugasić pożar.

Prof. Marek Cała, dziekan Wydziału Górnictwa i Geoinżynierii Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie, zwraca uwagę, że do wybuchu w kopalniach dochodzi, gdy stężenie metanu sięga ok. 5 proc. Dopuszczalna wartość wynosi ok. 1. proc.

– Jeżeli to stężenie przekroczy 5 proc., wtedy mamy do czynienia z wybuchem metanu. Temperatura powietrza dochodzi do 1000 stopni Celsjusza. Jeśli to stężenie metanu będzie w granicach 9-10 proc., to mamy dodatkowo pożar. Zapala się gaz i pył węglowy, temperatura dochodzi do 1300 stopni. To jest po prostu piekło. Przebywanie w tej strefie praktycznie wyklucza możliwość przeżycia – wyjaśnia prof. Marek Cała.

Kopalnia węgla kamiennego w Karwinie została tymczasowo wyłączona z eksploatacji. 800 pracowników z dwóch zmian zostało w domach.

W czeskich kopalniach pracuje kilka tysięcy Polaków. Decydują o tym zazwyczaj kwestie finansowe.

RIRM

drukuj