fot. flickr.com

Czechy: Demonstracja poparcia dla Węgier

Około 200 osób demonstrowało w czwartek pod ambasadą Węgier w Pradze, krytykując Parlament Europejski za rezolucję wzywającą do uruchomienia wobec tego kraju procedury art. 7 Traktatu Unii Europejskiej. Gdy mówiono o czeskich europosłach wspierających rezolucję, słychać było okrzyki „zdrajcy” i gwizdy.

Na demonstracji było kilku posłów i senatorów z różnych partii. Poparli oni węgierską politykę migracyjną oraz zapowiedź premiera Węgier Viktora Orbana, że nie zamierza odchodzić od niej nawet o cal.

„Nie można karać legalnie wybranego rządu za to, że realizuje swój wyborczy program, który dostał jeden z najsilniejszych mandatów spośród wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej” – mówił przed ambasadą Węgier wiceprzewodniczący Izby Poselskiej i przewodniczący prawicowego, antyimigracyjnego ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) Tomio Okamura.

Podkreślał, że Węgry za swoją politykę migracyjną padły ofiarą szantażu ze strony instytucji europejskich.

„Instytucje europejskie wkroczyły na drogę otwartej agresji przeciwko Węgrom, którą można w płaszczyźnie politycznej porównać do agresji na Czechosłowację w 1968” – mówił Tomio Okamura.

Ta agresja jest – jego zdaniem – skierowana przeciwko państwom Grupy Wyszehradzkiej, kluczowego partnera Czech.

Inny z mówców, wiceprzewodniczący czeskich socjaldemokratów (CzSSD) Jaroslav Foldyna podkreślał, że trzeba okazywać solidarność wobec partnerów z Grupy Wyszehradzkiej.

„I w Polsce i na Węgrzech są legalnie wybrane władze i problem jest bardzo podobny. Przypadek Węgier wzmacnia temat migracji, ale Polska także ma nasze poparcie” – powiedział PAP.

Zastrzegł, że nie reprezentuje tutaj „żadnej partii politycznej, tylko siebie”.

Eurodeputowany Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSCM) Jaromir Kohliczek powiedział, że Parlament Europejski już po raz drugi stara się ingerować w wewnętrzne sprawy krajów Europy Środkowej.

„Gdy przyjmowano rezolucję przeciwko Polsce, myśleliśmy, że już niczego podobnego nie zobaczymy. Z przyczyn zasadniczych nie zgadzam się, żeby ktoś z Komisji Europejskiej lub Parlamentu Europejskiego mówił nam, co mamy robić. Już raz zrobili to wobec Polski, teraz wobec Węgier, to może się okazać, że kolejna będzie Słowacja lub Czechy” – mówił europoseł.

Polityk prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) Vaclav Klaus junior (syn byłego prezydenta Vaclava Klausa) stwierdził, że zdecydował się na obecność na demonstracji nie dlatego, że chce poprzeć Orbana lub go oceniać.

„Węgry mają prawo rządzić się po swojemu, tak jak chcą” – powiedział.

Dodał, że przed ambasadą Węgier demonstruje na rzecz wolności i demokracji. Zapowiedział też, że będzie się starać o powtórne głosowanie w Izbie Poselskiej nad rezolucją, która potępiałaby głosowanie w Parlamencie Europejskim. Podczas posiedzenia Izby 13 września przyjęcie takiej rezolucji nie powiodło się.

PAP/RIRM

drukuj