PAP/Jacek Turczyk

Córka Jolanty Brzeskiej przed komisją weryfikacyjną

Walczyła o prawa wyrzucanych z mieszkań lokatorów, zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Mowa o Jolancie Brzeskiej, której córka Magdalena zeznawała dziś przed komisją weryfikacyjną. Jak podkreśliła, obok miasta egzaminu nie zdały także polskie sądy, które w sytuacjach spornych za każdym razem stawały po stronie handlarza roszczeń – Marka M.

Żyła w mieszkaniu przy Nabielaka 9. Zginęła w tragicznych okolicznościach.

– Miała spaloną twarz, ręce, więc wszelkie jakieś ślady duszenia, zadrapania, bicia, krępowania, to wszystko zostało skutecznie zniszczone przez ogień – wspomina Janusz Baranek z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej.

Śledztwo w sprawie śmierci Jolanty Brzeskiej umorzono w 2013 roku. Wznowione zostało trzy lata później.

– Jest nam też wstyd za to, co zrobiło z tą sprawą polskie państwo – mówił dzisiaj Patryk Jaki, przewodniczący komisji weryfikacyjnej.

W przypadku śmierci Jolanty Brzeskiej samobójstwo było praktycznie niemożliwe.

– To było sześć lat temu. Trudno dzisiaj pewne dowody odzyskać tak naprawdę. Wiele śladów zostało zatartych – podkreślał Paweł Lisiecki, poseł PiS, członek komisji weryfikacyjnej.

Dziś przed komisją weryfikacyjną zeznawała córka Jolanty Brzeskiej – Magdalena. Szykanowanie i próby włamania – w taki sposób handlarze roszczeń próbowali zmusić lokatorów do wyprowadzki z budynku przy Nabielaka 9.

– To był jeden wielki strach, strach tego, że ktoś wejdzie do mieszkania, że ktoś coś zrobi, że ktoś zrobi jakąś krzywdę. Mama czuła się naprawdę bardzo zestresowana – mówiła Magdalena Brzeska.

Zestresowana, bo zatrzymany handlarz roszczeń Marek M. kazał jej płacić nawet za możliwość wejścia do budynku – 500 zł miesięcznie. Stołeczny ratusz w całej sprawie nie kiwnął palcem.

– Mama pisała bardzo dużo pism. Ostatnie – z tego, co pamiętam – napisała do ratusza 28 lutego, czyli dosłownie dzień przed swoją śmiercią – zaznaczyła córka Jolanty Brzeskiej.

Egzaminu nie zdały także sądy.

– Sądy stawały zawsze po stronie pana Mossakowskiego. Zawsze, i tak naprawdę były momenty, że moja mama miała tak mniej więcej osiem rozpraw miesięcznie – podkreślała Magdalena Brzeska.

Jak zeznała Magdalena Brzeska, jej matka była jedyną osobą, która nie otrzymała propozycji mieszkania socjalnego. W momencie eksmisji znalazłaby się na bruku.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj