Co dalej z PGNiG?

Była już prezes zachowała się w sposób absolutnie nieprofesjonalny ws. memorandum; wiceprezes natomiast jest osobą, która już raz straciła posadę w PGNiG – powiedział poseł Przemysław Wipler.

Nie milkną komentarze po odwołaniu przez Radą Nadzorczą PGNiG szefowej spółki Grażyny Piotrowskiej-Oliwy i wiceprezesa ds. handlowych Radosława Dudzińskiego. Były dyrektor Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii w Ministerstwie Gospodarki powiedział, że Dudziński był za rządów PiS relegowany ponieważ nie był w stanie zaakceptować strategii.

–  Uparcie próbował budować infrastrukturę, która miała umożliwiać import do Polski dużych ilości rosyjskiego gazu i od innych pośredników. Był m.in. gorącym orędownikiem rurociągu Bernau–Szczecin, który miał być budowany przez Aleksandra Gudzowatego. Wtedy, pomimo że w dokumentach rządowych nie było opcji budowy tzw. opcji interkonektorów, czyli gazowych połączeń międzynarodowych, prezydent Dudziński uparcie próbował – w innych korporacyjnych dokumentach programowych spółki PGNiG – utrzymywać te inwestycje – powiedział Przemysław Wipler.

Za rządów koalicji PiS-LPR-Samoobrona priorytetem była budowa gazoportu, była to próba połączenia Polski z Norwegią. Teraz, jak mówi polityk, jesteśmy w sytuacji w której ważniejsze od tego kto odszedł jest to, kto przyjdzie na to miejsce i jakie pomysły będzie forsował.

– PGNiG w chwili obecnej jest największym zwolennikiem wydobycia gazu łupkowego w Polsce.  W praktyce natomiast największym przeciwnikiem  – bo ma fatalny kontrakt – kupuje duże ilości gazu od Rosjan po bardzo wysokiej cenie. Ma kontrakt – bierz lub płać. Oznacza to, że jeżeli w Polsce nie rozwiną się elektrownie gazowe PGNiG po prostu nie będzie miał co robić. Dlatego tak naprawdę rozwój rynku gazu łupkowego w Polsce nie jest w jego interesie. Być może dlatego jego wydobycie przestało się rozwijać – dodał Przemysław Wipler.

RIRM 

drukuj