PAP/EPA

Ciąg dalszych protestów „żółtych kamizelek”

Tysiące „żółtych kamizelek” połączyło siły ze związkowcami, by razem wyjść na ulice Paryża i zaprotestować przeciwko rządowi Emmanuela Macrona.

Tak jak podczas poprzednich protestów, tak i teraz uczestnicy akcji nieśli sztandary i transparenty z hasłami przeciwko prezydentowi Emmanuelowi Macronowi. Wyjątek był jeden, do „żółtych kamizelek” tym razem dołączyli przedstawiciele związków zawodowych.

– Same w sobie „żółte kamizelki” nie wystarczą! gdyby cała Francja pojechała do Paryża na cotygodniowe protesty „żółtych kamizelek”, to dopiero byłoby coś, ale tym razem przyjechali na tę demonstrację przedstawiciele związkowi, by wesprzeć „żółte kamizelki”. Wszyscy mamy wymagania – mówi Francine Gallien.

Zarówno związkowcy, jak i „żółte kamizelki” doszli do wniosku, że połączenie sił może w jakimś stopniu zmienić trwającą od listopada sytuację.

– Wszyscy musimy być zjednoczeni. „Żółte kamizelki” są tutaj po to, by potępić niestabilność pracy i tak dalej, ale musimy także potępić to, co dzieje się w sektorze zatrudnienia – wskazuje protestujący związkowiec Laurent Seguin.

„Żółte kamizelki” – oprócz rezygnacji z planowanej podwyżki podatków od paliwa, z której rząd już się wycofał domagają się podniesienia płac, emerytur i zasiłków dla bezrobotnych – zgłaszają też żądania polityczne, w tym dymisję Emmanuela Macrona.

TV Trwam News/RIRM

drukuj