fot. E. Sądej/Nasz Dziennik

Chrześcijanie w Syrii potrzebują wsparcia

Chrześcijanie w Syrii cały czas potrzebują wsparcia, by mogli wrócić do normalnego życia. Kraj jest wyniszczony wojną, gospodarka nie funkcjonuje, panuje ogromna korupcja. Wielu młodych ludzi myśli o emigracji.

Jak podają statystyki, dziś więcej ludzi w Syrii umiera z powodu braku opieki medycznej niż od bomb. W wyniku wojny i ogromnych zniszczeń wiele osób głoduje. Brakuje najbardziej podstawowych środków, w tym żywności dla dzieci i karmiących matek. Zniszczone są szkoły, które dla mniejszości chrześcijańskiej w tym kraju były nadzieją na lepszą przyszłość najmłodszych. Dzieci uczą się w prowizorycznie przygotowanych klasach, wierząc, że gdy wojna się skończy, będą mogły wrócić do szkół i lekcji, które pamiętają „jak przez mgłę” lub znają już tylko z opowieści.

– Mamy nadzieję, że wraz z pokojem, którzy przyjdzie, przyjdzie również pokój dla wszystkich chrześcijan. Jak wiemy, tereny odbite z rąk rebeliantów, zajęte przez rządy Asada, niosą również bezpieczeństwo dla chrześcijan, bo to ekstremiści świata islamu, zajmując tereny, dokonywali prześladowań i masakr na społeczności chrześcijańskiej. Natomiast w większości odbitych terenów jest już spokojnie. Chrześcijanie cieszą się też wolnością religijną, próbują odbudowywać swoje kościoły, swoje domy, swoją społeczność, która została zdziesiątkowana przez trwającą wojnę – mówi ks. Rafał Cyfka z Organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Aby chrześcijanie mogli zostać w Syrii i tam głosić Ewangelię, potrzebują naszego wsparcia i pomocy.

– Syria nieprędko podniesie się z zadanych jej ran po zakończeniu tej wojny, więc pomoc humanitarna i pastoralna oraz wsparcie moralne dla tamtejszych chrześcijan, a także mieszkańców Syrii, będzie jak najbardziej konieczne – zaznacza ks. Rafał Cyfka.

Wojna, która od 8 lat wykrwawia Syrię, sprawiła, że populacja chrześcijan w tym kraju spadła do dwóch procent.

– Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ około miliona chrześcijan wyemigrowało z Syrii. Pozostali są społecznością drugiej kategorii, mimo że to chrześcijanie byli rdzennymi mieszkańcami Syrii, zanim przyszli tam muzułmanie – podkreśla dr Piotr Gawryszczak.

Obecność wyznawców Chrystusa na Bliskim Wschodzie wydaje się zanikać nie tylko z powodu zniszczonych kościołów, ale także z powodu migracji ludzi za granicę. W Aleppo przed wojną mieszkało 180 tysięcy chrześcijan a teraz – już tylko 32 tysiące. Młodzi ludzie chcą wyjechać do innych krajów, aby znaleźć pracę.

„Obliczyłem, że 40 proc. naszej wspólnoty to ludzie starsi” – mówi ks. bp Joseph Tobji.

TV Trwam News/RIRM

drukuj