fot. R.Sobkowicz/Nasz Dziennik

Chrześcijanie spychani do morza

Z ks. bp. Hyacinthem Oroko Egbebo, wikariuszem apostolskim w Bomadi w Nigerii, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Największym problemem Kościoła w Nigerii jest prześladowanie chrześcijan. Czy mógłby Ksiądz Biskup powiedzieć, jaka jest skala tego groźnego zjawiska?

– Ten problem istnieje w naszym kraju już od dłuższego czasu. Znana jest nam także przestroga, że muzułmanie chcieliby podbić północną część Nigerii i uczynić ją państwem islamskim. Potem zaś, kiedy już to uczynią, będą chcieli zanurzyć Koran w oceanie, jednym słowem – pójść z podbojem na południe i wyprzeć stamtąd ludność chrześcijańską. I właśnie zgodnie z tym wyznawcy Allaha od czasu do czasu podejmują próby podporządkowania sobie zarówno północy, jak i południa. Obecnie pojawiła się sekta Boko Haram, która to hasło próbuje wcielić w życie w najbardziej brutalny sposób. Jest to grupa bardzo dobrze zorganizowana, świetnie uzbrojona i wspierana zarówno przez siły z zagranicy, jak i wielu lokalnych polityków. Wraz z nadejściem demokracji muzułmanie poczuli, że stali się ekonomicznie w pewien sposób zdyskredytowani. Przed nastaniem demokracji w Nigerii panowały rządy wojskowe, a była to władza złożona wyłącznie z islamistów i dzięki temu mogli oni ekonomicznie na tym korzystać, np. poprzez przyznawanie funduszy pochodzących z wydobycia i sprzedaży ropy swoim ludziom. Jednakże obecnie istota problemu zasadza się na tym, że większość pokładów ropy jest umiejscowiona w moich rodzinnych stronach, czyli na południu. Za czasów rządów wojskowych aż 82 proc. z nich było własnością ludzi z północy, czyli właśnie islamistów. Jednakże w wyniku wolnych wyborów trafiały one dwukrotnie w ręce chrześcijańskich przywódców. Szczególnie problematyczne dla nich okazały się drugie wybory, w których znów zwyciężył chrześcijanin. Wówczas muzułmanie zabili mnóstwo osób. Większość wyznawców Chrystusa mieszkających na północy została zabita tylko i wyłącznie dlatego, że został wybrany kolejny południowiec. Dziś możemy mówić o kulminacji fali ataków, na które niewiele można poradzić. Kiedy bowiem próbowano negocjować z Boko Haram, sekta odpowiedziała, że mordy nie ustaną, dopóki prezydentem nie zostanie muzułmanin.

Jakie metody stosuje Boko Haram?

– Najbardziej przerażające wydają się masowe zabójstwa dokonywane przez Boko Haram na dzieciach. Bojownicy z tej sekty po prostu wchodzą do szkół i klas, gdzie przebywają chrześcijańscy uczniowie, i oddają w ich stronę serie z karabinów. Uzasadniają to stwierdzeniem, że „edukacja jest złem dla islamu”. Dodają, że nie chcą, aby ktokolwiek się kształcił, dlatego zamierzają nadal zabijać dzieci. Ponadto regularnie bombardowane są nasze kościoły, np. w Mandali w Boże Narodzenie został zbombardowany kościół św. Teresy w czasie, kiedy odbywały się tam nabożeństwa. Zginęły całe rodziny. W swoich atakach islamiści są wyjątkowo brutalni i bezwzględni.

Jaki cel ma ta brutalność z ich strony?

– Przede wszystkim chcą przestraszyć wszystkich, którzy się opierają i nie zgadzają się przejść na islam. Jest to kolejny etap przepędzania chrześcijan jak najgłębiej na południe, tak aby na północy zostali sami muzułmanie i aby można było tam utworzyć państwo wyznaniowe. Chcą tam wprowadzić prawo szariatu, zaś tamtejsi chrześcijanie się temu oczywiście sprzeciwiają, nie godząc się na fakt, że próbuje się z nich na siłę zrobić muzułmanów. Jest to więc z ich strony taktyka zastraszania, próba pokazania, że przemoc jest tym właśnie, czego chcemy. W mojej ocenie, jest to otwarte wypowiedzenie wojny państwu Nigeria. I tak to właśnie należy postrzegać.

Czy w ostatnim czasie znów odnotowano jakąś aktywność tych fanatycznych muzułmanów?

– Zaledwie kilka dni temu dowiedzieliśmy się o kolejnych atakach na szkoły i na farmy. Zabijają po prostu ludzi na polach. Jeśli więc pracujesz na swojej ziemi, musisz liczyć się z tym, że oni mogą przyjść i cię zabić.

Ksiądz Biskup odczuł w jakiś sposób na sobie te prześladowania?

– Nie, nie byłem w żaden sposób zaatakowany. Pracuję bardzo głęboko na południu kraju, tam nie spotykamy się niemal z żadnymi atakami. Jednakże nasi wierni są rozrzuceni po całej Nigerii i ci z północy coraz częściej szukają schronienia na naszych ziemiach, więc dodatkowo musimy się jeszcze borykać z problemem uchodźców.

Ekscelencja przyjechał do Polski z okazji Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym, by prosić o wsparcie dla wyznawców Chrystusa w Nigerii. Na jaką pomoc liczy nigeryjski Kościół ze strony państw Zachodu?

– Moja ojczyzna cały czas jest krajem bardzo słabo rozwiniętym, więc pomoc, na jaką ja osobiście bym liczył, sprowadza się do tej materii. Przede wszystkim potrzebujemy więc księży. Nigeria ma wprawdzie bardzo duży potencjał, jeśli chodzi o powołania kapłańskie, wielu młodych chłopców chciałoby związać swoje życie ze stanem duchownym. W obecnej sytuacji jest to jednak bardzo trudne. Choćby tylko w mojej diecezji istnieją szkoły, które nie są niestety w stanie odpowiednio wykształcić uczniów tak, aby możliwe było ich przyjęcie do seminarium. Ponadto coraz więcej szkół jest zamykanych przez władze i konieczność poprowadzenia i utrzymania ich spada na Kościół. Potrzebujemy więc największego wsparcia dla naszych szkół podstawowych i średnich, tak aby móc w ogóle nimi zarządzać i by mogły normalnie funkcjonować. Do tego jednak potrzebne są pieniądze i dlatego proszę o pomoc. Przy tym także chcielibyśmy móc budować nasze kościoły, niestety jesteśmy tak biedni, że i tego nie możemy zrobić.

Czy dotychczas nigeryjski Kościół mógł liczyć na jakąś pomoc z zewnątrz?

– Jak do tej pory nie otrzymywaliśmy żadnej pomocy. Poza jednym wydarzeniem z zeszłego roku, kiedy również byłem w Europie i apelowałem w sprawie wody. W naszym kraju bowiem ogromny odsetek ludzi nie ma czystej wody do picia. W moim regionie, gdzie cały czas trwa nieograniczone żadnymi względami środowiskowymi wydobycie ropy, trujące gazy nieustannie dostają się do atmosfery. Problem zaczyna się, kiedy wraz z opadami deszczu dostają się one do zbiorników wodnych i rzek. Nie muszę mówić, że picie tak skażonej wody jest bardzo niebezpieczne. Wówczas dowiedziałem się, że mnóstwo dzieci, także w waszym kraju, zbierało pieniądze, aby pomóc nam w tej sprawie. To było cudowne, że dzięki tym dzieciom wiele osób w Nigerii miało po prostu co pić. Wciąż jednak przytłaczająca liczba obywateli nie ma dostępu do czystej wody.

Co dla Ekscelencji znaczy wizyta w Polsce, Ojczyźnie Jana Pawła II, Papieża, który zawsze głośno stawał w obronie prześladowanych chrześcijan?

– Bardzo się cieszę wraz z Polską, że wasz kraj wydał tak wspaniałego człowieka jak Jan Paweł II. O tym, jak wielką był on osobą, świadczył chociażby jego pogrzeb, na który przybył przecież cały świat. Pamiętam doskonale, jak w telewizji śledziłem jego odchodzenie i słowa, które wówczas skierował do młodych ludzi: „Szukałem was, teraz wy przyszliście do mnie”. Pamiętam też te twarze młodych ludzi, którzy modlili się na różańcu, to wszystko znaczyło dla nas w Nigerii bardzo dużo. Dziś więc, kiedy przybywam do Polski, mogę śmiało powiedzieć, że Jan Paweł II przybył do mnie pierwszy. Wasz Papież spopularyzował Polskę w bardzo dużym stopniu. Pomimo że wasz kraj był wprawdzie znany już wcześniej, to właśnie on umieścił go na mapie świata bardziej niż ktokolwiek i cokolwiek w przeszłości. Był to człowiek bardzo charyzmatyczny i osobiście bardzo się cieszę, iż zostanie wkrótce ogłoszony świętym.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj