Choroba szalonych głów

Sprawa zakazu in vitro nie traci na aktualności i jest szansa, aby wparlamencie odbyła się dyskusja na ten temat. Oczywiście pod warunkiem, żeposłowie podejdą do sprawy w sposób merytoryczny, a nie na mocy apriorycznychuprzedzeń. Z rozmowy z Janem Filipem Libickim ("Nasz Dziennik", 26 października)wynika, że można mieć nadzieję na tego rodzaju rzeczową debatę. Oby tak sięstało, ponieważ projekt "Contra in vitro" jako jedyny nie dopuszczakompromisu ze złem.

Niepokojąca jest natomiast informacja podana przez "NaszDziennik" o postawie trzech posłów – członków Rycerzy Kolumba. Jeślinawet tacy ludzie się chwieją, to co można pomyśleć o reszcie towarzystwasejmowego, zwłaszcza z "Partii Obrotowej" (PO), która ustawia się wzależności od kierunku wiatru?

Rewolucja w prokreacji?
Problem jest o tyle poważny, że choroba cywilizacyjna, jaką jest zapłodnieniepozaustrojowe, rozszerza się i przyjmuje coraz ostrzejszą postać. Pojawiłysie informacje na temat nowych "osiągnięć" naukowców, którzypotrafią "zrodzić" człowieka zupełnie bez udziału mężczyzny ikobiety. Potrafią bowiem produkować gamety męskie i żeńskie z tak zwanychkomórek macierzystych. Interesujące jest to, że te poczynania naukowcówzostały podjęte w ogólnym zamiarze leczenia niepłodności, tymczasem sposóbuzyskania owych wyników określony przez media słowem "rewolucja",oznacza, że to, co dotychczas nazywano płodnością, przestanie być płodnością,ustępując miejsca procesom technologicznym. Człowiek będzie w całościtraktowany jako surowiec, inkubator i jako produkt biotechnologii. Jest to wjakimś sensie "rewolucja", ponieważ oznacza przewrócenie, wywróceniei odwrócenie naturalnego porządku rzeczy. Właściwy kierunek tej"rewolucji" polega na tym, że likwiduje całą antropologiczną tożsamośćpłodności, odrzuca poza ramy człowieczeństwa i duchowego świata osoby całyproces rodzenia życia ludzkiego, który przestanie już być ludzki. Nie nadarmo pewne organizacje polityczne i ideologiczne walczyły o to, aby z języka,z podręczników, z encyklopedii i dokumentów prawnych usunąć takie słowa,jak: "ojciec", "matka", "syn", "córka","zrodzenie", "rodzina", "małżeństwo"."Rewolucja", o której mowa, sprawia, że tego rodzaju pojęcia należącedo odwiecznej tradycji ludzkości staną się niezrozumiałe i stracą swojąpodstawę ontologiczną. Świat przestanie być ludzki, przestanie miećcharakter domu, w którym spotykają się dzieci jednego Ojca, który stworzyłniebo i ziemię. Ale taki świat nie będzie już do niczego potrzebny. Dlategomożna już logicznie i moralnie mówić o "końcu świata", zanimjeszcze "zostaną poruszone moce niebios", ponieważ ten ludzki światjuż nie będzie rozpoznawalny jako ludzki, czyli taki, w którym mieszkająsens i miłość.

Zachwyt i krytyka
Nie wszyscy na szczęście zachwycają się stroną techniczną tychrewolucyjnych "wynalazków". Wypowiedź Hillary White (LifeSiteNews.com,29 października) przytacza krytyczne opinie ludzi, którzy dostrzegają aspektymoralne tego rodzaju wydarzeń. Na przykład Anthony Ozimic, rzecznik SPUC (Societyfor the Protection of Unborn Children – Stowarzyszenie na rzecz Obrony DzieciNienarodzonych), stwierdza, że jest to nadal przejaw kultury śmierci, ponieważza cenę wielkiego ryzyka prowadzi do wątpliwych sukcesów w postaci wad udzieci poczętych i nieudanych porodów. Ozimic podkreśla także, iż tegorodzaju praktyka sztucznej reprodukcji rozbija i niszczy relacje budujące istotęrodziny. Poszukiwanie gamet przy wykorzystaniu embrionów jako surowca jest zpunktu widzenia naukowego "poronionym pomysłem": zabija się żyweembriony, aby uzyskać materiał do badań naukowych – stwierdził rzecznik SPUC.A nawet jeśli nie wchodzi to w grę, zachwalana technika doprowadzi dopowstawania wielu embrionów poza ludzkim ciałem po to, by je zabijać lub używaćdo eksperymentów. – Badacze niszczą życie w wątpliwych naukowoposzukiwaniach w celu produkowania życia – dodał Ozimic.
W opinii dr Dianne Irving, raport na temat nowych "osiągnięć"świadczy o tym, że nauka, medycyna i oczekiwania pacjentów "osiągnęłyniebezpieczny punkt, który trzeba określić jako szaleństwo". DoktorIrving powiedziała także, iż jest to już stopień całkowitego moralnegobankructwa badań naukowych i jakieś zaślepienie narcyzmem połączone zegoizmem, jeśli naukowcy i lekarze myślą, że mogą robić w laboratoriachabsolutnie wszystko, co tylko chcą, żeby zaspokoić rozdęte ambicje własnegoego. Tymczasem niektórzy uważają, że tego rodzaju osiągnięcia mogą być"dobrodziejstwem" dla par homoseksualnych, które w ten sposób mogąwyprodukować "własne dziecko". Ale po co? Czy naukowcy zadają sobietakie pytanie? Jeśli ktoś nie jest zdolny zadać sobie pytania o sens i celludzkiego działania, jest to dowód, że zapomniał, iż jest człowiekiem. Możekomuś z rządzących światem właśnie na tym zależy?

Głos mają biskupi
Episkopat Stanów Zjednoczonych (zebrany na jesiennej sesji) stanowczo inatychmiast zareagował na te "rewolucyjne" doniesienia. Niezależnieod przygotowywanego dokumentu pt. "Miłość i życie w planie Bożym"wydał oświadczenie zatytułowane "Życiodajna miłość w epocetechnologii". Na 22 stronach amerykańscy biskupi wykładają naukę Kościołao tym, że prokreacja nie może być godziwie oddzielona od jedności małżeńskiej.Kościół, żywiąc prawdziwe współczucie dla tych, którzy cierpią z powodubraku potomstwa, uważa jednak, że pewne technologie nie służą rozwiązaniuproblemu niepłodności. Dokument stwierdza, iż pod pozorem pomocy dla małżeństwniepłodnych "pewne praktyki naruszają godność małżonków jako osób ijako małżonków oraz godność dziecka". Usiłowania, by zastąpić aktmałżeński (w procesie zapoczątkowania życia), "są na tyle skażonemoralnie, że są niegodne tego wstrząsającego daru, który Bóg oferuje mężowii żonie, powołując ich w jedności jako oblubieńców i rodziców".
We wstępie ks. kard. Justin Rigali, uzasadniając konieczność publikacjitakiego dokumentu, stwierdził, że istnieje "wielkie zamieszanie wśródświeckich w odniesieniu do kościelnego nauczania na temat technologii płodności,łącznie z zapłodnieniem in vitro, klonowaniem i innymi moralnieproblematycznymi technikami". Kardynał Rigali zaznaczył, iż "żadnametoda „produkowania dzieci” nie może być uważana jako działaniepro-life". Dokument amerykańskiego Episkopatu podkreśla, że prokreacja(rodzicielstwo) musi wyrażać poszanowanie dla godności dziecka. "Dziecinie mogą być uważane za przedmiot posiadania, produkowania, manipulowania czyplanowania. Dzieci są osobami obdarzonymi pełną ludzką godnością i rodzicesą powołani do tego, by je przyjmować, troszczyć się o nie, wychowywać jena członków rodziny Bożej i Bożego królestwa. Dzieci mają prawo, by były”zrodzone”, a nie „zrobione”". Dokument amerykańskich biskupówprzypomina, że Kościół zawsze potępiał takie praktyki, jak oferowaniegamet męskich czy żeńskich, macierzyństwo "zastępcze", zapłodnieniein vitro, sztuczna inseminacja i klonowanie. Zgodnie z zasadami sformułowanymiw "Dignitas personae" biskupi USA nie polecają praktyki adopcji zamrożonychembrionów, choć niektórzy katolicy zaangażowani w ruch pro-life skłonni sąpoprzeć tę praktykę. Wiążą się z tym poważne problemy moralne. Należyraczej zaprzestać praktyki in vitro i nie produkować "zbędnych"embrionów. Kardynał Rigali stwierdził, że współczesne technologie"reprodukcyjne" przyczyniły się do dehumanizacji życia w początkowejfazie jego rozwoju, i z tą postawą (dehumanizacji) trzeba walczyć.

Dalsze opinie krytyczne
W artykule zamieszczonym w "MailOnline"[1] oprócz korzyści dlamedycyny obiecuje się także przesunięcie menopauzy, co jest pociechą dlastarszych pań, które dopiero w późniejszym wieku zapragnęły zostaćmatkami. Pojawiły się również zastrzeżenia z punktu widzenia etyki. Naprzykład dr Peter Saunders stawia pytanie: "Dlaczego tworzymy sztucznegamety (jajeczka i spermę) i równocześnie dokonujemy 200 tysięcy aborcjirocznie, kiedy tak wiele małżeństw ubiega się o adopcję?". JosephineQuintavalle ostrzega, że przy tej praktyce tworzenia sztucznych gamet wszelkieskazy biologiczne mogą przejść na przyszłe pokolenia. Tu przypomniano takżezdanie znanego już nam Anthony”ego Ozimica, że "żaden postęp medycznynie upoważnia do odrzucenia podstawowych zasad etycznych stojących na strażyprawa do życia".
Pod artykułem pojawiły się komentarze, które jak zwykle odzwierciedlająogromny rozrzut myśli i opinii na dany temat. Na przykład ktoś uważa, żeskoro człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże, to może naśladowaćBoga i stwarzać nowe rzeczy, byle to czynił z miłości. Ktoś inny wyrażapretensję, dlaczego uczeni nie wynaleźli leków na tak wiele chorób, którepozostają nieuleczalne, choć tracą tak wiele pieniędzy i czasu, aby zarabiaćnowe pieniądze. Jeszcze ktoś inny zauważa, że jesteśmy świadkami kolejnegokroku ku urzeczywistnieniu "Nowego wspaniałego świata" według wizjiAldousa Huxleya, jednak z akcentem krytycznym. Ktoś inny z entuzjazmem wychwalapostęp naukowy, krytykując Kościół za to, że ten postęp usiłuje hamować.
Widoczna w niektórych wypowiedziach tendencja do absolutyzacji technikiznalazła pogłębione naświetlenie w encyklice Benedykta XVI "Caritas inveritate". Czytamy tutaj: "Głównym i kluczowym polem walki międzyabsolutyzmem techniki a odpowiedzialnością moralną człowieka jest dzisiajbioetyka, w której to dziedzinie rozgrywa się decydująco kwestia możliwościintegralnego rozwoju ludzkiego. Chodzi o bardzo delikatną i decydującą sferę,w której z dramatyczną mocą dochodzi do głosu fundamentalne pytanie: czy człowiekjest wytworem samego siebie, czy też zależy on od Boga" (nr 74).Zagadnienie to jest pogłębiane w kolejnych paragrafach.

Błąd antropologiczny
Cały ten problem świadczy o pogłębiającym się pęknięciu ludzkiej świadomości(głównie zbiorowej świadomości formowanej przez media) powodującymoddzielenie płodności od małżeństwa jako podmiotu miłości oblubieńczej mężai żony. Laboratoryjne produkowanie płodności ma na celu "wyręczenie"małżeństwa, które tym samym zostaje zredukowane do "partnerstwa" onieokreślonej tożsamości antropologicznej i moralnej. Jest to tylko drugastrona medalu ukazanego ludzkości w okresie kultu pigułki antykoncepcyjnej, wktórym obiecano nieskrępowane używanie seksu za pomocą "naukowej"antykoncepcji, oddzielającej "miłość" od płodności, zaliczanejodtąd do spraw biomedycznych.
Ta redukcja była tak radykalna, że pojęcie "życia" łączonowyłącznie z seksem, natomiast ciąża zaczęła być uważana za chorobę,wobec czego pojęcie "zdrowia reprodukcyjnego" zawierało jako głównąofertę dla kobiet "bezpieczną aborcję". Ta mentalność jest nadalpogłębiana i propagowana przy pomocy niesławnej organizacji, która podszyldem "planowanego rodzicielstwa" planuje programową rozwiązłośćprzeciwną wszelkiemu rodzicielstwu. Mówi o tym najnowsza"Deklaracja" Międzynarodowej Federacji Planowanego Rodzicielstwa(International Planned Parenthood Federation – IPPF) na temat "prawseksualnych"[2]. Deklaracja ta, nazwana przez rzecznika Amerykańskiej LigiŻycia (American Life League – ALL) "Deklaracją rozwiązłości", głosinieograniczone prawo do używania "seksu" także dla dzieci, twierdząc,że mają one autonomiczne prawo do uzyskiwania przyjemności seksualnejstosownie do swoich możliwości. Tym samym ci, którzy "pomagają" wtym dzieciom (przez odpowiednie molestowanie), mogą się czuć bezkarni. RitaDiller z American Life League twierdzi, że po raz pierwszy Planned Parenthoodzupełnie oddzielił "prawa seksualne" od "prawreprodukcyjnych" i ukazał się jako "zwolennik absolutnie nieskrępowanegoseksu dla każdego, również dla dzieci". Istnieje przypuszczenie, że tendokument pozostaje w jakimś związku z problematycznym projektem reformy służbyzdrowia proponowanym przez prezydenta Obamę.
Widać na tym przykładzie, jak daleko zaszedł w naszej kulturze procesuprzedmiotowienia ciała i urzeczowienia płci. Słusznie występują przeciwtemu księża biskupi (tym razem w Polsce) w dokumencie "Służyć prawdzieo małżeństwie i rodzinie" (Warszawa 2009). Warto byłoby przytoczyćfragmenty zawarte w numerach 71-78. Jest tu zwięźle, ale dobitnie przypomniananauka Kościoła, szczególnie Ojca Świętego Jana Pawła II. Tylko ci, którzynie rozumieją, na czym polega różnica między człowiekiem a zwierzęciem,mogą z zimną krwią akceptować i popierać programy "wychowaniaseksualnego" komponowane właśnie w duchu ideologii IPPF.

Ks. prof. Jerzy Bajda

1 Fiona Macrae, 29 October, "No men or Women needed: Scientist createsperm and eggs from stem cells".
2 Coming soon: Planned Parenthood”s inalienable Right-freedom for Children,NewsWire, 29 October.

drukuj