fot. PAP

Chcą drażnić społeczeństwo i odebrać należne prawa

Intencja jest jedna – chcą prowokować i drażnić społeczeństwo, odebrać należne mu prawa w tym prawo do własnych niezależnych mediów, takich jak TV Trwam – powiedział prof. Piotr Jaroszyński, wykładowca WSKSiM.

Prof. Piotr Jaroszyński odniósł się w ten sposób do ujawnionych przez media fragmentów listu Bogdana Borusewicza, marszałka Senatu RP, do ks. abp. Józefa Michalika, przewodniczącego KEP.

Borusewicz napisał m.in., że konkordat nie przyznaje KEP uprawnień do uczestniczenia w charakterze współdecydenta czy nadzorcy w jakiejkolwiek sprawie objętej władztwem państwa”. Marszałek Senatu ustosunkował się tym samym do oświadczenia Episkopatu, popierającego starania TV Trwam o miejsce na multipleksie.

Tymczasem konkordat wyraźnie stwierdza prawo Kościoła do mediów – podkreśla prof. Piotr Jaroszyński.

– W art. 1 czytamy: „Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół katolicki są każde w swej dziedzinie niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”. Autonomia i niezależność nie oznaczają wykluczania lecz współpracę dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego. Takie medium jak TV Trwam przyczynia się do rozwoju człowieka i wzrostu dobra wspólnego, czego nie da się powiedzieć o bardzo wielu mediach tak prywatnych, jak i państwowych – powiedział prof. Piotr Jaroszyński.

W artykule dwudziestym czytamy z kolei, że Kościół katolicki ma prawo swobodnego drukowania, wydawania i rozpowszechniania wszelkich publikacji związanych z jego posłannictwem.

– Punkt 2: „Kościół katolicki ma prawo do posiadania i używania własnych środków społecznego przekazu, a także emitowania programów w publicznej radiofonii i telewizji na zasadach określonych w prawie polskim”. Tu jest potwierdzone czarno na białym prawo Kościoła do własnych mediów bez wskazywania na ograniczenia, a prawo polskie nie zabrania posiadania takich mediów przez instytucje kościelne. Powstaje więc pytanie, czy Marszalek Borusewicz czytał to co podpisał. Jest to manipulacja obliczona na to, żeby dziennikarze i politycy przestali czytać teksty źródłowe. Intencja jest jedna – chcą prowokować i drażnić społeczeństwo, odebrać należne mu prawa w tym prawo do własnych niezależnych mediów, takich jak TV Trwam – wyjaśnił prof. Piotr Jaroszyński.

Dlatego jak dodaje prof. ze stanowiskiem marszałka nie można się zgodzić, a tekst który podpisał kompletnie go kompromituje.

RIRM 

drukuj