fot. flickr.com

Bomba ekologiczna w poznańskim magazynie

4 tysiące ton substancji nieznanego pochodzenia zalega w magazynie w Poznaniu. Firma, która pozostawiła niebezpieczne odpady zrobiła to niezgodnie z prawem. Co więcej, przedstawiciel firmy nie stawił się na ostatnią wizję lokalną. Wiele wskazuje na to, że kolejną bombę ekologiczną trzeba będzie usunąć na koszt podatnika. A taki wydatek liczony jest w milionach złotych.

W zeszłym roku informowaliśmy Państwa o magazynie wypełnionym po brzegi niebezpiecznymi chemikaliami w Kaliszu. W budynku znajdowało się 3 tysiące ton, szkodliwych dla zdrowia, odpadów. Firma, która składowała tam odpady zapadła się pod ziemię. Podobnie jest i w tym przypadku. Jak tłumaczy Hanna Kończal, zastępca wielkopolskiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska w Poznaniu, na magazyn przy ul. św. Michała trafiono przez przypadek.

– Przy okazji kontroli w gminie Witkowo dowiedzieliśmy się, że odpady faktycznie tam gromadzone pochodzą ze św. Michała w Poznaniu – powiedziała Hanna Kończal z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Poznaniu.

Działając z zaskoczenia następnego dnia budynek udało się skontrolować. Ustalono, że w magazynie znajduje się około 4 tysięcy ton szkodliwych substancji.

– Okazało się, że są to odpady w większości niebezpieczne, czyli o cechach toksycznych, wybuchowych, żrących – powiedziała Hanna Kończal.

Pierwsza kontrola miała miejsce w zeszłym roku. W grudniu ubiegłego roku ruszyło też śledztwo w sprawie firmy, która pozostawiła odpady.

– Ustalamy osoby, które były odpowiedzialne za transport tych odpadów, ustalamy osoby, które były odpowiedzialne za składowanie tych odpadów, ale przede wszystkim podejmujemy kroki, w trybie postępowania administracyjnego, żeby te odpady zostały usunięte – stwierdziła Magdalena Mazur- Prus z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Zatrzymanie konkretnych osób może okazać się trudne, ponieważ na ostatnią wizję lokalną przedstawiciel firmy, odpowiedzialny za składowanie odpadów w ogóle się nie stawił.

– Wizja ta została zorganizowana przez Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Poznania. Rola straży miejskiej w tego typu wizjach polegała na udzieleniu asysty pracownikom urzędu miasta Poznania – wyjaśnił Przemysław Piwecki ze Straży Miejskiej w Poznaniu.

Z powodu nieobecności przedstawiciela firmy odpowiedzialnego za składowanie odpadów  do budynku nie udało się wejść. Ustalono jedynie, że nadal jest on pełny. Wiele wskazuje na to, że za kolejną ekobombę zapłacą podatnicy.

– Te koszty nie będą liczone w tysiącach, ale w milionach złotych – dodała Hanna Kończal.

W maju Wydział Ochrony Środowiska wystąpił do Ministra Środowiska z inicjatywą legislacyjną. Zaproponował, aby odpowiedzialność za składowanie i magazynowanie odpadów wzięli na siebie właściciele nieruchomości, na których gromadzone są niebezpieczne odpady. W zdecydowanej większości przypadków magazyny z niebezpiecznymi chemikaliami są bowiem wynajmowane.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj