fot. PAP/EPA

Bałtyk ważnym miejscem strategicznym

Siły desantowe Federacji Rosyjskiej są w stanie za jednym zamachem przerzucić na polskie Wybrzeże całą brygadę piechoty morskiej, czyli 4 tys. – napisał „Nasz Dziennik”.

Na modernizację polskiej Marynarki Wojennej wydamy 17 mld zł. To jednak niewiele w porównaniu z programami obrony powietrznej i antyrakietowej. Plany zakupów nie przewidują pocisków manewrujących dla nowych okrętów podwodnych. W tym samym czasie Rosjanie rozwijają najnowocześniejsze metody ofensywne, utrzymując w enklawie kaliningradzkiej skoncentrowane siły wojskowe w całej Federacji.

Prof. Romulad Szeremietiew, były wiceminister Obrony Narodowej podkreśla, że nasza marynarka wojenna od dłuższego czasu zanika. „Wycofywane są stare jednostki, a nowych do tej pory nie wprowadzono do użycia”. Teraz – jak zawraca uwagę ekspert – pojawiają się pytania, jak ma wyglądać marynarka i jakie ma wykonywać zadania.

– Dosyć liczne są takie opinie, że w gruncie rzeczy Marynarka Wojenna, biorąc pod uwagę wielkość Bałtyku i jego znaczenie, jest w Polsce niepotrzebna. Słyszałem już takie opinie, że wystarczą jakieś jednostki nadbrzeżne itd. Oczywiście to jest błędny pogląd. Bałtyk staje się w tej koncepcji, którą realizuje Federacja Rosyjska (jeżeli idzie o zwiększanie swojej obecności, swoich wpływów, na terenie zachodnim) bardzo ważnym regionem również operacyjnie, biorąc też pod uwagę różnego rodzaju wartości bojowe. Rosja odbywa cały czas tego typu ćwiczenia. Były ćwiczone już rzeczy dotyczące lądowań, wysadzania desantów na plażach, które przypominały plaże w okolicach Gdańska, a więc to zagrożenie niewątpliwie istnieje – mówi prof. Romulad Szeremietiew, b. wiceminister Oborny Narodowej.

We wtorek na Bałtyku rozpoczęły się kolejne manewry statków wojennych pod rosyjską banderą. Potencjalny atak na pobliskie Trójmiasto oznaczałby blokadę kluczowego węzła transportowego dużego ośrodka przemysłowego, w tym rafinerii.

RIRM/Nasz Dziennik

drukuj