B. Misiewicz: podkomisja smoleńska podejmie próbę współpracy z Rosją

„Zachowanie Rosjan wskazuje, że mają dużo do ukrycia. Warto przypomnieć, jak zmieniali zeznania swoich kontrolerów lotu” – podkreślił Bartłomiej Misiewicz. W sobotniej audycji „Rozmowy niedokończone” rzecznik MON-u argumentował konieczność ponownego zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej przez podkomisję, na której czele stanął dr Wacław Berczyński.

W rozmowie z o. Benedyktem Cisoniem CSsR Bartłomiej Misiewicz odpowiedział na doniesienia mediów, według których członkowie podkomisji smoleńskiej mieliby zarabiać nawet 25 tys. złotych miesięcznie.

Jest to nieprawda. To próba jątrzenia i wprowadzania zamieszania. Zatrudnienie członków Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego reguluje ustawa, natomiast nie będzie ani jednej osoby, gdzie ktoś zarabiałby więcej niż 10 tys. złotych brutto – tłumaczył.

Zaznaczył, że po tragedii smoleńskiej w Polsce – w sposób sztuczny – wytworzono podział na tych, którzy dążą do prawdy i tych, którzy z ujawnieniem prawdy podejmują walkę.

Ten drugi obóz, który walczy z ujawnieniem prawdy o katastrofie smoleńskiej, jest dużo mniejszy. (…) Prawda musi być odkryta, ujawniona. Gdybyśmy w kwietniu 2010 roku po katastrofie zapytali kogokolwiek, czy chce znać prawdę, to tak jak dzisiaj – a dzisiaj znów opinia publiczna tym tematem żyje – każdy powiedziałby, że tak, bo jeżeli czuję się Polakiem, czuję się patriotą, to chcę wiedzieć, co stało się wtedy w Smoleńsku – mówił rzecznik MON-u.

Dodał, że zachowanie Rosjan wskazuje, że mają oni dużo do ukrycia.

Warto przypomnieć, jak zmieniali zeznania swoich kontrolerów lotu. Warto przypomnieć, że teraz odmówiono polskiej prokuraturze przesłuchania kontrolerów lotu ze Smoleńska – akcentował.

Bartłomiej Misiewicz przypomniał, że – zgodnie z wolą ministra obrony narodowej – podkomisja rozpocznie prace od przyjrzenia się remontowi tupolewa.

Trzeba sprawdzić, czy ten remont był przeprowadzony w taki sposób, że nie zagrażało to bezpieczeństwu osób z niego korzystających, a przecież wiemy, że remont przeprowadziła firma Olega Deripaska, jednego z przyjaciół Władimira Putina. Jest mnóstwo pytań, na które trzeba odpowiedzieć. Samo zachowanie Rosjan, zwłaszcza po katastrofie, wskazuje, że jest trochę rzeczy, które próbują cały czas ukryć. Dlaczego nie zwrócili nam po dzień dzisiejszy wraku? – pytał.

Rzecznik MON-u uzasadniał powołanie podkomisji smoleńskiej, zwracając uwagę na dwie przesłanki – zniszczenie Dziennika Działania Dyżurnych Służb Operacyjnych z 10 kwietnia 2010 roku, a także ukrywanie pełnego zapisu z tzw. polskiej czarnej skrzynki Tu-154M.

Dziennik Działania Dyżurnych Służb Operacyjnych z działań podejmowanych 10 kwietnia, liczący 400 stron, trafił do Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. 1 grudnia 2011 roku podjęto decyzję o jego zniszczeniu. Ostatecznie został zniszczony 21 lutego 2012 roku – akcentował gość sobotnich „Rozmów niedokończonych”.

W raporcie komisji Jerzego Millera (…) kluczowy fragment zastąpiono odczytem rosyjskim. Stwierdzono wtedy, że ten fragment został uszkodzony i nie można było go odczytać. Okazuje się to nieprawdą. To są dwie obiektywne przesłanki. W dniu wczorajszym minister obrony narodowej przekazał cały ten materiał podkomisji. Teraz podkomisja będzie nad tym pracować – dodał.

Jak podkreślił Bartłomiej Misiewicz, dr inż. Wacław Berczyński, przewodniczący podkomisji, zapowiedział, że będzie chciał pojechać do Rosji i zobaczyć wrak tupolewa.

Skoro nie może on być zwrócony do Polski, to chciałby on tam pojechać, przeprowadzić oględziny, zbadać, dokonać analiz. Oczywiście podkomisja będzie miała do dyspozycji materiał zespołu parlamentarnego, zgromadzony przez te ponad pięć lat działalności, ale także tzw. komisji Jerzego Millera, który został w pełni zgromadzony. Mamy nadzieję, że prokuratura wojskowa będzie chciała współpracować z podkomisją, więc na pewno ten materiał byłby pewnie większy – mówił rzecznik MON-u.

Zapowiedział, że będą również podejmowane próby współpracy ze stroną rosyjską. Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe jest odtworzenie Dziennika Działania Dyżurnych Służb Operacyjnych.

Dzisiaj wiemy, że poprzez przedarcie – co mówił minister Macierewicz – a potem poprzez zniszczenie mechaniczne ten 400-stronnicowy dziennik został zniszczony. Minister obrony narodowej będzie występował w poniedziałek do prokuratury z pytaniem, czy prokuratura – kiedy rozpoczęła swoje śledztwo – wystąpiła do wszystkich instytucji w Polsce z prośbą o przekazanie informacji na temat podejmowanych działań, czy prokuratura widziała ten dziennik, czy się z nim zapoznała, czy po prostu został zniszczony bez poinformowania o tym organów ściągania – tłumaczył.

Całość sobotniej audycji „Rozmowy niedokończone” z udziałem Bartłomieja Misiewicza, rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej, można obejrzeć [tutaj].

RIRM

drukuj