fot. Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

B. Kownacki: przemysł zbrojeniowy częścią sił zbrojnych

Przemysł zbrojeniowy powinien być traktowany jako element sił zbrojnych, nie może jednak liczyć tylko na zamówienia MON, a zarobione pieniądze powinien inwestować w rozwój – powiedział w środę wiceszef MON Bartosz Kownacki.

Wiceminister wziął udział w debacie „Polska Grupa Zbrojeniowa na rzecz bezpieczeństwa Polski”.

Podporządkowanie skupiającej państwowe zakłady zbrojeniowe PGZ Ministerstwu Obrony Narodowej, a nie, jak wcześniej, resortowi skarbu, Kownacki uznał za jakościową zmianę. Wyraził przekonanie, że przemysł zbrojeniowy powinien być traktowany jako element sił zbrojnych.

„Zawsze uważałem, że polski przemysł zbrojeniowy, zarówno państwowy, jak prywatny, musi być traktowany jako swoisty komponent sił zbrojnych” – powiedział Kownacki.

„On ma wykonywać – w dużej mierze, co nie znaczy, że wyłącznie – zadania na potrzeby polskiej armii. Nie może być tak – jak dzieje się dzisiaj – że część zakładów oczekuje zamówień wyłącznie od Ministerstwa Obrony Narodowej. Te zakłady muszą myśleć także o rynku cywilnym, o produkcji eksportowej, ale my z punktu widzenia MON musimy mieć świadomość, że to jest integralna część sił zbrojnych” – dodał.

Zaznaczył, że niespokojne czasy to – z powodu zwiększonych zamówień – także szansa dla firm zbrojeniowych, powinny one jednak wykorzystać ją i inwestować pieniądze z kontraktów zamiast je „przejadać”.

„Na zakładach zbrojeniowych spoczywa ogromna odpowiedzialność w czasach, kiedy miliardy będą pompowane w wojsko. Mam nadzieję, że Europa kiedyś znowu będzie bezpieczniejsza i te pieniądze będą mniejsze” – powiedział.

Dodał, że za kilka-kilkanaście lat w UE może się nie udać utrzymać obecnych (popieranych przez Polskę) rozwiązań, pozwalających wyłączać zamówienia wojskowe spod zasady wolnej konkurencji, a wtedy zakłady, które się nie przystosowały do nowych warunków, upadną.

„Jest duży problem z mentalnością kadry zarządczej, pracowników, który wiedzą, że będą zamówienia państwowe, rozleniwiają się, nie myślą o rozwoju i ekspansji na rynki zagraniczne” – dodał Kownacki.

Przewodniczący sejmowej komisji obrony Michał Jach (PiS) zwrócił uwagę, że silne europejskie kraje z zasady kupują dla wojska sprzęt produkowany u siebie. Dodał, że tą zasadą powinny się kierować także polskie władze, a tam, gdzie to niemożliwe, trzeba zagwarantować jak największy udział rodzimych zakładów.

Bartosz Kownacki mówił także o wygórowanych wymaganiach, których skutkiem są zakupy sprzętu światowych potentatów, choć – jak w przypadku traktorów potrzebnych czasami na poligonach – wystarczyłyby tańsze produkty krajowe, nawet mniej zaawansowane technologicznie. Inny problem, na który wskazał, to stawianie tak wyśrubowanych wymagań, że nie spełnia ich żaden oferent i w trakcie postępowania warunki trzeba zmieniać.<

„Z tym problem jest nie tylko u nas, także w Stanach Zjednoczonych siły zbrojne mają problem z fachowym zdefiniowaniem swoich potrzeb” – zaznaczył szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych gen. bryg. Dariusz Łukowski. Dodał, że sprawę utrudniał zakaz kontaktów wojska z przemysłem.

Innym tematem konferencji był odpływ wykwalifikowanej kadry technicznej do firm zagranicznych.

„Najprościej byłoby zaoferować odpowiednie warunki finansowe i zagwarantować sobie, że te osoby nie wyjadą. Niestety w zestawieniu z potencjałem państw Europy Zachodniej i USA byłoby to trudne” – powiedział Kownacki.

Dodał, że drenażowi można by zapobiegać na drodze rozwiązań cywilnoprawnych, zobowiązujących do odpracowania określonego okresu w kraju lub – w razie wyjazdu – do zwrotu kosztów kształcenia.

„W przypadkach gdy państwo polskie, polskie zakłady, decydują się, by inwestować w naszych przyszłych inżynierów, mogą stawiać konkretne warunki” – powiedział.

Gen. Łukowski zwracał uwagę na znaczenie zdolności do utrzymania i napraw sprzętu przez krajowe zakłady w razie zagrożenia lub konfliktu, kiedy zagraniczni partnerzy będą się troszczyć przede wszystkim o własne interesy.

Kownacki, pytany o zwycięstwo Donalda Trumpa i jego zapowiedzi z kampanii dotyczące utrzymania maksimum produkcji w USA, wyraził przekonanie, że „Donald Trump jest biznesmenem i osobą bardzo pragmatyczną” i będzie – np. przy sprzedaży wojskowego sprzętu za granicę – kierować się zasadą: „lepiej zarobić coś niż nic”, a w wielu przypadkach eksport gotowego produktu w całości jest nierealny.

PAP/RIRM

drukuj