fot. flickr.com

Aż 2/3 Polaków zarabia mniej niż średnia krajowa

Aż 2/3 Polaków zarabia mniej niż średnia krajowa – podaje Główny Urząd Statystyczny. Polska jest w ogonie Europy, jeśli chodzi o wysokość naszych wynagrodzeń. Od tego roku minimalne wynagrodzenie za pracę wzrosło o 100 zł, ale to nadal za mało, aby zapewnić rodzinie utrzymanie nawet na najskromniejszym poziomie.

Dane statystyczne przekonują nas, że przeciętne wynagrodzenie to ponad 4 tys. zł brutto, na rękę to ok. 3 tys. zł. Niejeden z nas przeciera jednak oczy ze zdumieniem, bo według danych GUS-u za rok 2014, aż 2/3 Polaków zarabia mniej.

Struktura wynagrodzeń (netto) Liczba pracujących
Poniżej 1181 zł ok. 800 tys. osób
Poniżej 1423 zł ok. 1,44 mln
Poniżej 2776 zł ok. 5,2 mln osób
Poniżej 3549 zł ok. 6,4 mln osób
Ponad 3549 zł netto miesięcznie zarabia tylko 19,5% pracujących.
Źródło: opracowanie Bankier.pl na podstawie danych GUS

Powodem tej różnicy jest sposób obliczania średniej pensji. GUS bierze pod uwagę tylko wynagrodzenia w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 9 osób na umowę o pracę – zauważa Krzysztof Kolany, główny analityk bankier.pl i wskazuje, że w związku z tym umykają wszystkie małe i średnie firmy, które dają pracę ponad połowie pracujących Polaków.

Średnią podnosi też niewielka liczba pracowników, którzy otrzymują pensję znacząco wyższe. Mimo nawet zawyżonych średnich zarobków, nie mamy powodów do radości. Są one blisko 4 krotnie niższe niż niemieckie. Co więcej – według danych GUS-u z 2014 r. blisko 10 proc. pracujących w Polsce zarabiało poniżej najniższego wynagrodzenia.

Z pracy trzeba ściągnąć ciężar podatków – przyznaje Marek Jakubiak z Kukiz’15.

– Podatki, opłaty różnego rodzaju, fundusze – a to dla niepełnosprawnych, a to wypadkowe – i tu jest dużo do zrobienia. Kiedy uwolnimy prace, okaże się, że ludzie mogą zarabiać nawet o 70 proc. więcej – twierdzi poseł Marek Jakubiak.

Szansą na większe wynagrodzenie jest podniesienie kwoty wolnej od podatku. Projekt zmian w tej sprawie przygotował prezydent Andrzej Duda.  Podniesienia wynagrodzeń nie będzie bez dialogu społecznego – mówi Beata Mazurek, rzecznik KP Prawo i Sprawiedliwość. Dlatego potrzebna jest umowa między rządem, pracodawcami i pracownikami zrzeszonymi w centralach związkowych, która stworzy swoistą mapę drogową wyjścia z tych płacowych dysproporcji – zauważa Beata Mazurek i wskazuje, że w ramach dialogu społecznego ten temat powinien być podjęty, bo pracownicy nie mają wpływu na to, jak płacą im pracodawcy.

Jednym z instrumentów wymuszających wzrost płac, jakie ma w ręku rząd, to coroczne ustalanie poziomu płacy minimalnej w gospodarce – mówi Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność.

– „Solidarność” złożyła w 2012 r. projekt ustawy, która zakłada dojście do poziomu 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia płacy minimalnej i dopiero taki poziom gwarantowałby, by pomału te dysproporcje w wynagrodzeniach się zmniejszały – zaznacza Marek Lewandowski.

Trzy lata temu odbyło się pierwsze czytanie tego projektu, ale potem trafił on do sejmowej zamrażarki, gdzie tkwi do dzisiaj.

W tym roku zarabiający najmniej dostaną na rękę nieco ponad 1355 zł, to o 69 zł więcej niż było dotychczas. Możliwości podnoszenia płacy minimalnej też są ograniczone – wskazuje ekonomista dr Marian Szołucha.

– Nie może być podnoszona do poziomów nienaturalnych, nie mających nic wspólnego z realiami rynkowymi, a realia te są takie, że pracujemy na to, co dostają potem właściciele zagraniczni. Zwłaszcza, że często te pieniądze wypływają jeszcze przed opodatkowaniem z Polski z tytułu nieszczelnego systemu fiskalnego – wskazuje dr Marian Szołucha.

Uszczelnieniem systemu fiskalnego zajął się już rząd Beaty Szydło, który za kluczową kwestię postawił sobie wprowadzenie podatku od hipermarketów.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj