fot. TV Trwam News

Amerykanie za życiem

Setki tysięcy Amerykanów przeszły ulicami Waszyngtonu w 43. Marszu dla  Życia. To największe na świecie wydarzenie pro-life. Po raz pierwszy wiceprezydent USA Mike Pence osobiście pozdrowił uczestników marszu.

W tym roku Amerykanie, którym nieobojętny jest los dzieci nienarodzonych, maszerowali o pod hasłem „Moc jednostki”.  Podkreśla ono znaczenie małych, lokalnych inicjatyw obrony życia i zaangażowanie w pomoc matkom i rodzinom nawet pojedynczych osób.

– Idziemy w marszu, dlatego że kochamy ludzi. Kochamy dzieci i wierzymy, że wszystkie i każde z osobna zasługuje na ochronę, począwszy od tych najbardziej bezbronnych, w łonach matek. Wszystkie dzieci, bez względu na okoliczności, w których mają przyjść na świat, mają przyrodzoną godność i wartość – napisali organizatorzy marszu w zaproszeniu.

Marsz rozpoczął się na skwerze pomiędzy Białym Domem a pomnikiem Waszyngtona godzinnym wiecem. Następnie rzesza uczestników przeszła Aleją Konstytucji w stronę Kapitolu i dotarła pod gmach Sądu Najwyższego, od którego decyzji zależy prawo do życia nienarodzonych w USA.

– W Stanach Zjednoczonych prawo pozwalające na prenatalne dzieciobójstwo nie wynika z decyzji referendalnej, legislatywy, tylko z decyzji sądowej, arbitralnej decyzji – mówi politolog, prof. Mirosław Habowski.

Pierwszy marsz odbył się 22 stycznia 1974 roku, w pierwszą rocznicę wyroku, w którym uznano tak zwaną aborcję za prawo konstytucyjne w USA. Od tego czasu życie straciło około 50 milionów dzieci poczętych. W tym roku marsz poparł prezydent USA Donald Trump.

Kilka dni temu o jego poglądach zapewniał rzecznik Białego Domu Sean Spicer.

– Nie jest tajemnicą, że ta administracja i ten prezydent zamierzają zrobić wszystko, co w ich mocy, by walczyć o życie – podkreślił Sean Spicer.

Sean Spicer skrytykował też amerykańskie media za ignorowanie informacji o Marszu dla Życia, podczas gdy obszernie relacjonowano w poprzednią sobotę o wiele mniejszy, feministyczny Marsz Kobiet.

– Te feministyczne marsze odbywały się m.in. pod hasłami dostępu do aborcji – zaznaczył prof. Mieczysław Ryba, wykładowca KUL i WSKSiM.

Prezydent Trump podjął już pierwsze dobre decyzje.

– Wstrzymanie finansowania za granicą różnych organizacji, które wspierały program dzieciobójstwa prenatalnego. Także nowo mianowany ambasador USA przy ONZ jest znany z poglądów za obroną życia – zauważa prof. Mirosław Habowski.

Ciągle jednak w USA sprawa obrony dzieci poczętych jest bardzo trudna i wiele trzeba zmienić.

– Dzisiaj aborcja w Stanach Zjednoczonych jest dostępna niemal do urodzenia dziecka. Mamy nadzieję, że ta administracja to zmieni, że z tego miliona, zabijanych każdego roku, będzie ich znacznie mniej – mówi Jakub Bałtroszewicz, sekretarz Europejskiej Federacji dla Życia i Godności One Of  Us.

Jak wskazuje profesor Mieczysław Ryba, wydarzenia w USA mogą jednak oddziaływać na inne kraje.

– To, co się stanie w Stanach Zjednoczonych w tym aspekcie, może promieniować na cały Zachód. Również lżej będzie obrońcom życia w Polsce oraz w wielu krajach biednych zwłaszcza w Afryce, gdzie te pieniądze szły dla promocji rozwiązań genderystycznych lub wprost promocji aborcji – wyjaśnia prof. Mieczysław Ryba.

Wśród obywateli USA wzrasta przekonanie o konieczności prawnej ochrony życia. Odsetek Amerykanów, którzy opowiadają się, co najmniej za ograniczeniem legalności tzw. aborcji, przekroczył liczbę zwolenników pozostawienia obecnego prawa. Według prawie 60 proc. ankietowanych, kwestia powstrzymania zabijania nienarodzonych jest priorytetowa, zaś dla 25 proc. – ważna.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj