70 lat od mordu w Starym Grodkowie

We wrześniu 1946 roku w Starym Grodkowie komuniści zamordowali  żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Henryka Flame, pseudonim „Bartek”. 70 lat od tej tragedii nadal pamiętamy o bohaterstwie tych żołnierzy.

Po trwających kilkanaście lat poszukiwaniach w marcu bieżącego roku zespół pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka odnalazł szczątki 30 mężczyzn i 2 kobiet. To tylko część największej grupy zbrojnej antykomunistycznego podziemia, działającej na Górnym Śląsku i w Beskidach. Pod barakiem do którego zostali przywiezieni pod pretekstem pracy na zachodzie podłożono ładunki wybuchowe. Tych, którzy przeżyli wybuch – zastrzelono.

– Z kolegą podjęliśmy decyzję, że musimy to miejsce uczcić i to jak najszybciej. Postanowiliśmy więc wykonać krzyż metalowy na fundamencie oraz dwie tablice informacyjne – mówił jeden z organizatorów obchodów upamiętniających zamordowanie żołnierzy Zbigniew Chmielniak.

Do Grodkowa przyjechały rodziny zamordowanych partyzantów, by modlić się w intencji ofiar. Na tym polu zginęło dwóch wujów pani Ireny.

– Mój tato co prawda nie był w tej organizacji, ale pomagał przy aprowizacji, dlatego też pamiętam, że w naszym domu bywali chłopcy, to znaczy wtedy, kiedy była potrzeba, czasem na strychu spali – wskazała Irena Niemirowska.

Tylko jednemu z partyzantów Józefowi  Machejowi udało się szczęśliwie uciec z tego potwornego marszu śmierci – zwraca uwagę Bogdan Ścibut – Dyrektor Generalny w Ministerstwie Obrony Narodowej, który od kilku lat zbiera i dokumentuje świadectwa rodzin poległych ofiar.

– Zorientował się, że to pułapka i w Gliwicach uciekł prześladowcom. Został prawdopodobnie na granicy przy próbie przedostania się przez Czechy na Zachód do Amerykańskiej Strefy Okupacyjnej – tłumaczył Bogdan Ścibut.

Fakt przemilczania przez długie lata tej okrutnej zbrodni potwierdzili przybyli na uroczystości mieszkańcy Grodkowa.

– Długo o tym w zasadzie nie wiedzieliśmy, dopiero w latach 90-tych, gdy usłyszeliśmy apele o tym, że prowadzone jest śledztwo w tej sprawie oraz,  że próbuje się wyjaśnić tą zawiłą zagadkę. Wtedy dopiero zaczęliśmy się bliżej interesować tym – wyjaśniał Mieczysław Urbański.

Dotąd odnaleziono szczątki 1/5 część zgrupowania oddziału „Bartka”. Dalsze poszukiwania niebawem zostaną wznowione – informuje Marcin Kruszyński z grupy odkrywców współpracujących z profesorem Krzysztofem Szwagrzykiem.

– Na tym nie kończymy, bo będziemy dalej szukać kolejnych mogił pomordowanych żołnierzy niezłomnych na tym terenie. Tak się składa, że przez ten teren właśnie dość dużo poszczególnych grup partyzanckich oraz też pojedynczych osób podążało w kierunku do Czechosłowacji, żeby dostać się tam do strefy zachodniej – informował Marcin Kruszyński.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący pracami poszukiwawczymi ma nadzieję, że wkrótce uda się zorganizować wszystkim partyzantom godny pochówek.

– Te działania poszukiwawcze muszą być i będą kontynuowane. To jest kwestia tylko i wyłącznie czasu. Trzeba znaleźć pozostałych, trzeba ich zidentyfikować, a potem wierzę, że będziemy mogli wszystkich godnie pochować – oznajmił Krzysztof Szwagrzyk.

To, co przeżywali partyzanci w kazamatach ubeckich, to prawdziwa Golgota. Ten gigantyczny wysiłek i swoisty testament, który nam zostawili poprzez swoją walkę i męczeństwo dzisiaj stanowi podwaliny odbudowy ducha niepodległego państwa polskiego.

TV Trwam News/RIRM

drukuj