fot. sxc.hu

50 mld zł kosztowało Polaków spowolnienie gospodarcze

Ponad 50 mld zł – tyle kosztowało Polaków spowolnienie gospodarcze zbyt optymistycznie planowane przez rząd – wynika z analiz jednego z dzienników.

Błędna ocena sytuacji gospodarczej przez rząd spowodowała, że straty kasy państwa pokryją podatnicy. Z danych gazety wynika, że wartość PKB z końcem 2013 r. może wynieść ok. 1 bln 642 mld zł, wobec zakładanych przez rząd 1 bln 694 mld zł, a więc różnica to ponad 50 mld zł.

Sytuacja dotkliwie wpłynie na stan państwowej kasy, a co z tego wynika na portfele Polaków. Eksperci zwracają uwagę, że rząd oparł całą politykę finansową na błędnych założeniach, a rozwój sytuacji był do przewidzenia. Rząd późno podjął działania zmierzające ku przeciwdziałaniu spowolnieniu gospodarczemu.

W połowie ub. r. zniósł próg ostrożnościowy i znowelizował budżet. Zmniejszył też wydatki na inwestycje, co zaszkodziło jeszcze bardziej polskiej gospodarce. Wzrosło również zadłużenie państwa, w tym roku – wg statystyk UE – może wynieść nawet 58 proc. PKB, a wobec założeń 52,8 proc. – napisał dziennik.

Jak mówi ekonomista Cezary Mech, były wiceminister finansów, spowolnienie gospodarcze jest bardzo kosztowne zarówno dla podatników, jak i perspektyw państwa.

– Z jednej strony zmniejszenie wzrostu gospodarczego odbija się na tym, że mamy mniej zasobne portfele. Z drugiej strony powoduje obniżenie dochodów budżetowych. Ale też, co jest bardzo istotne, oddziałuje na wszystkie podmioty gospodarcze ukazując, że wzrosty gospodarcze i wielkość rynku polskiego w przyszłości też będą mniejsze. Obniża to poziom inwestycyjny. Dlatego wszelkiego typu uwolnienia gospodarcze są zjawiskiem bardzo niekorzystnym – powiedział Cezary Mech.

Wyhamowanie wzrostu gospodarczego, zmniejszenie inwestycji oznacza również, że Polska będzie miała problem z doścignięciem chociażby unijnych krajów wyżej rozwiniętych, do czego mamy dążyć. Obecnie pozycja gospodarcza Polski jest coraz słabsza – akcentuje ekonomista.

– Dorównanie państwom rozwiniętym przesuwa się w czasie. Najprawdopodobniej ono jednak nie nastąpi, ponieważ układ UE – w jaki jesteśmy wkomponowani – wygląda w ten sposób, że tak naprawdę nie stajemy się krajem, do którego są przesuwane miejsca pracy i produkcja. Stajemy się eksporterem pracowników, co jest bardzo niebezpieczne. Z jednej strony bowiem w wiek produkcyjny wchodzą roczniki niżowe i znacznie więcej osób emigruje, a z drugiej strony roczniki wyżu powojennego przesuwają się w wiek emerytalny, w którym potrzebują większej ochrony zdrowia – dodał Cezary Mech.

RIRM 

drukuj