Zbrodnia w majestacie prawa – Generał Fieldorf „Nil” przed sądami sowieckiego państwa polskiego

Dr Marek Klecel



Mordu na generale Auguście Emilu Fieldorfie, jednej z najważniejszych postaci Polskiego Państwa Podziemnego, szefa dywersji AK Kedyw, później sieci konspiracyjnej NIE, organizowanej przeciw nadchodzącemu komunizmowi, dokonano w 1953 roku w majestacie panującego już komunistycznego prawa. Była to manifestacja sposobu działania nowego komunistycznego państwa w Polsce i roli w nim wymiaru sprawiedliwości. Wyrok śmierci zapadł 16 kwietnia 1951 roku po rozprawie w Sądzie Wojewódzkim dla m.st. Warszawy, a więc w najniższej, jak na rangę sprawy, instancji, a następnie został zatwierdzony w Sądzie Najwyższym. Udział w rozprawach wzięli sędziowie Maria Gurowska (vel Górowska), Emil Samuel Merz, Gustaw Auscaler, Leon Andrejew, prokurator Benjamin Wajsblech jako oskarżyciel w pierwszej rozprawie, a także prokuratorzy Leon Penner, Paulina Kern i Witold Gatner, którzy nadzorowali egzekucję generała Fieldorfa. Wcześniej, w listopadzie 1950 roku, nakaz aresztowania wystawiła prokurator wojskowy ppłk Helena Wolińska-Brus, a płk Goldberg-Różański, dyrektor Departamentu Śledczego MBP, wydał polecenie osadzenia generała w więzieniu na Mokotowie.



„Niezbędne całkowite wyeliminowanie”


W uzasadnieniu wyroku, którego domagał się po pierwszej rozprawie generał, stwierdzono: „Oskarżony wydawał rozkazy, instrukcje i wytyczne podległym sobie, jako szefowi Kedywu Komendy Głównej AK, jednostkom mordowania partyzantów radzieckich, lewicowych podziemnych ugrupowań niepodległościowych i poszczególnych działaczy PPR, Gwardii i Armii Ludowej. Działalność ta dokonywana była w interesie rodzimej reakcji i hitlerowskiego państwa niemieckiego, osłabiała bowiem w znacznym stopniu siłę prawdziwie rewolucyjnych organizacji walczących z wrogiem. Przez swą działalność na jego zlecenie i za jego zgodą dokonywane były zabójstwa jeńców wojennych, osób wojskowych i ludności cywilnej. (…) Przechodząc do wymiaru kary, Sąd nie znalazł żadnych okoliczności, które mogłyby złagodzić winę oskarżonego. Ogrom popełnionych przestępstw, a materiał dowodowy odsłonił zaledwie część dokonanych zbrodni, obciąża oskarżonego Fieldorfa. Oskarżonego Fieldorfa obciąża nie tylko krew przelanych ofiar bratobójczych mordów, a nawet krew ofiar mordowanych przez faszystów niemieckich – gdyż działalnością swą oskarżony utrudniał szybsze wyzwolenie kraju. Oskarżony Fieldorf ponosi również znaczną odpowiedzialność za zbrodnie ‚góry’ AK, odgrywał bowiem w Komendzie Głównej ważną rolę. Biorąc pod uwagę olbrzymi ciężar zbrodni, Sąd uznał za niezbędne całkowite wyeliminowanie oskarżonego ze społeczeństwa orzekając karę śmierci. Pozbawienie praw i przepadek mienia znajduje uzasadnienie w art. 7 cyt. Dekretu”. (Podaję za książką Marii Fieldorf i Leszka Zachuty „Generał Fieldorf ‚Nil'”. Fakty, dokumenty, relacje”, Warszawa 2007.)

Już sposób uzasadnienia tego wyroku, pomijając oczywistą kłamliwość, a miejscami absurdalność zarzutów, całkowicie zdradza nie prawny, lecz polityczny charakter tej sprawy. W propagandowym i wręcz agresywnie publicystycznym języku formułuje się zamiar nie ukarania przestępcy, lecz wprost unicestwienia go, likwidacji w majestacie prawa. Prawo w komunistycznym wymiarze sprawiedliwości staje się instrumentem politycznej zemsty, odwetu i pohańbienia przeciwników politycznych, sprawiedliwość jest jej zaprzeczeniem, sądy służą do zabijania. Państwo komunistyczne w latach 40. i na początku lat 50. wykorzystuje więc prawo, które samo stanowi i egzekwuje na sposób polityczny i ideologiczny w podległym mu sądownictwie, używa go do stworzenia totalnego systemu przemocy, do władzy nad całym społeczeństwem. Mordy sądowe, takie jak na gen. Fieldorfie, służyły do umocnienia tego systemu, sankcjonowały sposób jego działania, właśnie krzycząco bezprawny, niesprawiedliwy, jawnie krzywdzący. W działalności takich sądów wykuwało się działanie tak przewrotnie stanowionego prawa, instytucji nieprawdy i niesprawiedliwości, postawionych na miejscu oficjalnych instytucji państwa. Kłamliwość tego systemu ogarnęła więc wszystkie sfery, instytucje i systemy wartości działające dotąd w życiu publicznym. Trudno nie zobaczyć tego, że była to próba stworzenia bezwzględnego, totalnego systemu zła, części prawdziwie sowieckiego imperium zła w Polsce.

Suwerenność sędziów i niezawisłość sądów, którą podkreślali jeszcze ówcześni sędziowie, brzmiała jak przewrotny i prowokacyjny frazes w czasie, gdy stosowano już zupełnie przeciwną, sowiecką wykładnię prawa. Cele i zakres tego prawa, zastosowanego także w Polsce, jasno formułowała „Teoria dowodów sądowych w prawie radzieckim” autorstwa A.J. Wyszyńskiego, gdzie stwierdza się wprost: „Zadaniem radzieckiego socjalistycznego prawa jest przełamanie oporu wrogów klasowych i ich agentur, zabezpieczenie budownictwa socjalistycznego, wzmocnienie nowych socjalistycznych stosunków społecznych oraz całego radzieckiego ładu prawnego”.


Mord na zlecenie, czyli normalny proces


Emil Fieldorf był już raz aresztowany w marcu 1945 roku, w czasie, gdy podstępnie schwytano przywódców AK i wywieziono do Moskwy, gdzie zostali oskarżeni w haniebnym procesie pokazowym. Generał nie został wtedy rozpoznany, aresztowało go NKWD pod nazwiskiem Walenty Gdanicki przypadkiem jako pospolitego przestępcę, kamuflował się bowiem jako handlarz tytoniem. Zesłano go w głąb Rosji, do łagrów pod Uralem. Po powrocie w 1947 roku i oficjalnym ujawnieniu się został ponownie aresztowany w 1950 roku. Wyrok śmierci zapadł nie w sądzie, jak już dziś wiadomo, a w najwyższych instancjach władzy. Sądy były tylko wykonawcą tego zlecenia. Dawał to do zrozumienia w późniejszym wywiadzie Jakub Berman: „Jeżeli (Fieldorf) należał do czołówki AK-owskiej, z pewnością jego sprawa nie została załatwiona na niskim szczeblu”. Ten enigmatyczny trop wyjaśnia bliżej inny dyrektor MBP płk Julia Brystygierowa w podobnym wywiadzie. Według niej, proces generała był tylko wynikiem nieudanej gry operacyjnej wywiadu i UB, w której generał miał być podstawiony jako kolejny szef konspiracyjnej organizacji Wolność i Niezawisłość, mającej powiązania z emigracją na Zachodzie i wiarygodnej dla wywiadu amerykańskiego. „Gdy Fieldorf – tłumaczyła Brystygierowa – zdecydowanie odrzucił propozycję współpracy, sprawa stała się groźna dla bezpieczeństwa ludzi biorących udział w grze. W pewnym momencie „Nil” wiedział za dużo, aby żyć. Musiał umrzeć. Pozostało tylko uzgodnić szczegóły, w jaki sposób usunąć generała z tego świata. Były różne propozycje. W końcu zdecydowano się na normalne, starannie przygotowane śledztwo i proces”.

Być może tak było, albo jest to tylko dorobione po latach wyjaśnienie tła sprawy podyktowane wyższymi rzekomo względami. W każdym razie jest to również mimowolne przyznanie się, że zbrodnie sądowe były w nowym państwie komunistycznym „normalnymi” procedurami, wzorcem, normą działania tego państwa. Tak było w wielu sprawach, w pokazowym procesie „TUN” generałów Tatara, Mossora, Kirchmayera, Hermana, pułkowników Utnika, Nowickiego, a także w tzw. procesach odpryskowych przeciwko ppłk. Barbasiewiczowi, mjr. Machalli, płk. Adamieckiemu, ppłk. Minakowskiemu, kmdr. Wojcieszkowi, por. mar. Fickowi i przeciw wielu innym.

O rozstrzygnięciu wielu spraw decydowało Biuro Polityczne KC PZPR. W 1948 roku wyznaczono termin i obsadę w procesie Kazimierza Pużaka. W tym samym roku zadecydowano w innej sprawie jeszcze bardziej szczegółowo: „W związku z odbywającym się procesem przeciwko 21 oskarżonym o zabójstwo gen. Świerczewskiego Biuro Polityczne sugeruje 7 wyroków śmierci”. Wojskowy Sąd Rejonowy wykonał polecenie z nawiązką, wydał dziewięć wyroków śmierci.

Sądownictwo komunistyczne było więc metodycznie i praktycznie przygotowywane i przeznaczone do wykonywania poleceń władz partyjnych, wojskowych i Urzędu Bezpieczeństwa. Śledztwa, zeznania oskarżonych i świadków, składy sędziów i prokuratorów, miały być dopasowane do zleconych wyroków. Zeznania w śledztwach były wymuszane szantażem lub torturami, dokumenty mogły być fabrykowane lub fałszowane, procesy prowadzone stronniczo i z ideologiczną wykładnią. „Sprawa ‚Nila’ – pisze prof. Adam Strzembosz – była rozpoznawana w ramach tzw. sekcji tajnej utworzonej w Warszawie w Sądzie Wojewódzkim w styczniu 1951 roku. Dobór sędziów do tej sekcji był bardzo staranny, oczywiście pod względem ich ‚uświadomienia politycznego’ i dyspozycyjności. Zakonspirowanie i samej sekcji, i wpływających do niej spraw (odrębne, zakonspirowane repertorium), tajność spraw, specjalny dobór ławników i obrońców – wszystko to powinno u ‚normalnego’ sędziego wywoływać postawę szczególnej ostrożności i wnikliwości. Przewodnicząca rozprawie Maria Gurowska była osobą pewną politycznie, a równocześnie sędzią bez większego doświadczenia. Mimo to prawidłowe rozpoznanie sprawy nie przekraczało jej możliwości intelektualnych – nie była sędzią po 6-miesięcznym kursie i o podstawowym wykształceniu”.


Przestępcy w togach


Kim byli i skąd się wywodzili wszyscy sędziowie, prokuratorzy, śledczy, którzy wyrokowali w procesach takich jak generała Fieldorfa? Wszyscy, którzy decydowali się przyjmować i zatwierdzać podyktowane im wyroki, dorabiać tylko do nich prawnicze uzasadnienia, a przecież brać na siebie odpowiedzialność za decyzję o czyimś skazaniu lub śmierci. „Zbrodnie sądowe – pisze Adam Strzembosz – (…) są szczególnym wynaturzeniem, bo przecież podstawową rolą sądu karnego jest niedopuszczenie do nadużyć ze strony władzy wykonawczej oraz wszystkich tych, którzy posiadają przewagę fizyczną. Walcząc z przestępczością, sądy nie mogą być siedliskiem przestępców. Kompromitują wszelkie wyobrażenia o sprawiedliwości. Dlatego żadne praworządne państwo nie może się godzić na bezkarność przestępców w togach”.

W PRL sędziowie ci i prokuratorzy budowali nowy „wymiar sprawiedliwości”, tworzyli nowy ład prawny, robili kariery prawnicze i akademickie, kształcili w nowym duchu prawnym zastępy swych następców. Niektórzy z nich, po zmianach w 1956 roku, być może obawiając się odpowiedzialności, wyjechali na Zachód lub do Izraela. Nie zostali wypędzeni, raczej uciekali lub korzystali z nadarzającej się okazji. Ryzykowali, jak się później okazało, co najwyżej utratą stanowisk lub degradacją zawodową. Przez cały okres PRL pozostawali przynajmniej w tle całego wymiaru sprawiedliwości, o czym pełniej można się było dowiedzieć dopiero po 1989 roku.

Maria Gurowska z domu Zand należała do tych prawników, którzy zasilili wymiar sprawiedliwości PRL, posiadając już przedwojenne wykształcenie prawnicze. Po długoletniej karierze w sądownictwie przeszła w 1970 roku na specjalną rentę inwalidzką. Dopiero po 1989 roku, gdy ujawniono sprawę generała „Nila”, zwłaszcza w publikacjach jego bratanicy Marii Fieldorf i Leszka Zachuty, wszczęto śledztwo przeciw Gurowskiej w 1992 roku. W 1995 roku postawiono jej zarzut udziału w mordzie sądowym na gen. Fieldorfie. Nie poczuwała się wówczas do żadnej odpowiedzialności, przeciwnie, w piśmie do ministra sprawiedliwości, który nazwała swoim testamentem politycznym, powtórzyła wszystkie dawne oskarżenia z procesu generała, kończąc charakterystycznym, choć mało wiarygodnym oświadczeniem: „Nigdy nikt, ani w tej sprawie, ani w żadnej innej, nie usiłował nawet wpłynąć na mnie – na sposób orzekania. Nigdy nie byłam nagradzana za rozpoznanie żadnej sprawy. Zaznaczam, że po wydarzeniach marcowych i interwencji w Czechosłowacji wystąpiłam z partii. Moje przedwczesne przerwanie pracy było także skutkiem wydarzeń marcowych – jestem Polką pochodzenia żydowskiego”. Według dostępnych dziś dokumentów wiadomo, że sędzia Gurowska orzekała już w pierwszych rozprawach „sądu kapturowego” w więzieniu śledczym na Rakowieckiej na początku 1950 roku. Następnie była jednym z sędziów tajnej III sekcji IV Wydziału Karnego Sądu Wojewódzkiego w Warszawie przez cały okres jej istnienia. Co do zakończenia jej pracy, to według dokumentu Ministerstwa Sprawiedliwości „została zwolniona z pracy w sądownictwie z dniem 30 IV 1970 r. w związku z przejściem na rentę inwalidzką, przyznaną jej w drodze wyjątku przez Prezesa ZUS”.

Rozpoczęty proces nie zakończył się, Maria Gurowska zmarła w 1998 roku.

Sędzia Igor Andrejew, szef otwartej po wojnie dla szkolenia partyjnych prawników Centralnej Szkoły Prawniczej im. T. Duracza, później profesor prawa karnego, wychowawca pokoleń prawników, autor takich prac, jak: „Niektóre aspekty represji karnej w świetle prac Józefa Stalina” (1953), „Istota przestępstwa w Polsce Ludowej” (1949), „Prawo karne. Nauka o przestępstwie” (1952), wykładowca wielu uniwersytetów, także zagranicznych. Po 1989 roku, inaczej niż Gurowska, próbował usprawiedliwić swą bezczynność przy zatwierdzeniu w Sądzie Najwyższym wyroku śmierci na generale Fieldorfie właśnie przekonaniem o „sile wyższej”, która już zadecydowała, jaki to ma być wyrok. Miała to być też rozgrywka między dwoma pozostałymi sędziami, przewodniczącym Merzem i Auscalerem. W wywiadzie z 1990 roku prof. Andrejew mówił: „Zorientowałem się, że zdanie odrębne jest bezcelowe, bo to była sprawa przesądzona. Wyczuwałem nastawienie w tej sprawie. Ta sprawa była w rękach naczelnej osoby w państwie. (…) Nie widziałem sensu zgłaszania zdania odrębnego, tym bardziej że ja nie miałem przekonania, że jest to całkowicie bezpodstawne”. Na koniec sędzia profesor zwierza się w wywiadzie z takiej oto rzeczy: „Wstyd się przyznać, ale ja myślałem wtedy, że to był jakiś Niemiec”. Jedyną sankcją wobec sędziego Andrejewa w latach 90. było usunięcie go przez byłych uczniów z Rady Naukowej Instytutu Prawa Karnego UW i wykluczenie z Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Karnego.

Sędzia Emil Samuel Merz z przedwojennym wykształceniem prawniczym, w czasie wojny w ZSRS i w Dywizji im. Kościuszki, po wojnie zostaje kapitanem UB, od 1948 przechodzi do Ministerstwa Sprawiedliwości. Od 1949 roku jest sędzią Sądu Najwyższego, gdzie przewodniczył tajnemu Wydziałowi III Izby Karnej. Gustaw Auscaler po powrocie z ZSRS po zakończeniu wojny pracował najpierw w przemyśle i handlu, później w prokuraturze, a następnie w Sądzie Najwyższym. W latach 90. próbowano wszcząć procesy przeciw tym sędziom, a także przeciw prokuratorom Benjaminowi Wajsblechowi i Paulinie Kern oraz ławnikom, którzy brali udział w pierwszej rozprawie. Zostały jednak umorzone albo ze względu na wcześniejszą śmierć podejrzanych, albo z powodu wyjazdu do Izraela – Auscalera w 1957, Pauliny Kern w 1968 roku.

W sprawie zabójstwa sądowego generała Fieldorfa nikt więc nie został osądzony, a jak wskazuje przypadek Heleny Wolińskiej-Brus, zamieszkującej w Londynie od 1971 roku, nikt nie zostanie osądzony. Zbrodnie „wymiaru sprawiedliwości” i przestępców w togach są, widać, najtrudniejsze do osądzenia i pozostają bezkarne.

Miejsce pochówku generała Fieldorfa jest nieznane: może to być cmentarz na Służewie lub jego okolice, może cmentarz Powązkowski, albo raczej zbiorowe, anonimowe mogiły, ukryte wzorem Katynia. Powstał za to na początku lat 70. symboliczny monument pamiątkowy na Powązkach, ufundowany przez ówczesnego ministra obrony narodowej gen. Jaruzelskiego, na którym próbowano jeszcze zafałszować biografię generała Fieldorfa.

Przypomina się tu – zamiast przesłania o jego męczeńskiej śmierci i zbyt długiej drodze do prawdy – fragment wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego „Pożegnanie żałosnego strzelca”, brzmiący jak motto czy memento:

Jakie szczęście, że nie można tego dożyć,

kiedy pomnik ci wystawią, bohaterze,

i morderca na nagrobkach kwiaty złoży.

drukuj