Wigilie wielkich Polaków

Kiedym z gwiazdą nadziei – leciał, świecąc Judei Hymn narodzenia śpiewali
anieli, Mędrcy nas nie widzieli, królowie nie słyszeli Pastuszkowie postrzegli i
do Betlejem biegli, Pierwsi wieczną mądrość witali, wieczną władzę uznali:
Biedni, prości i mali… To słowa Adama Mickiewicza z III części "Dziadów". O
tym, jak wigilijną gwiazdę nadziei witali Wielcy Polacy – opowiemy.

Kolęda – kołysanka

Mróz był siarczysty, śnieg skrzypiał pod płozami, janczary grały kapelą
srebrzystą. W dzień Wigilii Bożego Narodzenia – 24 grudnia 1798 roku, pani
Barbara z Majewskich i Mikołaj Rymwid Mickiewiczowie jechali na Wigilię z
Nowogródka do Zaosia. Pani Barbara spodziewała się dziecka. I oto w przydrożnej
karczemce, w drodze na Wigilię, urodziła swego drugiego syna, który miał
przynieść sobie wigilijne imię – Adam. Karczemka była tak uboga, że nie było
stołu, na którym można położyć niemowlątko, by je spowić w pieluszki. Ojciec
Mikołaj wydobył tedy z podróżnych sepetów księgę – tom poezji ks. bp. Ignacego
Krasickiego z ową frazą z hymnu Rycerskiej Szkoły kadetów: "Święta miłości
kochanej Ojczyzny". I na tejże księdze spowito małego Mickiewicza w pieluszki.
Tyle piękna legenda, której prawdziwość potwierdzają relacje braci. Największy
poeta polski rodzi się tak jak Boże Dziecię – w ubóstwie i pierwszą jego
kołysanką jest kolęda. To właśnie on w przyszłości, wracając tęskną myślą do
nadniemeńskich Wigilii dzieciństwa, powie z katedry College de France o kolędach
polskich: "Nie wiem, czy jaki inny kraj może się poszczycić zbiorem podobnym do
tego, który posiada Polska… Uczucia w nich wypowiedziane, uczucia
macierzyńskie, gorliwej czci Najświętszej Panny dla Boskiego Dzieciątka, są tak
delikatne i tak święte, że trudno by znaleźć w jakiejkolwiek innej poezji
wyrażenia tak czyste, o takiej słodyczy i takiej delikatności". W nowogródzkiej
farze, przed wizerunkiem Madonny (której powierzy pani Barbara Mickiewiczowa
swego synka, gdy niesforny trzylatek wyleci przez okno) śpiewano w wigilijny
czas przepiękne kolędy: "Gdy śliczna Panna Syna kołysała", "Lulajże Jezuniu",
"Jezus malusieńki". A potem był powrót do dworku przez uliczki zasypane
śniegiem, pod rozgwieżdżonym niebem. W domu czekała Wigilia – sianko pod
obrusem, samotne krzesło dla oczekiwanego wędrowca, opłatek z konterfektem "Tej,
co w Ostrej świeci Bramie". Dzielenie się opłatkiem, tym okruszkiem "Bożego
chleba". Do końca życia będzie Adam Mickiewicz wspominał te lata
sielskie-anielskie, mówiąc: "Nigdzie na ziemi tak wesołego życia, jak w
litewskich wioskach i zaściankach. Tyle tam radości, miłości, szczęścia… Może
już Bóg nie da użyć tego życia, ale musimy coś zrobić, aby zachować to drogie
narodowe ziarno…". Zachował je w "Panu Tadeuszu".

Promieniste Adamowe

Dwudzieste urodziny i imieniny Adama Mickiewicza obchodzili uroczyście jego
przyjaciele – Filomaci zwani Promienistymi. Towarzystwo Filomatów – miłośników
cnoty i nauki, działało tajnie na Uniwersytecie Wileńskim od roku 1817. Hucznie
i wesoło obchodzono podwójne święto – imieniny założycieli: Tomasza Zana (21
grudnia – "Na świętego Toma, Gody już doma") i Mickiewicza, czyli "Tomaszowe i
Adamowe". Na dwudzieste urodziny i imieniny w roku 1818 powitały solenizanta
misterne okrzyki Promienistych: O ty, wielki Adamie! O! Adamie wielki! Tyś jest
jak rzeka! Nie! jak wzniosła góra! Nie! – jak gwiazda jasna! Nie!… Lepiej jak
chmura! Adamie, nasze kochanie! Bo w twych wierszach wszystko gra, kocha się i
płynie… Niech przez twój wiersz pół Polski na cały świat słynie! Janko
Czeczot, Franciszek Malewski, Józef Jeżowski, Tomasz Zan – to adresaci dedykacji
Mickiewicza na "Balladach i romansach": "Przyjaciołom moim, na pamiątkę
szczęśliwych chwil młodości, które z nimi przeżyłem". Dla nich pisał też swą
wspaniałą "Odę do młodości" z wołaniem: "Razem, młodzi przyjaciele/ w szczęściu
wszystkiego są wszystkich cele". Zaiste orla była ich młodości potęga. Niestety
– jej skrzydła zostaną złamane. Druga dedykacja poświęcona Promienistym
przyjaciołom widniejąca na karcie dedykacyjnej III części "Dziadów" zamyka ich
krótkie i dramatyczne życiorysy: "Spół uczniom, spół-więźniom, spół wygnańcom za
miłość ku Ojczyźnie prześladowanym, z tęsknoty ku Ojczyźnie zmarłym". Wigilię
roku 1823 spędzili Promieniści już w więzieniu. Akt oskarżenia sformułowany
przez Moskali przynosi tym młodym zaszczyt. Byli oskarżeni o to, iż "łączyli
siły, ażeby odbudować Polskę w dawnym Jej blasku". Z reporterską wiernością
odtworzy Adam Mickiewicz więzienną Wigilię Filomatów w III części "Dziadów".
Ignacy Domeyko – jeden z najmłodszych uwięzionych, pisze w swym pamiętniku:
"Północami – przekupiwszy szyldwachów zbieraliśmy się w celi Adama. Za oknem
była zima i grożący nam wszystkim Sybir… W więzieniu panowała wiosna i
nadzieja na przyszłość choć dalekiej – Polski… Cela Adama przytykała do muru
kościoła Ostrobramskiego: …Z jutrzni w noc Bożego Narodzenia dochodziła nas
przy wtórowaniu dalekiego organu przytłumiona pieśń ‚Przybieżeli pastuszkowie’ –
która przenosiła nas w progi domowe, gdzie po nas matki i siostry płakały…". W
tej celi Mickiewicza, gdzie umarł Gustaw – kochanek Maryli, a narodził się
Konrad – kochanek Ojczyzny, opowie przyjaciołom Janek Sobolewski scenę wywożenia
na Sybir najmłodszych skazanych i powtórzą wszyscy słowa przysięgi: "Jeśli
zapomnę o nich – Ty, Boże na niebie – zapomnij o mnie!". W grudniu roku 1830
Mickiewicz napisze: "Któżby przewidział wszystkie burze, które nam grożą?". Taką
burzą było Powstanie Listopadowe, w którym bohatersko walczył brat Adama –
porucznik 13. Pułku Ułanów, Franciszek Mickiewicz. W miejscowości Łukowo,
nieopodal Obornik w województwie wielkopolskim, przetrwał przepiękny modrzewiowy
kościółek, w którym bracia Mickiewiczowie przeżyli ostatnią Pasterkę w
Ojczyźnie. Mamy z owej wielkopolskiej Wigilii roku 1831 bardzo cenną i
interesującą relację pióra kapitana napoleońskich szwoleżerów Adama Turno.
Zachowujemy osobliwości ortografii starego wiarusa: "Przyjechaliśmy do Łukowa,
tu poznałem naszego sławnego Poety Mickiewicza; brunet, oczy ciemnozielone,
włosy czarne, nos piękny (…) często zamyślony, a rzadko wesoły (…) bardzo
jest skromny, lubi zwyczaje narodowe aż do przesady – uważał aby w czasie
wigiliji Bożego Narodzenia jedzono na sianie, aby słoma w końcie stała – żeby
gwiazdka na włosie wisiała (…) jest nabożny, żegna się siadając i wstając od
stołu; bywa na Nabożeństwach". Franciszek Mickiewicz pozostanie w Wielkopolsce
na zawsze i tam spocznie w miejscowości Rożnowo. Piękna szkoła w tej wsi
przyjęła jego imię w roku Mickiewiczowskim 1998. Wybitni historycy literatury
jak profesor Teofil Syga stwierdzają: "24-31 grudnia 1831 – w Łukowie, w
Poznańskiem, narodziła się myśl ‚Pana Tadeusza’. Jest w poemacie piękne
westchnienie jak to ‚panowie bracia w Wielko Polszcze było/ co za duch, co za
zgoda, aż przypomnieć miło’".

"Przyjdź! Rozjaśnij dolę mą"

A potem już były tylko Wigilie wygnańcze, paryskie. Przywołując je,
najstarsza z sześciorga dzieci poety, Maria, Misią zwana, pisze: "Rano szliśmy
wszyscy razem ojcu winszować, składać nasze życzenia i podarki. (…) Wieczorem,
na stole sianem zasłanym, ukazywała się kucja, na nitce spuszczonej u sufitu
wisiała gwiazdka z opłatka i kolebka, które Ojciec sam przygotowywał, i
przesuwały się, z wielką nieraz trudnością pod dozorem mamy przyrządzone
tradycyjne potrawy. W ostatnich latach, z wielką satysfakcją Ojca, znalazła się
nawet Żydówka polska, która przychodziła ugotować szczupaka po żydowsku".
Dzielono się opłatkiem. "Dawała się nagle słyszeć za drzwiami kolęda ‚W żłobie
leży, któż pobieży’, której Ojciec z rozrzewnieniem słuchał, półgłosem wtórując
ulubionej pieśni"… To szli do Mickiewicza wierni przyjaciele – wygnańcy.
"Ojciec otwierał im drzwi i sam ich śpiewowi przewodniczył". W Wigilię 1854 roku
Misia zapłakała: "Na imieniny Ojca już nie mogła mama zasiąść z nami do stołu i
do jej łóżka poszliśmy się dzielić opłatkiem, którego na ziemi już ani Ojciec
ani Mama przełamać z nami więcej nie mieli". W konkursie "Gość Wigilijny", który
towarzyszy naszemu spektaklowi "Wigilie polskie", wystawianemu od wielu lat na
scenach Teatrów Wielkich w Łodzi, Warszawie i Poznaniu – Adam Mickiewicz zajmuje
pierwsze miejsce wśród poetów. To z nim Polacy chcieliby jeszcze dziś przełamać
się opłatkiem. Motywując swój wybór tak, jak dwudziestoletnia Oleńka Wołoszyk z
Gdyni: "On cały czas jest w sercu moim. Wierności i przywiązania uczy do
przyjaciół i najdroższej Polski. Radość i optymizm w moje serce wlewa. Będzie
zawsze gościł na każdej mojej wigilii". Pani Anna Kasprzak z miejscowości
Sulęcinek napisała: "To z Jego poezji można pić jak w Soplicowie – przywiązanie
do Polski". A Marek Jarczyński, student Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w
Poznaniu, tak uzasadnił swój wybór: "On kochał naród, On kochał wielu, On kochał
wiele – powtarzam słowa Archanioła z ‚Dziadów’. Jak brak nam dziś tej miłości.
Idźmy po nią do Mickiewicza!". Ale najbardziej wzruszający list dotarł do nas ze
wsi Glinik Dolny na Rzeszowszczyźnie. Jego autorka, pani Jadwiga Rec, pisała:
"Jestem starą i chorą kobietą, mój mąż stracił zdrowie na wojnie, robiłam
wszystko, aby moje dzieci były mądrzejsze ode mnie. Ja mam tylko cztery klasy
szkoły podstawowej. Bardzo kocham Ojczyznę, modlę się za nią… Piszę swoimi
prostymi słowami: Zapraszam Panie Adamie/ Przyjdź rozjaśnij dolę mą pięknym
wierszem lub kolędą/ Rozwesel mój smutny dom/ Ja zawsze Ciebie czytałam/ Od
najmłodszych moich lat/ Całe życie Cię kochałam/ Żyjesz pośród chłopskich
chat…".

Msza za Polskę

"Dzień pierwszy Bożego Narodzenia przepędziłem smutno. (…) Zostałem sam w
domu – ale nie sam zupełnie, bo właśnie w tym dniu odebrałem do poprawy pierwszy
arkusz druku nowego poematu, który wydaję na świat. (…) Wyjście na świat tego
poematu będzie dla mnie bardzo ważną epoką…". Dla literatury polskiej także.
Bo ten poemat to "Kordian". Wigilia Bożego Narodzenia Juliusza Słowackiego w
Genewie, rok 1833: "Dzisiaj najpiękniejsze świeci słońce – pisze Juliusz matce –
w ogrodzie uzbierałem bukiet fiołków". Ale tęsknota ubiera kraj młodości w
tęczowe barwy i patrząc na srebrzyste Alpy i perłowe wody Lemanu Słowacki pisze:
"O, gdybyście wiedzieli, jak mi się nasz kraj pięknym wydaje! Szczególnie Litwa
– do niej kiedyś świętą zrobię pielgrzymkę". Rok później Juliusz pisze z
miłością: "Mamo moja, jaki byłbym szczęśliwy, gdybym mógł (…) gwarzyć z Tobą,
kochana Mamo – i opowiadać Ci z zapałem plany moje poetyczne plany, tak jak
niegdyś bywało. Tu jestem tak samotny. (…) Upadł śnieg – cieszyłem się jak
dziecko. (…) Różne wspomnienia cisnęły mi się do głowy, a nade wszystko
wspomnienia ostatnich świąt Bożego Narodzenia. (…) Chciałbym, żeby mi tu kto
mógł zaśpiewać kolędę taką, jaką słyszałem ostatniego roku będąc w Krzemieńcu.
(…) O gdybym raz usłyszał jeszcze Dziadunia mego śpiewającego prostą kolędę w
dzień Bożego Narodzenia razem ze służącymi domu, zdaje mi się, że bym do
dziecinnej wiary mojej powrócił…". I w swej twórczości wspominał będzie owe
Wigilie, gdy "w jasnej piekarni kolęda płakała w rymy ubrana najlichsze". W
poemacie "Horsztyński" Juliusz napisze: "Znalazłem opłatek. (…) Czuję te
drżące listki chleba w moich dłoniach. Jak ja lubiłem niegdyś Boże Narodzenie!
(…) Kleiłem z opłatków różnokolorowe słońca, kołyski – jakaś świętość i wesele
napełniały moje dziecinne serce…". A świętą pielgrzymkę zrobił nie na Litwę,
lecz do Ziemi Świętej i 24 grudnia 1837 roku znalazł się na pustyni przy
"maleńkim miasteczku El-Arish". Wśród palm, przy szumie Śródziemnego Morza
"zastała nas wigilia Bożego Narodzenia… Wieczorem towarzysz mój dobywszy
zapomnianego czakana, zagrał mi wiejską kolędę, której słuchałem z
rozczuleniem". W "Dzienniku podróży na wschód" Słowacki notuje: "Wigilia B.
Narodzenia – kolęda – noc okropna, burza i pioruny. (…) Smutny dzień Bożego
Narodzenia". Wigilię Bożego Narodzenia przeżytą na pustyni opisze w poemacie
"Anhelli": "W Wigilię Bożego Narodzenia, kiedy z tej spokojnej pustyni myśli
moje odbiegły aż do dalekiej Ojczyzny mojej i ku owym dniom, które dawniej
spędzałem na ucztach w gronie rodzinnym, okropna burza, przewiewana wichrem z
Morza Czerwonego na Śródziemne, gruchnęła w nocy i polała się deszczem piorunów
na mój namiot". Wkrótce potem autor "Kordiana" będzie miał szansę przeżyć
niezwykłe chwile w Jerozolimie. "Noc u Grobu Chrystusa przepędzona zostawiła mi
mocne wrażenie na zawsze – opisze matce. – O drugiej w nocy ksiądz rodak wyszedł
ze mszą na intencję mojej kuzynki, a ja klęcząc na tym miejscu, gdzie anioł
biały powiedział Magdalenie ‚Nie ma go tu, zmartwychwstał!’ słuchałem całej mszy
z głębokim uczuciem". Pani Salomea Słowacka, nie dowierzając domyślności
rodaków, na wszelki wypadek napisała na tym liście, za jaką "kuzynkę" modlił się
jej genialny syn u Grobu Pańskiego: "Na intencję Kuzynki (Ojczyzny)", a Juliusz
rzucił w notatniku: "Msza za Polskę". Był także w miejscu narodzin Chrystusa.
"Jeździłem do Morza Martwego, do Betleem, gdzie także na Żłobku Chrystusa
słuchałem odprawionej mszy. Wszystkie te okolice Jerozolimy napełniają serce
jakąś prostotą i świętością. Miło być w prostej grocie, gdzie anieli zwiastowali
pasterzom narodzenie się Pana".

"Nasza Panna Gwiazdka"

"Była Wigilia i piękny (wyraźnie wiosenny) czas… Sam jeden o 12 wolnym
krokiem udałem się do ś-tego Szczepana. (…) Cicho było – (…) czułem więcej
niżeli kiedy osierociałość moją". To pierwsza samotna Wigilia dwudziestoletniego
Fryderyka Chopina. Jest w Wiedniu. Już wie o wybuchu Powstania w Polsce. Do
przyjaciela Jana Matuszyńskiego w Warszawie pisze, datując: "Wiedeń. Dzień
Bożego Narodzenia. Niedziela rano. Przeszłego roku o tym czasie byłem u
Bernardynów. Dzisiaj w szlafroku sam jeden siedzę, pierścionek gryzę i piszę…
Śniło mi się o Tobie, o Was, o nich, moich dzieciach kochanych…". Mianem
dzieci Fryderyk określał swoją ukochaną rodzinę. W dzienniku zapisze: "Wszystko,
com dotychczas widział za granicą, zdaje mi się stare, nieznośne i tylko mi
wzdychać każe do domu, do tych błogich godzin, których cenić nie umiałem". Te
błogie godziny to cudowne Wigilie z rodzicami i siostrami, których wspomnienie
powracać będzie do końca życia. W Wiedniu powstaje pierwsze scherzo Chopina.
Scherzo h-moll. Scherzo znaczy żart – a jest w tej kompozycji wszystko poza nim
– burza, zwątpienie, żal. I ten przejmujący kontrast między uderzeniem akordów,
a cytatem jasnym i świetlistym z przepięknej polskiej kolędy "Lulajże Jezuniu".
Będzie zawsze pamiętał, by z Paryża wysłać na Gwiazdkę do Polski dary swoim
ukochanym. Na Wigilię 1834 roku pani Justyna Chopinowa (czyli jak napisze jego
siostra Ludwika – Pani Matula) otrzyma od ukochanego syna pierścień. Ludwika
opisze go: "Pierścionek Mamy śliczny, wytłumaczony, że brylant to Ty, a my dwie
po boku". Ojciec – pan Mikołaj Chopin, pisze po Wigilii 1840 roku: "Mój drogi
Fryderyku, Twój ostatni list dotarł do nas w Wilię Świąt Bożego Narodzenia, w
dniu, kiedy zebraliśmy się wszyscy, by zgodnie z obyczajem, który zapewne
pamiętasz, zasiąść do kolacji, a i po to żeby ofiarować gwiazdkę dzieciom Twojej
siostry. Cóż za radość dla Tych uroczych, małych istot oglądać tyle drobiazgów
przeznaczonych dla nich!". Rok później siostra Ludwika pisze bratu, że na
Wigilii był z nimi pierwszy nauczyciel muzyki Fryderyka "poczciwy, stary"
Wojciech Żywny. I ona – szczęśliwa matka (a swemu synowi dała imię Fryderyk),
pisze: "Nie masz idei, co to tu u nas teraz za festyn dla dzieci ta gwiazdka, a
jak Wujaszek i Ciotka bębny psują, co cacek, kajetów, książek! A Babcia, A
Dziadzia! A to, a owo! Dzieci do tego stopnia uszczęśliwione, że mały Frycek, aż
na nogi powstał dnia tego, aby co prędzej dotuptać do założonego rozmaitościami
stołu. Frycek Ciebie nam przypominał i myślą byliśmy razem i łamaliśmy się
opłatkiem z Tobą, ale ja tylko pragnę, aby choć raz w życiu nim umrę, było
naprawdę". Nie było. 24 grudnia 1845 roku Chopin pisze do "najukochańszych" z
Paryża: "Dziś tutaj wszyscy w domu zakatarzeni. Że ja kaszlę nieznośnie, to nic
dziwnego, ale Pani Domu tak zakatarzona i gardło ją boli, że musi ze swego
pokoju nie wychodzić, co ją mocno niecierpliwi. (…) Cały Paryż w tym tygodniu
kaszle. (…) Dziś Wigilia Bożego Narodzenia nasza panna gwiazdka. Tutaj tego
nie znają. (…) Smutna wigilia (…). Ściskam Was najserdeczniej. Nigdy się o
mnie nie turbujcie. Pan Bóg na mnie łaskaw. Kocham Was". Na Boże Narodzenie roku
1847 Chopin napisze: "Ludwice, jeden ze starych, zaczętych, niespalonych listów.
Paryż, Boże Narodzenie, 26 grudnia 1847", tytułując "Najukochańsze Dzieci". Ale
list jest pełen żalu wobec George Sand – czyli Pani Domu, i nie wspomina, jak
Chopin spędził tę Wigilię, on sam pisze tylko: "Grypy dużo, ale ja mam swojej
chrząkaniny zwyczajnej dosyć i grypy się nie boję… Wącham czasem homeopatyczne
flakony moje, dużo lekcji daję w domu i jak mogę, tak się trzymam".

"W dzień Bożego Narodzenia – radość wszelkiego stworzenia"

"A w twierdzy przy stołach, okrytych sianem, oblężeni łamali się opłatkami.
Cicha radość płonęła na wszystkich twarzach, bo każdy miał przeczucie, pewność
prawie, że czas niedoli minął już rychło". To Wigilia w twierdzy Jasnogórskiej
opisana przez Sienkiewicza w "Potopie". W roku 1890 autor "Trylogii" wyruszył do
Afryki. W grudniu, odpływając z Neapolu na tę niezwykłą wyprawę, napisał: "A
dziś wigilia. Dziwna wigilia i święta – na morzu (…) Siedząc na Piazza Umberto
– myślałem, że Neapol jest cudem świata – ale rozmyślałem o lesie Zakopiańskim,
o radosnych okrzykach dzieci na widok choinki – i myślałem sobie, że tego nic
nie zastąpi – żaden cud świata – nawet przepyszny pióropusz Wezuwiusza błyskając
purpurą na niebie… Nic nie zastąpi wigilii wśród bliskich sercu – w rodzinnym
domu…". O takich wigiliach w rodzinnym domu będzie marzył Stefan Żeromski.
Napisze w "Dziennikach": "Zapominam się i marzę, że pojadę na święta do domu.
Budzę się, tam nie ma nikogo". Tak wcześnie utracił swój rodzinny dom u stóp Gór
Świętokrzyskich. Będzie za nim tęsknił do końca swoich dni. "Wigilia… Obrus
rozciągnięty na stole okrytym sianem, choinka (…) przy tym drzewku, przy tym
sianie, łączą się rodziny, topnieją serca, tylko dla mnie nie ma gościnnego
miejsca przy żadnym sercu. Zawsze mi smutno, zawsze mi w taki dzień tęskno – za
matką, za tym ‚żem nie znał prawie rodzinnego domu’" – taką frazą ze Słowackiego
zamknął Żeromski dzień Wigilii roku 1888. Kiedy żegnał się ze swoim domem – tym
białym dworkiem usytuowanym w miejscu, które nazwano po latach Żeromszczyzną,
napisał: "Siedziałem na Górze Radostowej, skąd widać było zapadłe kącisko,
niegdyś nasze. Nie mogłem pojąć, nie mogłem zrozumieć tego faktu, że w tym
starym, opuszczonym, ze sczerniałym dachem dworze mieszka kto inny… Tamta wieś
to mojej duszy cząstka do tej chwili". Wigilijną nocą roku 1889 jechał przez
"las osypany śniegiem, we mgłę owinięty" las mojej wsi rodzinnej na Podlasiu.
Napisze w "Dziennikach" dramatycznie: "Noc czarna, wicher dmie… Dokąd ja
dojadę? Sam jeden w tym polu, chory, umierający, bez nikogo na kuli ziemskiej…
Ot – Łosice. Migają daleko światełka: wszędzie wigilia, każdy chłop u swego
domowego ogniska. Ja tylko jeden, wyklęty. Pustka w duszy, nędza, stek chorób
śmiercią grożących i jednego, nie już serca, ale ręki pomocnej. (…) Gdzie moja
marzona sława?". 23 października 2010 roku na Żeromszczyznę powrócił, dzięki
wspaniałym ludziom Gór Świętokrzyskich – Dwór Żeromskich. Będzie służył swą
modrzewiową urodą i pięknym wyposażeniem, które obiecały Muzeum-Zamek w Łańcucie
i Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie – "tym ludziom ubogim,
braciom moim" – jak napisał o mieszkańcach swych umiłowanych "gór domowych"
Stefan Żeromski. A w pamiętniczku, napisanym do mej książki, zatytułowanej frazą
miłości do ziemi rodzinnej z "Dzienników" Żeromskiego "Ciebie jedną kocham",
dziewczynka z Ciekot, owej wsi, którą nazwał cząstką jego duszy, zapisała: "Dziś
wigilia. Nakryłam stół siankiem, a jedno krzesełko nakryłam białym
prześcieradełkiem. Mamusia zawsze każe tak robić, bo mówi, że może jest ktoś
samotny tego dnia… I była radość, wielka radość, w każdym domu tego wieczora,
nawet tak biednym jak nasz". Napisał Stanisław Wyspiański: Bożego Narodzenia ta
noc jest dla nas święta. Niech idą w zapomnienie niewoli gnuśne pęta. Daj nam
poczucie siły i Polskę daj nam żywą, By słowa się spełniły nad ziemią tą
szczęśliwą.

Barbara Wachowicz

 

drukuj