Więziony za „próbę obalenia władzy ludowej” – Ks. Józef Dąbrowski (1912-1968)

Księża niezłomni



Ksiądz Józef Dąbrowski został uwięziony przez komunistów, bo był bliskim współpracownikiem ordynariusza kieleckiego ks. bp. Czesława Kaczmarka. Przeszedł okrutne śledztwo w więzieniu mokotowskim, tortury psychiczne i fizyczne w Rawiczu. Został skazany na 9 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych oraz przepadek mienia na rzecz Skarbu Państwa.

O metodach śledztwa i wymuszania zeznań przez funkcjonariuszy UB opowiadają liczne świadectwa. Jedno z nich przedstawił doradca prawny ks. bp. Czesława Kaczmarka, wmieszany w proces księży kieleckich, ks. Rudolf Adamczyk z Katowic. W książce pt. „Czyściec” (Editions Spotkania 1985) opisał wiele szczegółów swojego śledztwa w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Warto przypomnieć krótkie i istotne szczegóły przesłuchania. Ksiądz Adamczyk pisze, jak po doprowadzeniu go do tzw. pałacu cudów na wstępie oficer śledczy oświadczył: „Albo się przyznam, albo mnie wykończy”. Dalej czytamy: „Przez 10 dni i nocy bez przerwy trzymano mnie na krześle. Reflektor świecił w oczy. Nawet nóg nie wolno mi było wyprostować; kopano mnie. Potrawy przynosili mi Niemcy… Męczono mnie pytaniami, które uwłaczały godności kapłana, Polaka… Upływał dzień po dniu, zmęczenie było coraz to większe. Po pięciu dniach zaczęły mnie prześladować halucynacje. Widziałem, jak po podłodze wzdłuż ścian posuwała się procesja parafialna, w której rozpoznałem niektórych parafian. (…) To znowu zasłaniałem się przed niby walącą się na mnie ścianą, bo tak mi się zdawało. Kiedyś w nocy obudziłem się, stojąc na środku pokoju, śpiewając pieśń kościelną ‚Serce Twe Jezu’. (…) Ze zmęczenia zanikała powoli świadomość. (…) W końcu jednak załamałem się i zeznałem, że rzeczywiście byłem szpiegiem (…) że miałem swoich pomocników (…). W tym transie podałem także nazwiska swoich współszpiegów. (…) podpisałem trzy protokoły o rzeczach, które nie miały miejsca”. Po takim przyznaniu się kapłan został odprowadzony do celi.

Ksiądz Adamczyk zdobył w Rzymie doktorat z obojga praw. Kierował budową katedry Chrystusa Króla w Katowicach. Przez pośrednictwo ks. Jana Danilewicza doradzał ks. bp. Cz. Kaczmarkowi w sprawie sądzonych księży z Wolbromia. Za to został aresztowany i uwięziony na Mokotowie w tym samym czasie, co księża kieleccy. Nie ulega wątpliwości, że przedstawionej wyżej metodzie śledztwa zostali poddani kapłani z Kielc, którzy „przyznawali się” do niepopełnionych czynów. Jednym z nich był ks. dr Józef Dąbrowski.


Pierwsze lata kapłaństwa


Józef Dąbrowski urodził się 17 lutego 1912 r. w Solcu Zdroju k. Buska w rodzinie Antoniego i Zofii z domu Szmelcer. Rodzice pracujący na roli, troszczyli się o kształcenie swoich dzieci. Józef po ukończeniu szkoły podstawowej, od 1927 r. uczęszczał do humanistycznego gimnazjum (sejmikowego) w Stopnicy. Po uzyskaniu świadectwa maturalnego w 1932 r. wstąpił do seminarium duchownego w Kielcach. Profesorowie wkrótce dostrzegli jego zdolności, syntetyczny umysł i pracowitość. Doskonale był przygotowany do wszystkich egzaminów z filozofii i teologii. Po pięciu latach studiów, 20 czerwca 1937 r. w katedrze kieleckiej otrzymał święcenia kapłańskie z rąk wikariusza kapitulnego diecezji kieleckiej ks. bp. Franciszka Sonika.

Po święceniach ks. Józef Dąbrowski pracował kolejno na wikariatach w Sokolinie, Świętomarzy i Górach Pińczowskich. Szczególnie zapisał się w jego pamięci wikariat w Sokolinie, a to ze względu na proboszcza tej parafii ks. Józefa Żurowskiego, kapłana o głębokim życiu duchowym. Już od początku drogi kapłańskiej pracowity wikariusz, dużo czytał, pisał artykuły o duszpasterstwie parafialnym i obowiązkach kapłańskich. Publikował w lwowskim tygodniku „Gazeta Kościelna”, wydawanym przez księży profesorów Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Lwowskiego. 3 kwietnia 1939 r. ks. Dąbrowski został mianowany wikariuszem w nowo powstałej parafii Chrystusa Króla na Baranówku w Kielcach, którą organizował ks. Władysław Widłak. Całe życie liturgiczne i kulturalne parafii ogniskowało się przy tymczasowym drewnianym kościele. Ksiądz Dąbrowski oprócz pracy ściśle duszpasterskiej nauczał religii w miejscowej szkole podstawowej i wiele czasu poświęcał młodzieży.

Wykazał się wówczas talentem nie tylko nauczyciela religii, ale i wychowawcy młodzieży, której stał się niekwestionowanym przyjacielem, na różny sposób „radzącej sobie” z okupantem niemieckim. Jako nauczyciel religii był jednym z organizatorów i opiekunów 12. Kieleckiej Drużyny Harcerskiej. Harcerze byli mocno związani ze swoim opiekunem duchowym i z kościołem parafialnym. Jeden z nich, Zygmunt Kwas, wiele razy wyręczał w pracy pełniącego funkcję kościelnego w parafii – Jana Lewickiego, i stąd w konspiracyjnym harcerstwie Szarych Szeregów przyjął pseudonim „Kościelny”. Ksiądz prefekt wraz z ministrantami-harcerzami organizował życie kulturalne dla całej dzielnicy Baranówka i Barwinka. W kościele były przygotowywane jasełka, okolicznościowe akademie, występy teatralne i deklamatorskie. To wszystko ożywiało religijność i patriotyzm, jednoczyło mieszkańców, pomagało przetrwać czas okupacji. Starsi, ale i młodzież, za wiedzą ks. wikariusza Józefa Dąbrowskiego, przystępowali do działalności konspiracyjnej w Szarych Szeregach, do kształcenia się na tajnych kompletach. Wszystko to działo się w latach grozy, gdy Niemcy przywozili i rozstrzeliwali na kieleckim stadionie coraz to nowych rodaków.

Parafia Chrystusa Króla z czasów wikariatu ks. Józefa Dąbrowskiego ma swoich bohaterskich parafian, w czasie wojny rozstrzelanych przez okupanta niemieckiego. Ma też bohaterów upamiętnionych w obecnych czasach. Z tych na pierwszym miejscu wypada wymienić siedemnastoletniego Wojtka Szczepaniaka, harcerza i ministranta. Mimo okrutnych męczarni w kieleckim gestapo przy ówczesnej ul. Focha nie zdradził tajemnic konspiracyjnych AK i Szarych Szeregów. Rozstrzelany został na Stadionie, a dziś w Kielcach jego imię nosi ulica, szkoły na Baranówku i w Posłowicach oraz zastępy harcerskie. Innej ulicy na Baranówku nadano imię wspomnianego już Zygmunta Kwasa – „Kościelnego”, nieco starszego kolegi Wojtka, jego przełożonego z konspiracji. Podobnie jak jego koledzy, nie mógł pogodzić się ze zniewoleniem sowieckim i chciał uwolnić swojego kolegę z rąk UB. Rozpoznany na ulicy, uwięziony, został zastrzelony przez strażnika w kieleckim więzieniu. Można wspominać z imienia i nazwiska innych młodych konspiratorów z kieleckiego Baranówka, już nieżyjących i żyjących, którzy nie chcieli pogodzić się ani z okupacją niemiecką, ani ze zniewoleniem sowieckim polskiego społeczeństwa. Wszyscy oni byli wychowankami ks. Józefa Dąbrowskiego.

11 kwietnia 1942 r. ks. Józef Dąbrowski został przeniesiony na wikariat do Książa Wielkiego. Proboszczem w tej parafii był ks. dr Antoni Sobczyński, który kończył studia filozoficzne na „Gregorianum” w Rzymie. Do 1938 r. współpracował z wydawnictwem kieleckiego „Przeglądu Homiletycznego”, wykładał teologię biblijną w seminarium kieleckim, a wikariusz był jego uczniem.


Praca na szczeblu diecezjalnym


18 sierpnia 1947 r. ks. Dąbrowski został mianowany prefektem w prywatnym Gimnazjum i Liceum im. Królowej Jadwigi w Kielcach, a 8 września tego roku kapelanem ks. bp. Czesława Kaczmarka. Stał się powiernikiem i najbliższym współpracownikiem ordynariusza, bezlitośnie nękanego przez UB i partię komunistyczną. Oprócz tej posługi ks. Dąbrowski był spowiednikiem alumnów w seminarium, obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Biskupim.

Przez rok, od 10 października 1950 r. był redaktorem dwumiesięcznika „Współczesna Ambona”, wydawanego w Kielcach. UB usilnie nalegał na biskupa, by usunął go z tego stanowiska. Pełniąc te liczne obowiązki, ks. Józef Dąbrowski kontynuował studia teologiczne w Krakowie. 30 czerwca 1951 r. obronił na UJ doktorat z teologii na podstawie rozprawy – „Nauka o człowieku u Hugona od św. Wiktora”.

Aresztowanie i śledztwo w „pałacu cudów”

Ksiądz Józef Dąbrowski został aresztowany na ulicy 4 września 1952 r. przez kielecki UB. W tym czasie funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, kpt. Bogdan Lisowski dokonał rewizji w mieszkaniu kapłana. Księdza przewieziono do Warszawy do więzienia mokotowskiego. Śledztwo prowadził kpt. Lisowski. Przez długi czas ks. Dąbrowski nie przyznawał się do zarzucanych mu przestępstw, czego oczekiwali funkcjonariusze UB.

Odrzucał wszelkie oskarżenia, o czym świadczy zachowany w aktach personalnych jego rękopis, najprawdopodobniej przygotowywany w związku z przesłuchaniami. Dopiero w końcowej wersji zeznań, po długotrwałym śledztwie, odrzucanie oskarżeń przeplata się z deklaracjami, jakich oczekiwali śledczy.

Na przełomie 1952 i 1953 r. wobec ks. Józefa Dąbrowskiego zastosowano w śledztwie dwukrotnie tzw. konwejery, które za pierwszym razem trwały 88, a za drugim 146 godzin. Przesłuchiwany ks. Dąbrowski przez ten czas siedział na stołku, w jego oczy było skierowane mocne światło elektryczne. Zmieniali się oficerowie śledczy. Przesłuchiwany omdlewał, majaczył, miał halucynacje. Śledczy bombardowali go pytaniami, często bezsensownymi, obrzucali niewybrednymi wyzwiskami, grozili. Ksiądz Dąbrowski tak później opisywał te przesłuchania: „Powtarzali co chwilę z gryzącą ironią: – Kto kogo przetrzyma. Nas jest więcej. My się dobrze, spokojnie wyśpimy na zmianę, a was będziemy trzymać dotąd, aż was złamiemy i zmusimy do zeznań, których od was żąda Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Nie było takiego, który by nam się nie poddał. Choćbyście tu mieli zgnić, zginąć, nie ustąpimy w żadnej sprawie, nie zrezygnujemy z żadnego postawionego wam teraz i w przyszłości pytania. Posiadamy takie środki, którymi was zmusimy, że będziecie śpiewać zeznania i prosić, byśmy was chcieli przesłuchiwać. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, w czyich rękach się znajdujecie? My nie żartujemy. Nie ustąpimy”.

Czytając tego rodzaju opisy przesłuchiwania więźniów w PRL, łatwo zauważyć, jakimi metodami funkcjonariusze bezpieczeństwa wymuszali z góry przez siebie ustalone zeznania. Więźnia doprowadzano do takiego stanu, że był nieświadomy, co zeznaje, co podpisuje w protokołach. Władza ludowa samooskarżeniem niszczyła ideologicznego wroga. Długotrwałym i brutalnym śledztwem ubezwłasnowolniono ks. Józefa Dąbrowskiego, by doprowadzić go do samooskarżeń o wymyślone, nierealne przestępstwa.

Rozprawa sądowa, pobyt w więzieniu

W dniach 14-22 września 1953 r. ks. Dąbrowski stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie wraz z ks. bp. Cz. Kaczmarkiem, ks. J. Danilewiczem, ks. W. Widłakiem i s. Walerią Niklewską. Zespołowi sędziów przewodniczył ppłk Mieczysław Widaj, oskarżali naczelny prokurator wojskowy płk Stanisław Zarakowski i wiceprokurator generalny Henryk Chmielewski. Obrońcą z urzędu był adwokat Marian Bartoń. Księdza oskarżano, że „jako współuczestnik antypaństwowego ośrodka usiłował obalić przemocą władzę robotniczo-chłopską i ludowo-demokratyczny ustrój Polski (…) w interesie imperializmu amerykańskiego i Watykanu, wspólnie z Kaczmarkiem, Danilewiczem i innymi prowadził akcję wywiadowczą na terenie Polski”.

Funkcjonariusze bezpieczeństwa czuli wielki lęk przed złożeniem zeznań przez ks. Dąbrowskiego, który później tak pisał do Naczelnej Prokuratury Wojskowej: „Potworny nacisk wywierany na mnie w nocy z 16 na 17 września już w czasie trwającego procesu, abym przyznał się do winy – załamał mnie”, bo nacisku dokonano przy użyciu ks. bp. Kaczmarka i jakiegoś wojskowego. Ksiądz Dąbrowski zeznawał w czwartym dniu procesu. Korzystając z wcześniej przygotowanych „notatek”, przyznał się do działalności wywiadowczej, akcji antykomunistycznej, handlu walutą. Opowiadał urojone historie o planowanej wrogiej polityce Watykanu wobec krajów demokracji ludowej, o działalności wywiadowczej ks. bp. Kaczmarka. Ksiądz Dąbrowski skazany został na 9 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych oraz przepadek mienia na rzecz Skarbu Państwa.

Do połowy marca 1954 r. ks. Dąbrowski był więziony na Mokotowie w pojedynczej celi, od września w celi z pospolitymi przestępcami. Następnie został osadzony w Rawiczu. Tu doznawał szczególnej złośliwości strażników więziennych. Mimo straszliwych mrozów na 12 dni umieszczono go w nieopalanej celi w karcerze. W Rawiczu, mimo zachodzących zmian na lepsze w traktowaniu więźniów, szydzono z uwięzionych osób duchownych, znęcano się nad nimi psychicznie. Podobnie jak inni przebywali w przeludnionych celach, otrzymywali niewystarczające racje żywnościowe. Stąd zachorowalność więźniów była zastraszająca. Wszyscy księża kieleccy i sam ks. bp Kaczmarek nabawili się w więzieniu poważnych schorzeń.

Ze względu na pogarszający się stan zdrowia ks. Dąbrowskiego ks. bp Franciszek Sonik 17 maja 1955 r. wystąpił do Rady Państwa o zastosowanie dla niego prawa łaski i zwolnienie go z więzienia z darowaniem reszty kary. Sam ks. Dąbrowski nie występował o ułaskawienie. O zwolnienie księdza z więzienia czynił również starania mecenas Bartoń. Wojskowy Sąd Garnizonowy udzielił mu rocznego urlopu od 28 czerwca 1955 roku. Na podstawie decyzji Rady Państwa z 14 listopada 1955 r. złagodzono wyrok do 6 lat, a na podstawie amnestii sąd zmniejszył karę do 3 lat. 17 maja 1956 r. sam kapłan złożył do Prokuratury Wojskowej wniosek o umorzenie postępowania, uzasadniając, że jego udział w tzw. ośrodku antypaństwowym był „całkowicie fikcyjny i zmyślony”. Twierdził m.in.: „Moje przyznanie się w toku rozprawy do czynów i winy nastąpiło wskutek stosowania względem mnie środków niemożliwych do zniesienia”. Sąd przedłużył mu urlop, ale decyzja nie dotarła na czas i ks. Dąbrowski wrócił do więzienia na dwa tygodnie. Ostatecznie Prokuratura Wojskowa 30 marca 1957 r. umorzyła śledztwo z braku dowodów winy. Byłemu więźniowi przyznano jednorazowy zasiłek pieniężny i leczenie sanatoryjne. Pełna rehabilitacja skazanego i innych księży kieleckich nastąpiła 8 grudnia 1990 roku.


Powrót do pracy diecezjalnej


Ksiądz Dąbrowski w dość krótkim czasie wrócił do pracy w diecezji. Został mianowany cenzorem książek o treści religijnej, wizytatorem generalnym, a od 1962 r. wykładowcą homiletyki w seminarium. Ksiądz biskup włączył go do Kapituły Katedralnej. Do końca swojego życia był inwigilowany przez służby reżimowe. W ich raportach odnotowano, że obecność w Kielcach księży, byłych więźniów, w tym wymienianego z nazwiska ks. Józefa Dąbrowskiego, działa mobilizująco na aktywność duszpasterską pozostałych kapłanów. Raporty podkreślają, że w tym czasie znacznie wzrosła żywotność praktyk religijnych w diecezji kieleckiej. Wierni zniewoleni systemem komunistycznym doby stalinowskiej, widząc na wolności więzionych księży, poczuli nieco wolności.

Do końca życia ks. Józef Dąbrowski pełnił zlecone mu obowiązki diecezjalne. Zbierał materiały kaznodziejskie, studiował piękno języka polskiego i języki obce. Należy zaznaczyć, że ks. Józef Dąbrowski należał do wiernych współpracowników ks. bp. Czesława Kaczmarka. Pojechał z biskupem i później odwiedzał go po powtórnym uwięzieniu w Stoczku Warmińskim, sam będąc jedynie na „urlopie” z więzienia. Podczas ciężkiej i śmiertelnej choroby ks. bp. Kaczmarka ks. Dąbrowski na zmianę z ks. Edwardem Chatem i ks. Zygmuntem Pionierem czuwał przy łożu boleści swojego ordynariusza w klinice lubelskiej.

15 marca 1968 r. ks. Dąbrowski doznał wylewu krwi do mózgu i lewostronnego paraliżu organizmu. Nawet wtedy nie oszczędzał się, uprawiając różne ćwiczenia rehabilitacyjne wrócił do pełnionych obowiązków. Codziennie rano szedł z posługą Mszy św. do sióstr zakonnych, wykładał homiletykę w seminarium duchownym, wiele czytał, zawsze robił notatki. Wkrótce dała o sobie znać nowa choroba serca. 7 grudnia 1968 r. doznał drugiego wylewu i prawostronnego paraliżu ciała. Nie ulega wątpliwości, że do utraty zdrowia i jego przedwczesnej śmierci przyczyniło się komunistyczne śledztwo i więzienie.

Zmarł w wieku 56 lat 17 grudnia 1968 r. w szpitalu, pochowany został na cmentarzu kieleckim.


ks. Daniel Wojciechowski
drukuj