Więcej odroczeń nie będzie

Niecałe dwa miesiące ma polski rząd na przedstawienie nowych planów restrukturyzacji i prywatyzacji stoczni w Gdyni i Szczecinie. Wczoraj Komisja Europejska odrzuciła dotychczas przedstawiane dokumenty i odroczyła decyzję w sprawie zwrotu pomocy publicznej przyznanej stoczniom do 12 września br. Komisja jasno dała do zrozumienia, że kolejnych odroczeń nie będzie i po wyznaczonym terminie trzeba będzie zwrócić pieniądze wraz z odsetkami. Dla stoczni oznacza to upadłość.

„Przez ostatnie cztery lata dokonywaliśmy ogromnych wysiłków, aby we współpracy z władzami polskimi znaleźć zadowalające rozwiązanie w celu zapewnienia stałych miejsc pracy oraz długoterminowej rentowności stoczni. Z przykrością stwierdzam, że Komisja nie może zaakceptować obecnych planów restrukturyzacyjnych. Niemniej jednak w związku z trwającymi rozmowami z dwoma potencjalnymi nabywcami obu stoczni oraz w związku z zobowiązaniem podjętym przez premiera Tuska, do przedstawienia nowych planów do września, postanowiliśmy odroczyć formalne przyjęcie decyzji negatywnej” – napisała w komunikacie Neelie Kroes, unijna komisarz ds. konkurencji.

W ocenie KE, Stocznia Gdynia uzyskała przede wszystkim dokapitalizowanie i pożyczki o wartości 497 mln euro i korzystała z gwarancji na produkcję w wysokości 915 mln euro. Stocznia Szczecin otrzymała 165 mln euro (gwarancję na produkcję 570 mln euro). Sprawa stoczni w Gdańsku już wcześniej została odroczona przez KE do września.



Dopuszczalna „jak najniższa” pomoc


Aleksander Grad, minister skarbu, zapewniał wczoraj, że prywatyzacją stoczni zainteresowanych jest kilkunastu inwestorów finansowych i branżowych, m.in. z Indii i krajów arabskich. Do nich ministerstwo chce wysłać zaproszenie do negocjacji.

Grad poinformował o rozpoczęciu nowej procedury zawierającej dwa harmonogramy, odrębny dla „starych” i nowych inwestorów, którzy złożyli listy intencyjne. – Dla obu tych grup ministerstwo skarbu przewiduje dwie rundy negocjacyjne krajowe i w KE – podkreślił Grad. Zapewnił, że do 12 września programy restrukturyzacyjne będą złożone w KE. Do tego czasu poczynania rządu będzie wspierać wynajęta kancelaria prawna w Brukseli, a programy oceniać będą niezależni eksperci. Grad poinformował też, że w rozmowach z Komisją padały sformułowania, które pozwalają sądzić, że KE dopuszcza możliwość zaangażowania Skarbu Państwa w pokrycie w części starych długów stoczni. – Będziemy negocjowali z inwestorami zakres ich udziału własnego i zakres udziału Skarbu Państwa w pokrycie starych zobowiązań, szczególnie publicznoprawnych – dodał. Według wytycznych KE, dotyczących udzielania i umarzania pomocy publicznej, podział zobowiązań można dzielić w stosunku 50:50. – W uzasadnionych przypadkach można te relacje 50:50 zmienić, ale pomoc państwa musi być ograniczona do niezbędnego minimum – dodał Grad. Takie podejście pozwala na bardziej elastyczne negocjacje z inwestorami i daje szanse na wypracowanie takiego modelu, w którym inwestorzy po przeprowadzeniu prywatyzacji będą w stanie realizować swoje programy biznesowe, a stocznie będą miały zapewnioną rentowność. Jednak ta pomoc państwa musi być „jak najniższa”, by mogła być zaakceptowana przez KE. Według zapewnień Grada, 31 lipca zakończy się pierwsza runda negocjacji krajowych i zawarte zostaną wstępne umowy określające warunki, które znajdą się w programach restrukturyzacyjnych.


Apartamentowce zamiast doków


W ocenie Hanny Foltyn-Kubickiej, eurodeputowanej (PiS), KE żąda zwrotu pieniędzy, które na dobrą sprawę nie wiadomo gdzie się podziały. W przypadku konieczności zwrotu 5 mld zł może uda się uratować stocznię Gdańską i Szczecińską, ale istnieje obawa, że Stocznia Gdynia przepadnie. – Zadziwiające jest to, że UE stać na to, by utrzymywać parlament w Strasburgu, ale brakuje zrozumienia dla symbolu upadku komunizmu w Europie – podkreśla.

Zdaniem Andrzeja Jaworskiego, byłego prezesa Stoczni Gdańskiej, uzyskane dwumiesięczne odroczenie niewiele daje stoczniom, bo im już brakuje środków na bieżące wydatki. Jego zdaniem, prowadzony w pośpiechu proces prywatyzacji może budzić poważne wątpliwości. Tymczasem muszą zostać wyjaśnione trudne kwestie spłaty starych długów Stoczni Gdynia i kontraktów Stoczni Szczecin. – Mam takie smutne przekonanie, że ten rząd, który przez 8 miesięcy nic nie zrobił, nie zrobi także nic dobrego w ciągu najbliższych dwóch miesięcy – powiedział w Radiu Maryja Jaworski. Podkreślił, że do KE przekazywane są nieprawdziwe informacje co do wysokości faktycznie uzyskanej przez stocznie pomocy publicznej. W przypadku sprywatyzowanej Stoczni Gdańskiej otrzymana pomoc opiewała najwyżej na kwotę kilkudziesięciu milionów złotych, a tymczasem Waldemar Pawlak, minister gospodarki, w swoich wystąpieniach wymienia kwotę 740 mln złotych. Takie głosy budzą obawy, że we wrześniu KE wyda niekorzystne dla stoczni decyzje. Zdaniem Jaworskiego, losy stoczni w Gdańsku są niepewne także z uwagi na to, że istnieje chęć zagospodarowania terenów okalających zakład do budowy apartamentowców i centrów handlowych. Takim planom przeszkadza istnienie stoczni. Tymczasem sprawa utrzymania przemysłu okrętowego ma nie tylko wymiar gospodarczy, ale i społeczny. To ok. 80 tys. ludzi, którzy mogą stracić zatrudnienie w stoczniach i zakładach kooperujących.

Związki zawodowe nie zrezygnowały z zaplanowanych na wczoraj manifestacji. W zorganizowanym w Gdyni marszu milczenia udział wzięło ponad 2,5 tys. osób. – Chcemy pokazać, że stocznia to nie tylko słupki i majątek, ale przede wszystkim ludzie, dla których stocznia jest źródłem utrzymania – zaznaczył Marek Lewandowski, rzecznik stoczniowej NSZZ „Solidarność”. Związkowcy szli w milczeniu, nie używali gwizdków i petard. Przeszli pod urząd miasta trasą, którą zawsze pokonują w rocznicę pacyfikacji robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku.

W Szczecinie manifestowało 5 tys. osób, które spod bramy stoczni przeszły przez centrum miasta. Stoczniowców wsparli związkowcy z innych regionów i przedstawiciele zakładów pracy z całego województwa. Związkowcy już zapowiedzieli, że nie jest to ostatni protest w obronie przemysłu okrętowego. Takie plany stoczniowców potwierdzają wyniki gdyńskiego referendum przeprowadzonego wśród pracowników stoczni. 2388 osób zadeklarowało udział w akcjach protestacyjnych, które zamierza organizować Komitet Obrony Stoczni Gdynia dla ratowania zakładu.


Unia równych i równiejszych


Sposobem postępowania ze stoczniami i „straszeniem” Polski przez KE zwrotem pomocy publicznej oburzony jest Marek Jurek (Prawica Rzeczypospolitej), który na swoim blogu napisał, że w obowiązującym Traktacie Ustanawiającym Wspólnotę Europejską jest zapis (art. 87 ust. 2), że państwa mają prawo udzielać pomocy – najbiedniejszym, jeżeli przekazywane towary nie są faworyzowane w oparciu o kryterium narodowe, ofiarom katastrof naturalnych oraz (w pkt c) Niemcom ze wschodnich landów, po to, by usuwać gospodarcze skutki komunizmu w Niemczech. „Streszczam te przepisy, więc przeczytać możecie sami. Streszczam i interpretuję, bo oczywiście brzemienne nienawiścią określenie ‚komunizm’ nie pada w Traktacie (…) Niemcy biorą, co chcą. I nie wstydzą się do traktatów wpisywać narodowych kłopotów, których sami sobie narobili, jako europejskich tragedii. Pora, by nasi przywódcy zaapelowali do Europy o przyzwoitość. Śmiało, w ramach standardu Sarkozy’ego. To naprawdę nie jest kwestia polityki, to kwestia moralności!” – napisał Jurek.


Marcin Austyn
drukuj